OBALACZ MITÓW


[ 355 ]

Adwokaci. Adwokaci przede wszystkim prowadzą sprawy w sądzie
Tylko około 20% czasu pracy adwokata przypada na prowadzenie spraw w sądzie (nawiasem mówiąc, dla większości adwokatów jest to deficytowy interes), pozostałe 80% czasu pracy adwokatów przeznacza na porady i przygotowywanie umów
Afrodyzjaki
Afrodyzjaki (z greckiego - "kamień mający pobudzić seksualnie"), czyli środki wzmagające popęd płciowy i potencję, działają tylko w naszej wyobraźni. W różnych kulturach i w różnych okresach historycznych przypisywano taką moc alkoholowi, bananom, surowym jajom, wilczej jagodzie, johimbinie (wyciąg z kory afrykańskiego drzewa Corynante yohimbe), kantarydynie (składnik zawarty w organizmach pewnych gatunków chrząszczy, np. słynnej muchy hiszpańskiej), kawiorowi, lulkowi, ostrygom, sproszkowanym rogom nosorożca, selerowi, szałwii, szparagom, truflom, zwykłej wodzie, korzeniowi żeń-szeń. W przypadku niektórych z wyżej wymienionych jak banany, żeń-szeń, rogi nosorożca, ich domniemane działanie wynika zapewne z tego samego przekonania, z którego powodu sportowcy chętnie jedzą mięso, a kanibale własnych sąsiadów, wierzy się bowiem, że właściwości jedzenia przechodzą na jedzącego. inne jak choćby alkohol, uwalniają od zahamowani dzięki temu mogą czasem pośrednio stymulować przygody seksualne; złudzenie co do działania jeszcze innych afrodyzjaków, np. ostryg, kawioru i surowych jaj, wywodzi się z opisów seksualnych wyczynów takich literackich bohaterów jak np. Casanova, którzy chętnie jadali tego rodzaju potrawy, choć trudno się dopatrzyć jakiegokolwiek związku. W najlepszym razie tylko johambina i kantarydyna, miejscowo rozszerzając naczynia krwionośne, mogą pośrednio wpływać na przebieg aktu płciowego. Jednak są to substancje niebezpieczne zwłaszcza wyciąg z muchy hiszpańskiej - powodujący bolesne zapalenie dróg moczowych. Tak więc osiągnięta w ten sposób rozkosz miłosna nie zawsze jest czystą przyjemnością, a często okazuje się ostatnią uciechą na tym pięknym świecie
Agresja.Agresywność jest z zasady szkodliwa
Jeżeli wierzyć laureatowi Nagrody Nobla Konradowi Lorenzowi, agresja nie zawsze jest czymś złym. Przeciwnie, jako "instynkt walki skierowany przeciw osobnikom własnego gatunku" może być wręcz niezbędna do przetrwania. Jeśli osobniki danego gatunku wyczerpią zasoby na swoim terytorium, wchodzą na inne, nawet gdy bronią go przedstawiciele tego samego gatunku. Agresorzy zawłaszczają nowe tereny, rozprzestrzeniając się niczym oka w tłuszczu w rosole. W ten sposób optymalnie wykorzystuje się naturalne zasobu terytorium niezbędne do przeżycia całego gatunku. Gdyby agresja nie była konieczna do przeżycia - taki argument wysuwają zoologowie - agresywne gatunki wymarłyby już dawno temu. A ponieważ niemal u wszystkich zwierząt obserwujemy w takiej czy innej postaci agresję wobec osobników własnego gatunku, musi ona służyć podtrzymaniu gatunku. Tak więc bez względu na to jak ocenimy współczesne następstwa agresywności w przypadku gatunku Homo sapiens jedno wydaje się pewne: bez tego instynktu prawdopodobnie już dawno byśmy wymarli.
AIDS. Test na AIDS dla wszystkich byłby wskazany ze względów medycznych
Przymusowy test na AIDS dla wszystkich obywateli Niemiec, jak domagała się opinia publiczna, byłby zarówno ze względów medycznych, jak i ludzkich czystą katastrofą - bo nawet w przypadku w dużym stopniu trafnego testu 9 z 10 osób uznanych za pozytywne w rzeczywistości nie miałoby w ogóle AIDS! Ten paradoksalny rezultat wiąże się z marginesem błędu w testach medycznych, W przypadku dobrego testu jest on bardzo mały : ktoś kto ma AIDS, zostanie z dużym prawdopodobieństwem uznany za zakażonego. Prawdopodobieństwo to , tak zwaną czułość testu, przy użyciu obecnych metod szacuje się na 99,8%. Także ktoś , kto nie ma AIDS ,z dużym prawdopodobieństwem zostanie uznany za niezakażonego. To prawdopodobieństwo, tak zwana trafność testu, wynosi przy zastosowaniu aktualnych metod około 99%. Mimo to ,w przypadku masowych badań obejmujących całą ludność, nawet jedna dziesiąta osób z pozytywnym wynikiem testu w rzeczywistości nie byłaby zakażona! Załóżmy ,że około 1 promila seksualnie aktywnych mieszkańców Niemiec tj. 50 000 osób z około 50 milionów, jest naprawdę zakażonych. Z tych 50 000 około 99,8% tj 49 900 a więc niemal wszyscy, byłoby zdiagnozowanych prawidłowo; tylko 100 spośród 50 000 zakażonych, jeśli możemy wierzyć temu prawdopodobieństwu, nie zostałaby rozpoznanych. Tak samo pewny byłby ów test również w odniesieniu do obywateli Niemiec nie mających AIDS, gdyż z 49 950 000 nie zakażonych zdiagnozowano by prawidłowo 99% tj. 49 450 000 osób. Często jednak nie dostrzega się przy tym małej wprawdzie procentowo ale dość dużej w wartościach bezwzględnych liczby 499 500 nie zakażonych osób, które niesłusznie zgłoszono by jako zakażone. Liczba ta jest ponad dziesięciokrotnie większa od liczby osób uznanych prawidłowo za zakażone lub - wyrażając to inaczej - gdyby przebadać wszystkich Niemców, okazałoby się ,że spośród osób uznanych za pozytywne ponad dziewięć dziesiątych to osoby zdrowe, które nigdy nie zetknęły się z AIDS
"A jednak się kręci"
Galileusz nigdy nie wypowiedział tej słynnej sentencji. Ani w aktach procesu przed sądem inkwizycyjnym. przed którym rzekomo miał wypowiedzieć te przekorne słowa, ani w jego własnych listach pismach , ani w żadnych innych źródłach współczesnych nigdy się o tym nie wspomina. Pierwszą wzmianką na ten temat znajdujemy ponad 100 lat później w bardzo niedokładnych Querelles Litteraires francuskiego opata Iralliego, który albo sam to wymyślił, albo przekazał myśl kogoś innego. Niezwykła popularność tej sentencji opiera się na rozpowszechnionej niechęci do Kościoła katolickiego, połączonej z dążeniem do czynienia męczennikami jego przeciwników i ofiar
Akcje 1. Kursy akcji można przewidywać
Kursy akcji można przewidzieć lub nie - ale tak samo jak w przypadku liczb wylosowanych na loterii o wzroście lub spadku kursów dowiadujemy się dopiero po zamknięciu giełdy. Ta niepewność nie jest jednak wadą, lecz przeciwnie, oznaką zdrowia: im mniej skoków akcji można przewidzieć tym lepiej dla rynku. Na dobrze funkcjonującym rynku kapitałowym aktualna cena jakiegoś papieru wartościowego jest zawsze w świetle aktualnych informacji ceną słuszną lub, inaczej mówiąc, jest "wartością wewnętrzną". Wartość wewnętrzna zależy od tego, jakich zysków właściciele mogą się spodziewać w przyszłości, jaka będzie wieczorem, rano jeszcze nie wiadomo, gdyż nie znamy wydarzeń dnia, które mogą osłodzić bądź przesolić naszą rentowną zupę. Aby określić wartość wewnętrzną ranoi, sprytni giełdziarze wykorzystują wszelkie informacje : ceny surowców, kursy wymiany walut, podatki, inflację, czyli wszystko , co może dotyczyć szacowanej akcji. Jeśli jednak poranny kurs obejmuje już całość określających wartość czynników - jest to przypadek idealny - zmienia się on w ciągu dnia jedynie za sprawą nowych, nie znanych wcześniej danych albo faktów (gdyby bowiem te dane i fakty były znane wcześniej, zostałyby już także uwzględnione w kursie). Innymi słowy, kursy zmieniają się tylko przy nieprzewidzianych zdarzeniach - na idealnym rynku kapitałowym ich wahania muszą więc być wynikiem przypadku
Akcje 2. W piątki kursy akcji są z reguły niższe niż w poniedziałki
Teoria ta - wciąż powtarzana w popularnych audycjach niemieckiej telewizji na tematy giełdowe - głosi ,że maklerzy giełdowi chętnie pozbywają się akcji w piątki, bo wolą nie zostawać na weekend z dużymi zapasami papierów wartościowych i wskutek tego kursy w piątki podobno często spadają. Jeżeli jednak przyjrzymy się bliżej przeciętnym dziennym zmianom wartości niemieckich akcji, to zobaczymy że jest dokładnie na odwrót : gdy weźmiemy pod uwagę średnią długookresową, kursy zmieniają się z czwartku na piątek pozytywnie, natomiast z piątku na poniedziałek negatywnie. Poniższy wykres pokazuje osobno dla każdego dnia tygodnia średnie procentowe zmiany niemieckiego indeksu kursów akcji DAX w porównaniu z dniem poprzednim. Wykres ten , opierający się na ponad 7500 dziennych zyskach notowanych od stycznia 1960 do grudnia 1989 roku, dowodzi wyraźnie ,że najczęściej właśnie kursy akcji najbardziej rosną w piątki. Istotną anomalią na tym diagramie jest jednak nie zwyżka kursów w piątek, lecz ich zniżka w poniedziałek. Według tradycyjnej teorii rynku kapitałowego kursy powinny średnio zawsze rosnąć - w przeciwnym razie nikt nie kupowałby akcji. Wprawdzie ten średni spadek kursów notowany z piątku na poniedziałek - tak zwany efekt poniedziałkowy - nie jest zbyt dramatyczny (mniej niż 0,2%, a więc prawie niezauważalny w porównaniu z normalnymi wahaniami z dnia na dzień), lecz mimo to o wiele za duży by powstawał jedynie za sprawą przypadku. Jego przyczyna nie została jak dotąd wyjaśniona
Akropol. Akropol jest tylko w Atenach
"Akropolis" znaczy po grecku "górne miasto". Tak nazywano szczególnie mocno ufortyfikowany zamek w obrębie miejskich murów. W miastach starożytnej Grecji były ich dziesiątki. Akropol ateński jest tylko najbardziej znany
Aliteracje. Aliteracje są zamierzone
Aliteracja , czyli powtórzenie identycznych głosek początkowych w kilku kolejnych wyrazach uchodzi w opinii wielu osób za środek stylistyczny, świadomie używany przez wielkich lub nie tak wielkich artystów. Według amerykańskiego statystyka i psychologa B.F.Skinnera nie musi to być wcale zamierzone, równie dobrze może także powstawać przypadkowo, co Skinner wyliczył ,analizując 1400 linijek wszystkich sonetów Szekspira. Gdyby Szekspir wyciągał z kapelusza początkowe głoski wszystkich słów, musiałoby się wśród z nich znajdować np. 161 linijek z "s" na początku dwóch kolejnych i 29 linijek z "s" na początku trzech kolejnych wyrazów by przytoczyć tylko dwie z wyliczonych przez Skinnera oczekiwanych wartości. I rzeczywiście: w sonetach Szekspira jest dokładnie 161 linijek z "s" na początku dwóch i 26 linijek z "s" na początku trzech kolejnych wyrazów. Innymi słowy, często zdumiewające dla czytelnika i słuchacza nagromadzenie identycznych głosek początkowych może być dziełem zarówno poetyckiego geniuszu jak i przypadku. Podobną zgodność teorii z praktyką Skinner zaobserwował także w przypadku innych alfabetu
Alkohol 1. Alkohol jest niezdrowy
Żeby nie było nieporozumień, oczywiście ,że alkohol w dużych ilościach jest niezdrowy. Ale odnosi się to wielu innych rzeczy (można się zatruć nawet wodą mineralną). Albowiem mówiąc słowami wielkiego Paracelsusa :
Cóż nie jest trucizną?
Wszystkie rzeczy są trucizną i nic nie jest bez trucizny
Jedynie miara sprawia , że jakaś rzecz trucizną nie jesta
Jako na przykład : każda potrawa i każdy napój
gdy przyjmowane są ponad swoją miarę
staje się trucizną
Jeśli natomiast zapytamy : Czy alkohol jest z zasady niezdrowy? - odpowiedź będzie brzmiała : wprost przeciwnie. "Kieliszek wina wzmacnia pamięć na starość", "Jedne lub dwa kieliszki wina (albo piwo) dziennie pozwalają zachować na starość młodzieńczą pamięć - powiada dr. Joe C. Christian z Uniwersytetu Indiany. Przy umiarkowanej konsumpcji alkoholu pamięć krótkotrwała poprawia się o 17%. Wrażenia są rejestrowane szybciej, człowiek myśli bardziej logicznie. Powód : alkohol w umiarkowanych ilościach pobudza przemianę materii i krążenie krwi". Inni badacze odkrywają jeszcze inne efekty : "Alkohol wzmacnia kości" . "Umiarkowana konsumpcja alkoholu zwiększa ewidentnie gęstość tkanki kostnej i przypuszczalnie zmniejsza ryzyko osteoporozy (zaniku kości). Takie są wyniki badań przeprowadzonych w Kalifornii podczas których analizowano związek między zwyczajami dotyczącymi picia a stanem tkanki kostnej". Podobne opinie zamieszczają także czasopisma naukowe. Badania przeprowadzone wśród 50 000 mężczyzn w Uniwersytecie Harvarda, wykazały ,że ryzyko choroby wieńcowej u abstynentów jest wyższe niż u mężczyzn regularnie pijących alkohol. Ponadto ryzyko choroby wieńcowej jest tym mniejsze im więcej alkoholu się pije ( i to nawet wtedy, gdy wykluczy się inne czynniki, jak odżywianie, ciśnienie krwi, wiek itd. lub porówna się tylko tych mężczyzn , którzy nie różnią się między sobą pod względem wartości wyżej wymienionych zmiennych). Przy regularnej konsumpcji alkoholu ryzyko choroby wieńcowej nie zwiększa się , lecz malej (zmniejszenie ryzyka jest we wszystkich przypadkach pozytywne). Abstrahując od zawałów ze skutkiem śmiertelnym, ryzyko zmniejsza się tym bardziej , im więcej pjemy. Podczas innych badań lekarze z Danii odkryli jednak ,że promil promilowi nierówny i ważny jest także rodzaj alkoholu : wino, piwa czy wódka. Po przebadaniu ponad 6000 mężczyzn i ponad 7000 kobiet stwierdzili ,że życie przedłuża przede wszystkim wino - osoby pijące dziennie trzy do pięciu kieliszków wina zmniejszają swoje ryzyko śmierci w porównaniu z abstynentami o połowę (jest to tak zwane ryzyko stosowane do wieku; naturalnie również osoby pijące wino muszą kiedyś umrzeć). Piwo i wódka natomiast nie mają większego wpływu na zmniejszenie ryzyka śmierci. Oczywiście można by jeszcze to i owo powiedzieć na temat tych wyników. Wyniki te znalazły jednak potwierdzenie w zbyt wielu badaniach , by można je było zignorować lub uznać za przypadkowe
Alkohol 2. Alkohol rozgrzewa
Przyjrzawszy się paru niespodziewanym dobrym stronom picia alkoholu, musimy jednak także ostrzec przed innym chętnie przypisywanym mu pozytywnym wpływem, którego w istocie nie ma. Choćbyśmy bowiem po wypiciu gorącego grogu w chłodny zimowy wieczór uważali inaczej - alkohol nie rozgrzewa ciała. Wprawdzie obiektywnie czujemy ciepło, które tak przyjemnie rozchodzi się z żołądka po całym ciele, lecz tak naprawdę, ponieważ alkohol rozszerza naczynia krwionośne na powierzchni ciała, dopływająca do nich krew łatwiej się oziębia i temperatura ciała spada. Tak więc przy dużym chłodzie po wypiciu alkoholu łatwo nawet o odmrożenia
Alkohol 3. Działanie alkoholu można usunąć przez picie kawy
Filiżanka kawy po kilku piwach tuż przed jazdą samochodem nic nie da : kawa ani nie obniża poziomu alkoholu , ani nie sprzyja szybszym reakcjom. Usuwa być może zmęczenie pojawiające się często po wypiciu, ale późniejsze uczucie trzeźwości jest złudne; reakcje w dalszym ciągu są opóźnione, a zdolność prowadzenia auta wcale się nie poprawia
Amatorzy. Do starożytnych igrzysk olimpijskich dopuszczani byli tylko amatorzy
Starożytni sportowcy nie byli amatorami. Zwycięzcy greckich olimpiad oprócz gałązek palmowych otrzymywali też zupełnie inne nagrody. Tak więc amatorami , którzy "uprawiają jakąś czynność z zamiłowania , nie czerpiąc z tego korzyści materialnych", z pewnością nie byli. Nagroda dla zwycięzcy bynajmniej nie ograniczała się do gałązki palmowej lub wieńca oliwnego. Wygrana dawała bezpośrednie, czasem znaczące korzyści materialne, którym były : zwolnienie od podatków, dożywotnie renty, pomniki, a także gotówka (na przykład ateński mąż stanu Solon kazał wypłacać każdemu zwycięzcy olimpiady pochodzącemu z Aten 500 drachm czyli równowartość żołdu żołnierza za dwa lata służby) .Zwycięzcy olimpijscy rozsławili greckie miasta , nie żałowały więc one pieniędzy na swych sportowców przed igrzyskami, a tym bardziej po. Utrzymywały stadiony, masażystów, trenerów, kucharzy, lekarzy - i oczywiście samych sportowców. Ponieważ oprócz igrzysk olimpijskich były także igrzyska pytyjskie (co cztery lata), nemejskie (co dwa lata) oraz istmijskie, nie mówiąc o kilkuset prowincjonalnych zawodach sportowych, atleci mogli wspaniale żyć z owych bezpłatnych świadczeń i nagród (podobno pewien zwycięzca olimpiady zażądał kiedyś - i dostał - 30 000 drachm za sam udział w jednym z owych mniejszych widowisk). Jednak według zasad obowiązujących podczas pierwszych igrzysk ery nowożytnej pod koniec XIX wieku i na początku XX, większości zwycięzców starożytnych olimpiad musielibyśmy odebrać pośmiertnie zdobyte przez nich gałązki palmowe
Ameryka Analiza graficzna. Dzięki "wykresom" można na giełdzie zarobić
Programy komputerowe (tak zwany software giełdowe), które na podstawie średnich ruchowych, trendów, formacji trójkąta i analizy fluktuacji kursów podpowiadają klientom giełdy, kiedy należy kupować, a kiedy sprzedawać, w rzeczywistości przysparzają zysków wyłącznie firmom software′owym; wszystkie te firmy wykorzystują tylko nieświadomość i naiwność swoich klientów. Jak dowodzą dane z poprzednich kursów, nie można wyciągać wniosków o dalszych losach papieru wartościowego . Wszelkie tego rodzaju próby to jedynie wróżenie z fusów. Prawdziwi fachowcy giełdowi wiedzą o tym bardzo dobrze; ich prognozy są przeważnie w rodzaju : "Kiedy pieje kur na grzędzie / zmieni się pogoda / lub jak jest tak będzie". Tym sposobem zawsze są potem po właściwej stronie. Rynku akcji nie obchodzi przeszłość; uwzględnia ona bieg wydarzeń z perspektywy przyszłościowej : człowiek, który chce nabyć jakiś papier wartościowy za "właściwą" , czyli "zasadniczo słuszną" cenę , nie pyta ile kosztował on przed rokiem, ale chce wiedzieć , ile będzie kosztował za rok. Dla giełdy liczy się jedynie przyszłość; jak sternik we mgle śledzi ona zawsze przestrzeń przed sobą, nigdy za sobą, i na ogół zmienia kurs tylko wtedy ; gdy z owej mgły wyłaniając się nowe, nie znane dotychczas fakty. Fakty te nie były wcześniej znane, w przeciwnym razie nie byłyby nowe. Innymi słowy, pojawiają się przypadkiem, tak więc również wzrosty i spadki kursów są przypadkowe. Nikt nie potrafi powiedzieć, czy następna wiadomość przyniesie coś złego, czy dobrego, czy kurs oczekiwany w następnym roku, a tym samym z punktu widzenia spodziewanego zysku także kurs aktualny należy podwyższyć czy obniżyć. Jedyną stałą łączącą oba te kursy jest oczekiwany zysk (w Niemczech po odliczeniu inflacji około 5%) i dlatego najlepszą prognozą przyszłego kursu musi być zawsze kurs aktualny plus ów spodziewany zysk. Teorię te potwierdza rzeczywistość - w każdym razie lepiej niż większość teorii ekonomicznych - nie ma więc sensu grzebanie w stogu poprzednich kursów w poszukiwaniu wskazówek dotyczących przyszłych zdarzeń. Pominąwszy drobne planowane zyski i anomalie, na rynkach akcji nie da się na dłuższą metę zarobić dzięki analizie krzywych. Nawet jeśli jeden czy drugi analityk trendowy trafi czasem jak w loterii liczbowej, nie można z tego wyżyć, a systematyczne trafienia w przypadku prognoz kursów zdarzają się równie często jak systematyczne główne wygrane na loterii. Jedyną możliwością postawienia prognozy "aktualny kurs plus oczekiwany ,czyli spodziewany zysk" są poufne informacje uzyskane od osób mających dostęp do samego źródła ,jak na statku we mgle. który ma na pokładzie radar. Ale nawet takie "dobrze poinformowane" osoby czerpią swą przewagę nie z informacji dotyczących przeszłości, lecz z tego ,że mają lepszy niż inni wgląd w przyszłość; poza tym właśnie przez swą aktywność przyczyniają się do podniesienia lub obniżenia aktualnego kursu do poziomu odpowiadającego przewidywanej przyszłości
Anglia 1. W Anglii jest więcej opadów deszczu niż we Włoszech
W Londynie notuje się rocznie 590 mm opadów, w Rzymie 760 , we Florencji 870, w Mediolanie 1000 a w Genui nawet 1100. Tak więc Londyn jest jednym z najsuchszych miast w Europie. Także sama Anglia jest bardziej sucha niż Włochy: średnio notuje się tam 900 mm opadów, w porównaniu z 950 we Włoszech. Fakt ,że cudzoziemcy wracający z Anglii do domu przywożą całkiem inne opinie, wynika z rozłożenia opadów w czasie: we Włoszech pada przede wszystkim jesienią i zimą, a w Anglii równomiernie przez cały rok. Czas trwania opadów także jest różny -w Anglii deszcz pada na sposób brytyjsko-wytworny : w małych ilościach, ale za to częściej (średnio pada co drugi dzień); we Włoszech rzadziej ,ale gwałtownie. Stąd też wrażenie ,że we Włoszech mniej pada, mimo, że w rzeczywistości pada tam więcej
Anglia 2. W Anglii nie rosną winogrona
Tylko u nielicznych Europejczyków z kontynentu hasło "Anglia" przywodzi na myśl winnice i wino. A przecież na Wyspach Brytyjskich już od stuleci uprawia się winorośl, choć dawniej więcej niż teraz. Średniowieczne angielskie klasztory, aż po Liverpool i Nottingham na północy produkowały na przykład popularne wino, które podobno nie musiało się obawiać porównania z innymi. Gdyby więc Anglia w 1152 roku nie zajęła na dłużej francuskiego Bordeaux, kto wie , ile winnic byłoby jeszcze na wyspie. Większość winnic , które jeszcze pozostały, leży na południu i na południowym wschodzie, w hrabstwie Kent, wzdłuż Tamizy i w okolicy Cambridge. Po kilkusetletnim zaniedbaniu znów się rozrastają i zajmują obecnie około 400 ha, a więc tyle ile w Niemczech tereny uprawne w Saarze. Innym mało znanym producentem wina jest Kanada.
Anglia 3. W Anglii pije się najwięcej herbaty
Więcej herbaty niż w Anglii pije się w Irlandii (według International Tea Commitee LTD, Londyn)
Anglia 4. Wszyscy dorośli Anglicy mają prawa wyborcze
Członkowie angielskiej Izby Lordów oraz królowa nie mogą głosować w wyborach do brytyjskiej Izby Gmin
Ankiety. Ankiety na drażliwe tematy mogą przynieść wyłącznie fałszywe wyniki
Dzięki nowoczesnym metodom ankietowania, tzw, technikom randomized response, można dziś wyciągnąć od respondentów nawet najbardziej wstydliwe prawdy. Ilu rodziców bije dzieci? Ilu obywateli wpadło w alkoholizm? Ile żon oszukuje mężów? Na takie i podobne pytania o wiele chętniej udzielamy prawdziwych odpowiedzi według przedstawionej poniżej procedury niż na pytania bezpośrednie. Ankietowana osoba wybiera przypadkowo, bez wiedzy ankietera, jedno z kilku pytań. Tylko jedno z nich jest naprawdę ważne, pozostałe zassą niewinne. Ankieter nie wie , na które pytanie odpowie osoba ankietowana, wie tylko ,że z prawdopodobieństwem takim a takim odpowiada ona na pierwsze pytanie, z prawdopodobieństwem takim a takim na drugie itd. Dzięki metodom, którymi nie będziemy się tu zajmować bliżej, można z tego wyciągnąć wnioski o liczbie odpowiedzi twierdzących na poszczególne pytania; nawet jeśli w konkretnym przypadku tylko sami pytający znają pytania do danych odpowiedzi i nawet jeśli tych pytań nie można przyporządkować poszczególnym respondentom, z odpowiedzi da się ustalić pewne zachowania zbiorowe. Na przykład przy ankietowaniu bezpośrednim tylko 3,5% amerykańskich rodziców przyznaje się do bicia dzieci, natomiast przy randomized response aż 15%.
Arabskie cyfry. Arabskie cyfry pochodzą od Arabów
Arabskie cyfry 1,,3,4,5 itd. nie są wynalazkiem Arabów - pochodzą z Indii, Stamtąd przywędrowały wraz z Arabami przez Afrykę Północną i Hiszpanię do Europy. Właściwą zaletą cyfr arabskich w porównaniu z rzymskimi nie są symbole 1,,…9 ,ale umowa ,że mają one oznaczać co innego w zależności id lokalizacji : 5 w liczbie 15 wyraża 5 ,ale 5 w liczbie 2523 wyraża 5 razy 100 (gdyż 2523 = 2 * 1000 + 5 x 100 + 2 x 10 + 3). Jest to równie doniosłe jak okiełznanie ognia i wynalezienie koła - bez tej prostej i genialnej idei nie byłoby nowoczesnej fizyki ani nowoczesnej chemii; nie byłoby też podróży kosmicznych ani bomby atomowej.
Archimedes
Wśród wielkich czynów wielkiego Archimedesa jest kilka takich, które mu jedynie przypisano. Na przykład w szkole często jeszcze można usłyszeć ,że Archimedes za pomocą zwierciadeł wklęsłych podpalił rzymską flotę podczas oblężenia Syrakuz. Wyczyn taki jest jednak niemożliwy, czego dowiedli współcześni inżynierowie, próbując go powtórzyć. Wprawdzie zwierciadła wklęsłe były już znane w 212 roku p.n.e., kiedy Rzymianie podczas drugiej wojny punickiej oblegali Syrakuzy na Sycylii (używano ich do zapalania wygaszonego ognia w świątyniach) i nie można wykluczyć, że Archimedes faktycznie myślał o tym , by skierować takie zwierciadła na statki nieprzyjacielskie, ale jeśli tak było, szybko porzucił tę myśl gdyż podpalenie w ten sposób płynącego statku znacznie przekraczało ówczesne możliwości techniczne. Rzymski historyk Plutarch , który szczegółowo opisał machiny obronne Archimedesa - na przykład katapulty lub dźwigi ściągające rzymskie galery na skały - nie wspomina o owych zwierciadłach. Pojawiają się one po raz pierwszy dopiero około 700 lat później w rozprawie na temat zwierciadeł wklęsłych i soczewek skupiających Anthemiosa z Tralles, jednego z budowniczych Hagia Sophia w Istambule, a potem po kolejnych 600 latach w kronice świata mnicha Jana Zonarasa
Aresztowanie. Tylko policja i prokuratura mogą dokonywać aresztowań,
Nie tylko policja, lecz każdy może aresztować , czyli pozbawić wolności i tymczasowo uwięzić podejrzanego o przestępstwo. Detektyw w domu towarowym, który schwytał złodzieja. może zatrzymać go nawet siłą - podobnie każdy czytelnik ma prawo zamknąć w piwnicy przyłapanego tam włamywacza
Armada. Klęska Armady była początkiem końca hiszpańskiego imperium
Od klęski hiszpańskiej Armady katem 1588 roku rozpoczął się upadek Hiszpanii i wzrost potęgi Anglii - czytamy w książkach historycznych. W rzeczywistości katastrofa ta miała dla Hiszpanów takie samo znaczenie jak upadek Bismarcka dla Hitlera, czyli raczej znikome. Podobnie jak upadek Bismarcka nie przesądził o losie nazistów, tak klęska Armady nie wyznaczyła kresu hiszpańskiego imperium. Co prawda zniweczyła plany Filipa II , ale z około 120 statków hiszpańskich tylko 24 było galeonami wojennymi ,tak więc potęga morska Hiszpanii prawie nie doznała uszczerbku wskutek tej porażki. W kilka lat Hiszpania zastąpiła utracone statki nowymi a w ciągu 15 lat po 1588 do jej wybrzeży dotarło z Ameryki więcej złota i srebra niż kiedykolwiek wcześniej lub później w takim samym okresie. Wzrost potęgi Anglii i upadek Hiszpanii musiały mieć zatem inne przyczyny niż klęska Armady.
Asterix 1. Asterix i Obelix nosili pasy do podtrzymywania spodni
Znane obrazki komiksowe przedstawiające Asteriks i Obeliks w spodniach podtrzymywanych pasami nie są historycznie prawdziwe, gdyż dawni Galowie nie nosili pasów, tylko szelki
Asterix 2. Asterix i Obelix nosili warkocze
W okresie rzymskiej okupacji Galowie głowy "swego rodzaju żelem z wody wapiennej, który miał rozjaśniać i natłuszczać włosy", później zaczesywane do tyłu , więc nie mogli mieć warkoczy
Atlantyda. Atlantyda naprawdę istniała
Nigdy nie istniał kontynent bądź wyspa o nazwie Atlantyda. Legenda o Atlantydzie to czysty wymysł greckiego filozofa Platona, który w jednym ze swoich dialogów zatytułowanym Kritias opowiada o potężnym imperium zwanym Atlantydą, leżącym za Słupami Herkulesa (czyli naprzeciw Cieśniny Gibraltarskiej) pośrodku oceanu, większym niż Azja Mniejsza łącznie z Afryką Północną. Mieszkańcy Atlantydy żyli w szczęściu i dostatku, póki nie ulegli moralnemu zepsuciu i nie postanowili opanować całego świata. Za karę, według Platona, Zeus zesłał na Atlantydę trzęsienie ziemi, w wyniku którego wraz ze wszystkimi mieszkańcami zapadła się w głąb oceanu. Choć Platon wielokrotnie zapewniał ,że jest to prawdziwa historia, opowiedziana mu przez samego Solona, który z kolei poznał ją od kapłanów egipskich, nie mogła się ona wydarzyć (abstrahując od interwencji boga Zeusa) 9000 lat wcześniej, grecki filozof wspomina bowiem także o planach podboju Grecji i Aten przez Atlantydów, a 9000 lat przed Platonem Ateny były jeszcze niezamieszkaną łąką. Nic także nie wskazuje na to, by w okresie bliższym życiu Platona istniały jakieś zaginione później ogromne państwa. Naturalnie zdarzały się ,tak jak dziś, wielkie katastrofy, trzęsienia ziemi, powodzie, wybuchy wulkanów, których ofiarami padały całe społeczności, jak na Krecie lub wyspie Santoryn, lecz nie sposób mówić o nich jako o ogromnych państwach - poza tym katastrofy te nie miały miejsca na Atlantyku. Zwolennicy Platona twierdzą ,że kontynenty niekiedy istotnie znikały w morzu i ,że na obszarze Atlantyku rzeczywiście istniał kiedyś ląd. Było to jednak 200 milionów lat temu, gdy Afryka, Europa i Ameryka tworzyły jeszcze wspólną masę lądową, na długo przed pojawieniem się pierwszego człowieka na naszym globie. A od około 70 mlionów lat czyli 69 milionów lat dłużej niż istnieje Homo sapiens, kontynenty i Atlantyk znajdujący się mniej więcej w tym samym miejscu co obecnie.
Austria. Austriacy są mistrzami świata w piciu kawy
Choć w dobrej wiedeńskiej kawiarni podaje się 15 rodzajów kawy, pod względem ilościowym gdzie indziej pije się jej znacznie więcej : spożycie kawy naturalnej najwyższe jest w Szwecji i Finlandii (ponad 11 kg na głowę rocznie), kolejne miejsca zajmują Holandia, Norwegia i Dania (około 10 kg) a potem Niemcy i Austria (8 kg)
Autostrady. Niemieckie autostrady powstały na rozkaz Hitlera
Według oficjalnej propagandy nazistowskiej, Hitler w 1924 roku podczas pobytu w więzieniu w Landsbergu miał ponoć wizję Niemiec pokrytych siecią bezkolizyjnych dróg tylko dla samochodów - czyli autostrad. W rzeczywistości autostrady w Niemczech istnieją już od 1921 roku, wtedy to otwarto w Berlinie AVUS (skrót od Automobil-Verkehrs - und Übungsstrasse), pierwszą autostradę na świecie. We Włoszech autostrady istnieją od 1923 roku (autostrada z Mediolanu w kierunku Szwajcarii). W 1926 roku zaplanowano autostradę Kolonia - Düsseldorf i w tym samym roku ukonstytuowało się "Stowarzyszenie Budowy Autostrady Miasta Hanzeatyckie-Frankfurt-Bazylea" (HAFRABA). Gdy więc Hitler został kanclerzem Rzeszy, autostrady w całych Niemczech były bądź już zaplanowane, bądź już budowane - bez jego pomocy. Ale ponieważ większość z nich ukończono w czasie jego rządów, przypisano mu wszystkie zasługi

Bakterie. Bakterie są szkodliwe dla zdrowia
Mimo ,że z reklam środków do prania wynika co innego nie wszystkie bakterie są diabełkami. Większość bakterii jest nieszkodliwa, a wiele z nich to nawet nadzwyczaj pożyteczne stworzenia : pomagają w wytwarzaniu wina i piwa, maślanki i kiszonej kapusty, jogurtu, serów, zaczynu, ułatwiają przyswajanie witamin przez nasz układ pokarmowy (na przykład B2, i K) dzięki nim powstaje w ogródkach kompost, oczyszczają ścieki. służą jako katalizatory w skomplikowanych syntezach chemicznych, uszlachetniają ropę naftową , gaz ziemny i celulozę, sprawiają ,że z trawy i liści w żołądku krowy powstaje cukier (Tylko dlatego , że my ludzie nie mamy w jelitach takich pożytecznych bakterii nie możemy żyć samą trawą). Gdyby dziś wytępiono by na świecie wszystkie bakterie, wraz z nimi zginęłyby inne formy życia. Tylko nieliczne gatunki bakterii, znane jako zarazki, na przykład tyfus lub cholera są naprawdę szkodliwe
Bastylia. Bastylię zdobył szturmem lud Paryża
Wbrew temu czego uczyliśmy się w szkole, Bastylii nigdy nie zdobyto szturmem; została oddana w sposób pokojowy. Zatem 14 lipca , w dniu francuskiego święta narodowego, powinno się czcić nie szturm Bastylii, ale jej poddanie. Jednak tego rodzaju zdarzenia niezbyt nadają się na świta narodowe, tak więc pewnie już na wieki pozostaniemy przy szturmie. Oficjalna wersja wydarzeń na podstawie podręczników historii : 14 lipca 1789 roku kilka tysięcy paryżan ruszyło na Bastylię , osławioną królewską twierdzę- więzienie w środku Paryża, żeby zaprotestować przeciwko spodziewanemu zamachowo stanu ze strony króla Ludwika oraz dymisji lubianego ministra finansów Neckera. Z Bastylii powitano ich ogniem armat i muszkietów, bohatersko wzięli więc szturmem ten znienawidzony symbol feudalizmu okupując to wieloma ofiarami - relacjach mowa o stu zabitych i tyluż rannych - i łamiąc zaciekły opór obrońców. Uwolnili z lochów Bastylii dogorywających więźniów i w ten sposób ogłosili koniec despotyzmu oraz lepszą przyszłość ludzkości.
W rzeczywistości wszystko odbyło się inaczej. Po pierwsze Bastylia nie była mroczną twierdzą lecz luksusowym więzieniem dla szlachetnie urodzonych oszustów wystawiających czeki bez pokrycia i innych podejrzanych wielmożów (jak markiz de Sade) którzy mieli tam swoich służących i nierzadko nawet mogli wychodzić. Nieliczni więźniowie - 14 lipca 1789 roku było ich niespełna dziesięciu - żyli w swoich celach przypuszczalnie znacznie lepiej niż większość paryżan za murami; ponoć zdarzało się nawet, jeśli wierzyć Gerhardowi Prausemu, że więźniowie prosili by wolno im było przedłużyć pobyt w twierdzy. "Straż więzienna" składała się z kilkudziesięciu inwalidów. Po drugie, pospólstwo paryskie, które 14 lipca 1789 roku ruszyło na Bastylię wcale nie zamierzało demonstrować na rzecz kogoś lub przeciw czemuś, a tym bardziej brać siłą samej twierdzy - chcieli tylko skonfiskować parę armat, które trzymane były w szopie obok Bastylii. Ponieważ jednak jej komendant, de Launey, kazał dzień wcześniej przetransportować armaty wewnątrz Bastylii, wysłano do niego delegację ,aby dowiedzieć się , co zamierza uczynić. De Launey odpowiedział ,że nic lub coś tym sensie - i że wprawdzie nie może wydać paryżanom broni, lecz jeśli nie zostanie zaatakowany, nie będzie do nich strzelał. Tę odpowiedź członkowie delegacji przekazują do paryskiego ratusza. W tym czasie ich towarzysze , którzy pozostali przed Bastylią zaczynają strzelać. Czy to z nudów czy ze swawoli - wdzierają się na dziedziniec i strzelają do strażników - inwalidów. Tamci, odpowiadając na atak również strzelają; napastnicy cofają się zaskoczeni i maszerują do ratusza by wezwać władze miasta do wydania rozkazu szturmu. Władze próbują najpierw pertraktować i wysyłają kolejną delegację. Załoga Bastylii odpowiada , że chętnie podda twierdzę - ale pod warunkiem, że członkowie deputacji too soby rzeczywiście wysłane przez władze miejskie Paryża. Kwestia nie została wyjaśniona; z nieznanych do dziś powodów członkowie deputacji pozostali na dziedzińcu Bastylii , a potem się wycofali. Sami powiedzą później , że strzelano do nich, lecz przypuszczalnie po prostu się bali. Strzelanina wybucha bowiem dopiero po ich odejściu, gdy tłum wdziera się coraz dalej, nie przejmując się ostrzeżeniami załogi. Załoga zaczyna strzelać. Tłum zostawia zabitych i rannych wycofuje się po raz drugi, plądrując po drodze kuchnie, stajnie i wozownię znajdujące się poza murami właściwej twierdzy. Aby powstrzymać rabunek, załoga oddaje do rabusiów pierwszy i jedyny strzał z armaty. W rewanżu sama dostaje się pod ostrzał armatni, gdyż tymczasem właścicielowi pralni Hulinowi udaje się przekonać dwie stacjonujące przed ratuszem kompanie gwardii, by udały się wraz z nim pod Bastylię i ostrzelały ją dla przygotowania szturmu. Do szturmu jednak nie dochodzi - wcześniej komendant de Launey wywiesza białą flagę - najpierw jako sygnał gotowości do rokowań, potem zaś gdy Hulin gwarantuje mu swobodne opuszczenie twierdzy na znak ostatecznej kapitulacji. Po otwarciu bram załoga bez broni zbiera się na dziedzińcu, Bastylia zostaje wzięta bez walki. Było to około piątej po południu. do tej pory odnotowano niespełna tuzin zabitych. Hulin i dowódca obu kompanii gwardii, którzy pierwsi wkroczyli do Bastylii, mają zamiar przyjąć kapitulację ale za nimi wdziera się do środka, nieskutecznie powstrzymywany przez regularne kompanie gwardii, motłoch ogarnia żądza rabunku i mordu; de Launey oraz wielu strażników - inwalidów zostaje zabitych, a po zdemolowaniu bądź wyniesieniu wszystkiego co nie jest przymocowane na stałe, tłum rusza triumfalnie przez Paryż z głową de Launeya zatkniętą na tyczce niesionej na czele pochodu. Tak skończył się 14 lipca 1789 roku, dzień na który raczej nie powinien być szczególnie czczony
Bawół
Amerykański bohater westernów Bufallo Bill powinien się właściwie nazywać "Bison Bill", bo przypuszczalnie nigdy w życiu nie widział bawołu. W Ameryce Północnej żyją tylko bizony , nie bawoły - i nie są one spokrewnione
Bezrobocie - statystyki międzynarodowe
Kiedy czytamy w prasie ,że stopy bezrobocia w Japonii i w Ameryce są niższe niż w Niemczech lub Austrii, jest to po części statystyczna iluzja. W różnych krajach bowiem różnie definiuje się stopę bezrobocia. Zazwyczaj wskaźnika ten oblicza się wszędzie tak samo : ułamek z bezrobotnym w liczniku i osobami czynnymi zawodowo w mianowniku. Ale ani licznika, ani mianownika nie mierzy się w ten sam sposób. Najbardziej rzucają się w oczy różnice dotyczące licznika, a więc bezrobotnych. Według procedury niemieckiej w liczniku mieści się każdy, kto oficjalnie figuruje w urzędzie zatrudnienia jako poszukujący pracy , poza tym (1) chce pracować co najmniej 18 godzin tygodniowo (2) szuka pracy stałej , nie tymczasowej, (3) nie ma więcej niż 15 a mniej niż 65 lat, (4) gotów jest natychmiast podjąć pracę. W ten sposób na przykład studenci szukający bez rezultatu pracy na okres wakacji lub uczestnicy kursów zmieniających kwalifikacje z zasady nie są zaliczani do bezrobotnych. Nie uwzględnia się również zniechęconych, którzy zrezygnowali z poszukiwania pracy poprzez urząd zatrudnienia (tzw. cicha rezerwa), osób w wieku poprodukcyjnym, które chciałyby sobie jeszcze trochę dorobić, oraz wszystkich tych, którzy gotowi są pracować mniej niż 18 godzin tygodniowo.. W niektórych krajach przepisy dotyczące bezrobocia są bardziej restrykcyjne w innych krajach , w innych bardziej liberalne. W Japonii na przykład każdy, kto chce być uznany za bezrobotnego, musi dowieść ,że wcześniej pracował - tak więc świeżo upieczeni absolwenci szkół i wyższych uczelni nigdy nie będą zaliczenia tam do bezrobotnych. W USA natomiast ani wiek ani ani tygodniowy wymiar poszukiwanej pracy nie stanowi granicy - kto chce pracować, a nie znajduje pracy staje się automatycznie bezrobotnym bez względu na wiek. Ani mianownik wskaźnika stopy bezrobocia także stwarza problemy. W Niemczech zalicza się tu tzw. ludność czynną zawodowo minus samodzielnie pracujący, urzędnicy, rolnicy oraz żołnierze, a więc wszystkie te osoby, które narażone są na ryzyko utraty miejsca pracy. Gdzie indziej natomiast, np. w Anglii, w mianowniku stopy bezrobocia znajduje się cała ludność czynna zawodowo, łącznie z osobami samodzielnie pracującymi, rolnikami i żołnierzami. Ponieważ ułamek jest tym większy im mniejszy mianownik, i tym mniejszy, im mianownik większy, niemiecka stopa bezrobocia jest wyższa ,niż byłaby w wypadku obliczenia jej na sposób angielski. Żadna definicja bezrobocia sama w sobie nie jest lepsza ani gorsza od innych i dopóki rozważa się jego poziom tylko w danym kraju, różnie nie mają znaczenia. Albowiem to czy stopa bezrobocia wzrasta czy spada, a więc jedyną naprawdę interesująca informacja, nie zależy prawie wcale od definicji (naturalnie założywszy ,że nie zmienia się ona z czasem). Jednak do porównania bezrobocia w różnych krajach stopy wyliczane w każdym z nich z osobna zupełnie się nie nadają. Według badań przeprowadzonych przez OECD różnice te , wynikające z przyczyn wyłącznie statystycznych, wynoszą czasami kilka punktów procentowych.
Bicz. Strzelanie z bicza to skutek pocierania jego sznura
Podczas strzelania z bicza koniec sznura osiąga prędkość ponad 1100 km na godzinę - to więcej niż prędkość dźwięku więc dlatego , w skutek przełamania bariery dźwięku, słychać wtedy trzask
Big Ben
Znakiem rozpoznawczym Londynu nie jest ani Wieża Zegarowa parlamentu, ani zegar na niej - ale dzwon, Big Ben waży trzynaście ton, a nazwę wziął od sir Benjamina Halla, który odpowiadał za budynki publiczne w okresie budowania angielskiego parlamentu.
Bogactwo 1. Już w Biblii uważano bogactwo za zło
"Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego" - powiada Jezus (Mateusz 19, 4 i Marek 10, 25); wielu ludzi wyciąga z tego fałszywy wniosek, że bogactwo uchodzi w Biblii za coś złego. Tymczasem bogactwo przedstawiane jest tam jako rzecz pożądania dar boży i nagroda za bogobojność i dobre uczynki. "Bogactwo jest ze mną i sława, wspaniałe dobra i prawość" (Księga Przysłów 8 ,18); "Błogosławieństwa Pańskie wzbogaca" (Prz 10, 2); "Leniwym brakuje bogactwa do majątku dochodzą odważni" (Prz 11, 16); "Owocem pokory jest bojaźń Pańska, bogactwo, szacunek i życie" (Prz 22,4); "Niejeden wzbogacił się mozołem" (Mądrość Syracha, 11,18). Powyższe cytaty dowodzą ,że w Biblii nikomu nie poczytuje się za złe bogactwa jako takiego. Nawet Jezus w często cytowanym ustępie o wielbłądzie i uchu igielnym atakował nie tyle samo bogactwo, ile przede wszystkim niebezpieczeństwa bogactwa, przed którym ostrzega w wielu miejscach Stary jak i Nowy Testament. Kto jest bogaty, ten ponosi większą odpowiedzialność, jest wystawiony na większe pokusy i łatwiej grzeszy; dlatego trudniej będzie mu niż biednemu wejść do nieba. Podobnie Paweł w Pierwszym Liście to Tymoteusza (6,9) , "A ci, którzy chcą się bogacić , wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie". Nigdzie w Biblii nie twierdzi się jednak, że bogactwo jako takie jest czymś złym. Nie mówi się też, że "korzeniem wszelkiego zła jest bogactow". tylko "korzeniem wszelkiego zła jest chciwość (1 Tm 6,10)
Bogactwo 2. Ciężką pracą ludzie się bogacą
Tylko nieliczni z naprawdę bogatych ludzi na tym świecie wzbogacili się ciężką pracą. Inaczej niż mówi to Biblia droga do bogactwa to najczęściej wcale nie bogobojność i ciężka praca, lecz spadek i przede wszystkim szczęście. Około połowy spośród 500 wielkich fortun w Ameryce to fortuny dziedziczne. Druga połowa należy głównie do nowobogackich - jak Bill Gates, założyciel Microsoft, który zawdzięcza swój majątek wielu szczęśliwym zbiegom okoliczności. Jeśliby firma IBM , gdy jeszcze dominowała, na rynku, zaczęła promować inny system operacyjny inny niż MS-DOS Microsoftu, Bill Gates byłby dziś średnio zarabiającym doradcą w branży informatycznej albo - jak większość jego kolegów z Uniwersytetu Harvarda - prowadziłby mały sklep z oprogramowaniem komputerowym. Tę brzemienną w następstwach decyzję IBM, pan Gates zawdzięcza własnej aktywności tak samo jak szejk naftowy zawdzięcza własnej aktywności istnienie źródła ropy - obaj po prostu mieli szczęście. Bogactwo większości superbogaczy opiera się właśnie na szczęściu, nie na zdolnościach. Świadczy o tym między innymi to ,że z reguły nigdy nie udaje im się powtórzyć pierwszego sukcesu. "Kiedy się patrzy na listę najbogatszych ludzi - pisze Lester Thurwo, profesor MIT - nie sposób znaleźć kogoś, czyj majątek urósłby w efekcie kolejnych kroczków, a nie po jednym wielkim kroku; typowy wzór to wielki skok, a po nim normalny wzrost, jak przy każdej normalnej lokacie pieniędzy w banku" Nie zazdrościmy bogaczom ich bogactwa , ale musimy powiedzieć, że prawie każdy z nich dorobił się tak samo jak ktoś , kto trafił główną wygraną na loterii.
Boks. Rękawice bokserskie mają chronić przeciwnika przed ciosami
Rękawice bokserskie chronią przede wszystkim uderzającego, a nie uderzonego - zapobiegają uszkodzeniu rąk właśnie tego kto bije. Ważące od 200 do 400 gramów rękawice odbijają się od głowy lub torsu boksera, a tym samym ryzyko kontuzji nie zmniejsza się lecz zwiększa. Dlatego prawie do końca ubiegłego stulecia boksowano w zasadzie bez rękawic. Ostatnim mistrzem świata, który w roku 1889 obronił tytuł gołymi pięściami, był John Sullivan
Bomba księcia Pücklera
Tak określa się na wpół zamrożone lody zazwyczaj składające się z trzech warstw : czekolady, truskawek i wanilii z dodatkiem maraskino i likieru różanego. Choć nazwa to sugeruje , deser ten wcale nie został wymyślony przez Hermanna księcia Pücklera-Muskau (1785-1871), który powszechnie uchodzi za jego twórcę. Prawdziwy wynalazca nazywał się Schulz i był cukiernikiem w Łużycach, gdzie książę miał zamek. Słusznie oceniając, że "bomba Schulza" będzie brzmiała dla potencjalnego klienta mniej zachęcająco niż "bomba księcia Pücklera", cukiernik zapytał księcia, czy mógłby nazwać swoje dzieło jego imieniem, a on się zgodził (znany był z tego ,że lubił się uwieczniać kulinarnie - jego imię nosiły wówczas także szynka, odmiana ziemniaków i tort)
"Boska Komedia"
Sam Dante Alighieri nigdy nie nazwał swego wielkiego dzieła "Boska Komedia" - zatytułował je La Commedia. Określenie "boska" dodali dopiero 200 lat później przedsiębiorczy drukarze; po raz pierwszy książka ukazała się nakładem Lodovica Dolciego w roku 1555
Boże Narodzenie. Boże Narodzenie to dzień urodzin Jezusa Chrystusa
25 grudnia ustalono jako dzień narodzin Chrystusa zupełnie dowolnie - równie dobrze można było wybrać 1 maja lub 17 czerwca. Rzeczywiście w początkach chrześcijaństwa świętowano dzień narodzin Pana zamiast 25 grudnia w różne inne dni, ja 6 stycznia, 28 marca, 20 kwietnia, 20 maja i 18 listopada. 25 grudnia pojawia się po raz pierwszy w połowie IV wieku, z następującym uzasadnieniem : poczęcie nastąpiło na początku roku a 25 marca, po dodaniu 9 miesięcy daje 25 grudnia. W ten sposób Kościół upiekł dwie pieczenie przy jednym ogniu - 25 grudnia był bowiem pogańskim świętem (dies solis invicti Natalis) i czcze spory o narodziny Pana zostały zakończone . Dlaczego jednak poczęcie miało nastąpić dokładnie 25 marca, nikt tak naprawdę nie potrafił wyjaśnić. Przeciwko 25 grudnia przemawia jednak nie tylko owa dowolność lecz także pogoda. Według ewangelisty Łukasza w miejscu narodzin Jezusa "przebywali w polu pasterze i trzymali straż nad swoją trzodą", tymczasem w grudniu również w Palestynie jest zimno i bydło pozostaje w stajniach
Brzuchomówca. Brzuchomówca mówi brzuchem
Brzuchomówca mówi właściwie całkiem normalnie , jednak dzięki zawarciu łuków podniebnych, cofnięciu języka i ścieśnianiu wejścia do krtani może tak bardzo zmniejszyć rezonans głosu, że usta się nie poruszają i głos wydaje się dobiegać z brzucha. Tacy brzuchomówcy byli już w starożytnej Grecji (engastrymanci, tzn. wieszczący z brzucha)
Bumerang 1. Bumerang to wyłącznie wynalazek aborygenów
Bumerangi znane już były już w starożytnym Egipcie i używane są do dzisiaj jako broń łowiecka wśród pewnych indiańskich plemion Ameryki Północnej. A ponieważ kultury te nie miały raczej kontaktów z aborygenami. wynalazł pewnie ów zakrzywiony kawałek drewna zupełnie niezależnie
Bumerang 2. Dobry bumerang wraca do punktu , z którego został wyrucony
Główna zaleta bumerangu polega na tym ,że wraca on do rzucającego. lecz na tym ,że leci dalej niż prosty kawałek drewna. Bumerangu powracającego aborygeni używają przede wszystkim do ćwiczeń lub płoszenia ptaków; "prawdziwe" bumerangi myśliwskie nie wracają. Gdyby bumerangi szukały rzucającego, australijska armia podczas pierwszej wojny światowej nie zbudowałaby pewnie ani jednego gran atu bumerangpowego.
Bunt na "Bounty". Kapiran "Bounty" był starym mantyką
Hasło "bunt na Bounty" większość ludzi kojarzy, jeśli w ogóle , z Fletcherem Christianem (lub Marlonem Brando) i jego nieznośnym kapitanem, starym mantyką Williamem Blighiem. Pod koniec uciążliwej wyprawy na morzą południowe Bligh został pozbawiony władzy przez własną załogę i wraz z kilkoma swoimi zwolennikami wysadzony ze statku. Bunt ostatecznie zwichnął jego karierę . W tej legendzie nie zgadzają się co najmniej trzy rzeczy. Po pierwsze , Bligh był tylko porucznikiem, nie kapitanem, po drugie, w momencie buntu miał dopiero 33 lata, a tym samym nie mógł być starym mantyką jakiego wciąż oglądamy w filmach, po trzecie zaś jego kariera po buncie wcale się nie skończyła (był to pierwszy z co najmniej trzech, w którym biernie uczestniczył). Po pierwszym bucie, w tym na Bounty, Bligh wraz z garstką towarzyszy dotarł w barkasie, do którego wsadzili go buntownicy, na wyspę Timor (tyle wiemy z kina) i został oficjalnie mianowany komputerem (o czym już nie wszystkim wiadomo) . Jego podróż przez pół Pacyfiku trwała sześć tygodni i uchodzi za jeden z największych wyczynów żeglarskich wszech czasów. Mimo ,że wkrótce potem, podczas innego buntu znów wysadzono go na ląd, powierzano mu coraz większe statki; wkrótce zostaje dowódcą dwupokładowego "Glattona" i pod dowództwem Nelsona bierze udział w bitwie morskiej pod Kopenhagą. W roku 1805 w Sydney, gdzie do dziś stoi jego pomnik, zostaje mianowany gubernatorem Nowej Południowej Walii. Gdy osadnicy w Sydney wzniecają bunt i wysyłają Bligha w łańcuchach do Anglii, udaje mu się przekonać rząd angielski o swojej niewinności i dostaje awans na admirała. Jako admirał umiera w Londynie 7 grudnia 1817 roku
Byki 1. Byki nie znoszą czerwonego koloru
Byki niemal nie rozpoznają barw, z trudem odróżniają czerwony od innych kolorów. Dlatego na czerwone płachty reagują tak samo jak na zielone kub niebieskie, a właściwie w ogóle nie reagują (chyba ,że ktoś gwałtownie nim wymachuje). Niektórzy zoologowie sądzą nawet , że dla rozdrażnienia byka należałoby raczej używać białych płacht. Kolorowe stroje i czerwone płachty hiszpańskich torreadorów stosuje się więc raczej z uwagi na publiczność . Byki reagują wściekle tylko na bieganinę i wymachiwanie płachtą, nie na czerwony kolor
Byki 2. Walka byków to hiszpański wynalazek
Byki czczono w wielu krajach starożytnych ze względu na siłę i płodność; walki byków organizowali już Rzymianie, Grecy i Egipcjanie nawet w dawnych Chinach odkryto ślady wskazujące na wczesne warianty walki byków. Dokładnie nie wiadomo , jaką drogą walki byków trafiły do Hiszpanii - przypuszczalnie wraz z Maurami. Tak więc to nie Hiszpanie je wymyślili

Cesarskie cięcie. Cesarskie cięcie pochodzi od słowa "cesarz"
Cesarskie cięcie otrzymało swą nazwę przypuszczalnie od tzw. lex regia albo lex caesarea (od caedere = wyciąć), rzymskiego prawa , według którego ciężarnym kobietom, zmarłym przed porodem, wycinano z brzucha dziecko, nie tyle po to aby je ratować ,ile pochować oddzielnie Tak więc inaczej niż sądzi wielu ludzi, opierając się na rzymskim pisarzu Pliniuszu, który wyjaśniał imię Caesar jako "wycięty z łona matki", wielki Juliusz Cezar nie urodził się jako pierwszy człowiek przez cesarskie cięcie, gdyż jego matka żyła jeszcze wiele lat po jego urodzeniu. Pierwsze cesarskie cięcia w przypadku żywych matek wykonano pod koniec XV wieku i na początku XVI wieku. Około 1500 roku kastrator świń Nufer ze szwajcarskiego kantonu Thurgau w skrajnej rozpaczy wykonał cesarskie cięcie, by odebrać od żyjącej żony poród własnego dziecka. Pierwsze w Niemczech cesarskie cięcie w przypadku żywej matki przeprowadzono około 1610 roku w Wittenberdze
"Chcę ,żeby była noc, lub żeby byli Prusacy"
Tak miał powiedzieć Wellington pod Watrloo, ale nigdy nie użył tych słów. Kiedy przed bitwą po raz ostatni zebrał swych generałów, powiedział tylko : "Nasz plan jest bardzo prosty: Prusacy albo noc". Innymi słowy Wellington liczył na to ,że Francuzi się wykrwawią, wciąż nacierając, i Anglicy będą musieli wówczas tylko poczekać, aż się ściemni albo nadejdą Prusacy. I dokładnie tak się stało
Chiny. Chińczycy mają żółtą skórę
Typowy Chińczyk nie jest bardziej żółty od typowego Francuza - po swym kolorze skóry nie można rozróżnić Europejczyków i Chińczyków. Podczas pierwszego spotkania Dalekiego Wschodu z Europą nie było zresztą wcale mowy o "żółtej" rasie. Chińczycy są di nostra qualita (naszego gatunku), pisał Andrea Corsali, włoski podróżnik, który odwiedził Chiny w 1515 roku, a w kilka lat później Transsylvanus, cesarski tajny pisarz, na podstawie opowieści wracających z Chin portugalskich żeglarzy skonstatował, że Chińczycy są "ludem o białej skórze, mającym społeczność wysoko zorganizowaną (…) podobną do naszej niemieckiej". Żółty kolor pojawia się po raz pierwszy w XVIII wieku, gdy zaczęto dzielić ludzi na rasy; ponieważ potrzebowano "rasy pośredniej" między białą na północy a czarną na południu, wymyślono żółtą - i najpierw Hindusów a potem także Chińczyków uznano za żółtych. Według bardzo popularnego wtedy podręcznika getyńskiego profesora medycyny Johanna Friedricha Blumenbacha, tzw. rasa kaukaska ma biały kolor skóry, natomiast rasa mongolska "przeważnie żółty jak pszenica (po części jak gotowane pigwy albo jak wysuszone skórki cytryny)" rasa amerukańska "czerwony jak miedź" a afrykańska czarny. Sądy te rodziły się przeważnie przy biurku , na podstawie teoretycznych rozważań. które dziś wydają się nam śmieszne (na przykład ;Azjaci chorują często na żółtaczkę, dlatego do końca życia pozostają żółci). Na ogół ich autorzy nigdy nie widzieli obiektów swych kwalifikacji na własne oczy , opierali się tylko na upodobaniu samych Chińczyków do żółtego koloru : "Ilekroć wracam myślą w czasy dzieciństwa - pisze w swych pamiętnikach ostatni cesarz Pu Ji - moje wspomnienia zasłania żółta mgiełka : glazurowane dachówki były źółte, lektyka była żółta , podbicie moich ubrań i kapelusze, czarki i talerze, z których jadłem i piłem, były żółte (…) Nie było wokół mnie niczego , co nie byłoby żółte". Przez to swoje upodobanie do koloru żółtego ("Żółta Rzeka", mitologiczny "żółty cesarz" - wszystko, co wielkie i boskie było żółte). Chińczycy sami niejako wychodzili naprzeciw zapamiętałym w klasyfikowaniu europejskim przyrodnikom, choć ich skóra od tego ani trochę nie żółkła.
Chłopcy 1. Przeciętnie rodzi się tyle samo chłopców co dziewczynek
Prawdopodobieństwo urodzenia chłopca i urodzenia dziewczynki nie są identyczne. Odkąd istnieje oficjalne dane na ten temat a więc mniej więcej od trzystu do czterystu lat we wszystkich epokach i na wszystkich kontynentach odnotowuje się więcej urodzin chłopców niż dziewczynek. Podobnie wyglądało to w dawnych Prusach, , w siedemnastowiecznym Londynie czy w Paryżu w czasach napoleońskich, liczba chłopców na 100 dziewczynek wynosiła i wciąż wynosi 105 do 106. Kiedy jednak przyjrzano się bliżej temu zagadnieniu, dostrzeżono duże różnice. Już słynny Charles Babbage, jeden z twórców komputera, stwierdził na początku XIX wieku ,że wśród dzieci urodzonych w związkach małżeńskich w porównaniu z dziećmi ze związków pozamałżeńskich liczba chłopców na 100 dziewczynek zawsze jest większa. Ale również wiek matek (im starsze tym więcej dziewczynek), kolejność narodzin (odsetek dziewczynek wśród pierworodnych jest najmniejszych), w szczególności zaś kolor skóry, zawód i dochody rodziców mają wpływ na stosunek liczby chłopców do liczby dziewczynek. Na całym świecie obserwuje się wśród "kolorowych" większy odsetek dziewczynek niż wśród białych. Naturalnie wymienione czynniki nie są właściwymi powodami różnic, mogą jednak pomóc w ustaleniu ich prawdziwych przyczyn. Jeśli na przykład prawdą jest ,jak sądzą niektórzy lekarze, że odsetek embrionów męskich po zapłodnieniu jest nawet wyższy lecz częściej rodzą się one martwe lub dochodzi do naturalnych poronień, wyjaśniałoby to za jednym zamachem wiele z wyżej wymienionych sytuacji.. Na przykład bogate matki w okresie ciąży bardziej się oszczędzają (i tym sposobem unikają poronienia męskiego embrionu); poza tym są one zwykle zamężne i białe. Nawet wzrost odsetka dziewczynek wraz wiekiem matki nie wydaje się już tak zagadkowy: wraz z wiekiem u większości ludzi rosną też dochody, a tym samym szansa ciąży bez trosk materialnych. Poza tym matka matki trzecich , czwartych, piątych czy szóstych z kolei dzieci są trochę starsze, co tłumaczy również rosnące prawdopodobieństwo urodzenia dziewczynki przy większej liczbie rodzeństwa
Chłopcy 2. Można zwiększyć odsetek mężczyzn, jeśli każde małżeństwo będzie musiało mieć co najmniej jednego chłopca
Wcale nie jest pewne, czy świadome planowanie rodziny może wpłynąć na stosunek ilościowych obu płci. Na przykład tam,gdzie w dalszym ciągu faworyzuje się chłopców, rodziny w których pierwsze dziecko jest chłopcem mogłyby zrezygnować z następnych dzieci i tym sposobem, zdaniem niektórych, zaburzyć równowagę płci. Na przekór wszelkiemu równouprawnieniu także w Niemczech nadal wydaje się obowiązywać faworyzowanie męskiego potomstwa. Na przykład wśród dzieci z rodzin jednodzietnych odsetek chłopców jest zdecydowanie największy (w porównaniu z dziećmi z rodzin liczniejszych), i to nie dlatego, że jako pierwsze dziecko często rodzi się chłopiec, lecz dlatego ,że gdy w rodzinie pojawi się już chłopiec, planowanie rodziny jest już zakończone. Jednak choć wydaje się to dziwne, takie zachowania mogą wpłynąć co najwyżej na liczbę dzieci w rodzinie, ale nie na odsetek chłopców i dziewczynek w ogólnej liczbie urodzeń. Nawet w skrajnym przypadku dyktatury wymyślonej przez Orwella, gdzie każda rodzina musi płodzić dzieci tak długo ,aż jedno z nich będzie chłopcem (a więc w tej koncepcji rodziny jednodzietne mogą mieć tylko chłopców), relacja chłopcy -dziewczynki, jak łatwo można wykazać za pomocą rachunku prawdopodobieństwa, nie ulega żadnym zmianom, jeśli np. "normalnie" na 100 dziewczynek przypada 105 chłopców, to stosunek ten pozostaje nie zmieniony, kiedy każda rodzina musi mieć co najmniej jednego chłopca.
Cholesterol. Duże stężenie cholesterolu we krwi należy zwalczać
Nadmiar cholesterolu zawartego we krwi podobno odkłada się w ściankach naszych arterii, powodując najrozmaitsze schorzenia naczyń wieńcowych. Jeśli jednak wierzyć różnym nowym badaniom , redukowanie faktycznie lub rzekomo zbyt wysokiego poziomu cholesterolu we krwi bywa często groźniejsze , gdyż choć prawdą jest ,że maleje wtedy ryzyko pewnych chorób, ryzyko innych wzrasta. Tak więc to , o co ostatecznie chodzi, a mianowicie oczekiwana długość życia pozostaje bez zmian. Grupa amerykańskich badaczy z Uniwersytetu Pittsburgskiego odkryła na przykład, że pacjenci, którym obniżono poziom cholesterolu, częściej niż inni ulegali śmiertelnym wypadkom, popełniali samobójstwa lub padali ofiarą brutalnych przestępstw. Zdaniem badaczy przyczyną tego był fakt, iż obniżenie poziomu cholesterolu wyzwala agresję. Dlatego wielu lekarzy coraz głośniej podaje w wątpliwość korzyści wynikające z obniżenia poziomu cholesterolu. Te i podobne prawdy o działaniach ubocznych obniżania poziomu cholesterolu docierają do opinii publicznej z wielkim trudem, ponieważ nieujawnianie ich leży w interesie tych, którzy dobrze zarabiają na cholesterolowej histerii, powołując się na badania potwierdzające korzystne efekty obniżania poziomu cholesterolu. Jak wynika z porównania literatury fachowej, badania popierające obniżanie poziomu cholesterolu są cytowane przeciętnie pięć do ośmiu razy częściej niż badania przynoszące dane sprzeczne lub niekorzystne
Ciała obce. Ciała obce w produktach spożywczych są generalnie szkodliwe dla zdrowia.
Nie wszystko , co jemy, jest korzystne dla zdrowia. Niektóre składniki naszego pożywienia nie przedłużają nam życia, lecz je skracają. Produkty spożywcze zawierają wiele trucizn pochodzenia organicznego; inne trafiają do pożywienia dzięki człowiekowi. Jednak wiele ludzi zarówno szkodliwe, jak i pożyteczne "dodatki" do pożywienia wrzuca do jednego worka. Szkodliwe są np. metale ciężkie, jak ołów lub cyna, które dostają się do pokarmu z puszek, wodociągów lub naczyń. Szkodliwe są również resztki środków ochrony roślin, azotany i azotyny z nawozów sztucznych lub inne substancje używane przy produkcji i przeróbce żywności. Wszystko to może wywołać spory chaos w organizmie. Od tych resztek i zanieczyszczeń trzeba jednak odróżnić tak zwane substancje pomocnicze, jak barwniki lub konserwanty, celowo dodawane do produktów spożywczych. Nie zawsze są one konieczne, ale na ogół nie szkodzą.
Ciastka. "Jeśli nie mają chleba, niech jedzą ciastka"
Tal arognacko Maria Antonina odprawiła ponoć swych poddanych, kiedy poskarżyli się , że nie mają chleba. Ale podobnie jak wiele słynnych powiedzonek tak i to nigdy nie padło ani z ust Marii Antoniny, ani nikogo innego. W oryginalnym francuskim zdanie to brzmi : S′ils n′ont pas de pain, qu′ils mangent de la brioche i zostało wymyślone przez Jana Jakuba Rousseau w 1760 roku a więc wtedy , gdy Maria Antonina była małym dzieckiem (poza tym jako Austriaczka raczej nie znała francuskiego). W swoich Wyznaniach Rousseau włożył te słowa w usta anonimowej "wielkiej księżnej", przypuszczalnie księżnej Toskanii . Później przypisano je Marii Antoninie - nie dlatego ,że naprawdę je powiedziała ,ale dlatego , że mogła je wypowiedzieć (i aby uspokoić sumienie jej zabójców)
Cios w plecy. Armia niemiecka podczas pierwszej wojny światowej była niezwyciężona w polu, lecz rewolucja w kraju zadała jej "cios w plecy"
Ów błędny pogląd był kiedyś bardzo popularny; dziś pewnie nie nikt go już nie wyznaje więc przytaczamy go tutaj wraz z innymi jedynie z poczucia obowiązku. 14 sierpnia 1918 Naczelne Dowództwo Niemieckich Sił Zbrojnych zawiadomiło cesarza, że nie można liczyć już na "złamani woli bojowej wrogów działaniami wojennymi" (z listu generała Ludendorffa do cesarza Wilhelma II). Po kilku nieudanych ofensywach, ostatniej w lipcu nad Marną, alianci przełamali niemiecki front pod Amiens i Saint Quentin, a także w innych miejscach. Z pomocą świeżych dywizji amerykańskich zyskiwali coraz większą przewagę sprzymierzeńcy zaś opuszczali Niemców jeden po drugim - i z wojskowego punktu widzenia kontynuowanie wojny straciło wszelki sens. . Żeby uniemożliwić armii zorganizowany odwrót, generał Ludenndorff wywierał silny nacisk na cesarza, żeby zaproponował zawieszenie broni, ale kiedy na froncie nie można było już nic zyskać, w kraju zaczął się szerzyć chaos.
Cyfry. Cyfry od 1 do 9 występują na pierwszym miejscu w przypadkowych liczbach z taką samą częstotliwością
Co by państwo powiedzieli na propozycję następującego zakładu : bierzemy gazetę - może też być to książką lub Biblia - i osoba zakładająca się z nami prosi, byśmy zaznaczyli w niej jakąś liczbę, na przykład trzecią od dołu na stronie 5, po czym ogłasza zakład : "Pierwsza cyfra tej liczby jest mniejsza niż 4!". I żeby sprawa była całkowicie czysta, eliminuje z zakładu numery telefoniczne i daty roczne (ponieważ niższe cyfry początkowe występują w nich częściej niż wyższe). Większość ludzi chętnie włącza się do gry , myśląc : "Na pierwszym miejscu może występować dziewięć cyfr, od 1 do 9. Nie ma powodu ,dla którego jedna miałaby występować częściej niż inne, a więc prawdopodobieństwo dla każdej z nich wynosi 1 do 9. Prawdopodobieństwo , że cyfrą początkową jest 4 lub wyższa cyfra, wynosi zatem6 do 9 = 2 do 3, natomiast ,że będzie to 1,2 lub 3 - tylko 3 do 9, czyli 1 do 3. Prawdopodobieństwo wystąpienia na pierwszym miejscu cyfr od 4 do 9 jest więc dwukrotnie większe niż prawdopodobieństwo wystąpienia cyfr początkowych od 1 do 3; stąd wniosek , że można te zakład tylko wygrać". Wniosek ten jednak jest fałszywy. Oto rzeczywiste prawdopodobieństwa dla cyfr 1-9 :
Pierwsza cyfra : Prawdopodobieństwo
1 : 30,1%
2: 17,6%
3: 12,5%
4: 9,7%
5: 7,9%
6: 6,7%
7: 5,8%
8: 5,1%
9: 4,6%
Współczynniki prawdopodobieństwa wyliczono przy założeniu ,że pierwsza cyfra po przecinku w logarytmie wybranej liczby jest zmienną losową równomiernie rozłożoną w interwale (0,1); wymaga to małej wycieczki w dziedzinę rachunku prawdopodobieństwa, której oszczędzimy tutaj naszym czytelnikom. Najważniejsze ,że założenie to bardzo dobrze współgra z empirią i że my sami zarobiliśmy już na tym zakładzie dużo pieniędzy
Cygara. Przed podpaleniem cygara należy je ogrzać
"Zwyczaj nadmiernego ogrzewania cygara jaki można niestety zaobserwować w wielu lepszych restauracjach , jest anachronizmem - pisze Zino Davidoff - Dawniej (…) liść wierzchni w niektórych hiszpańskich cygarach produkowanych z Sewilli był przyklejany tragantem barwionym cykorią i wtedy wskazane było lekkie ogrzanie cygara nad płomieniem, żeby zlikwidować posmak gumy".Obecnie liście wierzchnie przykleja się bezzapachowo i dlatego ogrzewanie cygar jest niepotrzebne.
Czarne Morze. Morze Czarne wzięło swoją nazwę od ciemnego koloru wody
Morze Czarne wzięło swoją nazwę od gwałtownych sztormów i gęstych oparów mgły, z powodu których bywa czasami bardzo nieprzyjemną okolicą , a więc jest "czarne" w znaczeniu "puste", "groźne". Dlatego też w starożytności nazywało się Pontus Axenus - niegościnne morze. Jego wody nie mają żadnego szczególnego zabarwienia i w blasku słońca są tak samo niebieskie, jak wody innych mórz.
Czarownice. Palenie czarownic na stosie jest wynalazkiem średniowiecznym
Tak zwane mroczne średniowiecze (the dark ages jak powiadają Anglicy), okres od upadku Cesarstwa Zachodniego do upadku Cesarstwa Wschodniego, a więc około 500 do 1500 roku n.e. , ma obecnie złą reputację - z pewnością nie jest wymarzoną epoką , w której my oświeceni nowożytni, chcielibyśmy się znaleźć. Często jednak zapomina się o tym , że jeden z najmroczniejszych epizodów w dziejach ludzkości, niezrozumiała dla nas histeryczna nagonka na czarownice, wcale nie miała miejsca w śreniowieczu. Tak naprawdę polowanie na czarownice zaczęło się dopiero w renesansie, epoce światła i oświecenia, przy aktywnym poparciu wielu dziś bardzo szanowanych filantropów. Prawdopodobieństwo skończenia na stosie jako czarownice lub czarownik było w czasach Lutra, Galileusza czy Gutenberga o wiele większe niż wcześniej. Wprawdzie również w średniowieczu można było umrzeć w płomieniach , zwłaszcza za kacerstwo i niesubordynację wobec wszechobecnego Kościoła, ale nie było wtedy procesów czarownic znanych nam ze współczesnego kina, z absurdalnymi oskarżeniami o zaklinanie pogody , spółkowanie z szatanem, rzucanie uroku na nie lubiane dzieci sąsiadów czy orgie na miotle które zwyczajowo wnoszono niemal przeciw każdemu, kto zbyt różnił się od swych sąsiadów. Około 1400 roku są to jeszcze pojedyncze przypadki ; tu jakiś egzaltowany mistyk, tam znowu różdżkarz, heretyk lub czarownik - jak na tamte czasy nic szczególnego. Potem w roku 1419, podczas procesu w szwajcarskiej Lucernie pojawia się po raz pierwszy słowo hexerey, "czary" i tematem tym zajmuje się sobór w Bazylei. Ale histeria nie ma jeszcze mowy (choć w roku 1430 święta Joanna umiera na stosie jako półczarownica jest jednak raczej ofiarą politycznego procesu pokazowego , i dokładnie tak zostało to odebrane przez większość obserwatorów). Owa masowa histeria, za której sprawą wiara w czarownice przeradza się w historyczne wynaturzenie porównywalne chyba tylko z nazistowską nagonką rasową, szerzy się zrazu powoli w pojedynczych rejonach alpejskich najpierw nieśmiało jak ogień w kominku , aż wreszce w roku 1487, niemal na samym początku renesansu, ukazuje się słynny Młot na czarownice (Malleus maleficarum) dominikanina Heinricha Institorisa (właściwie Kramersa), który rzeczywiście rozpętuje powszechną histerię. W książce Kramersa i pokrewnych jej dziełach z tego okresu udowadnia się w sposób quasi-naukowy istnienie czarownic, w uczonych rozprawach wyjaśnia się dlaczego istnieją, jakie szkody wyrządzają po czym można je rozpoznać i naturalnie - jak należy z nimi postępować. Zgodnie z zasadą : "Gdy niebezpieczeństwo jest rozpoznane , pora je zażegnać" - palenie czarownic stało się zadaniem państwa; wtedy dopiero, sto lat po pogrzebaniu średniowiecza, polowanie na czarownice stało się obowiązkiem obywatelskim . W kilku falach , ze szczególną siłą między 1560 a 1630 rokiem, obłęd przetacza się przez Niemcy, Francję, Austrię, Włochy, Anglię, Szkocję, Rosję , Czechy i Skandynawię, napędzany nie jest przez ciemny zabobon, lecz przez starannie wykształconych prawników i sumiennych biurokratów, którzy doskonale znają swoje księgi i paragrafy i bynajmniej nie są "nieokrzesanymi i wiejskimi głupkami". "Choć Kościół zaprzeczał temu przez wiele wieków, to naukowcy, profesorowie uniwersytetów , wielce poważani teolodzy, fizlozofowie i prawnicy uznawali istnienie czarownic i głosili konieczność ich ścigania" (Gerhard Prause). Gdyna przykład cesarz Maksymilian I, władca wykształcony i o humanistycznych poglądach , który miał raczej sceptyczny stosunek do wiary w czarownice, poprosił pewnego humanistę o opinię na ten temat, ów potwierdził "naukowo" ich istnienie (tyle o wiarygodności opinii naukowych) . Również słynny lekarz Paracelsus i wielu reformatorów, łącznie z Marcinem Lutrem, aprobowało prześladowanie czarownic, często oświadczając kategorycznie ,że muszą być one zabijane i nie zasługują na "żadne miłosierdzie", czarownictwo bowiem i czary to bezsprzecznie sprawka diabła. Największym chyba okrutnikiem wśród tych reformatorów uznawanych dziś chętnie za świetlane postacie był zapewne Szwajcar Jan Kalwin , Zanim pojawił się na scenie politycznej, w jego rodzinnej Genewie rzekome czarownice i czarownicy wykręcali się często od surowszej kary i kończyło się przeważnie na wypędzaniu z miasta - w latach 1495 - 1531 spalono na stosie jedynie niespełna tuzin ludzi. Dopiero właśnie Kalwin nakłonił mieszkańców Genewy do doszczętnego wytępienia czarownic, i to w sposób możliwie najokrutniejszy. Dla odstraszenia - w przeciwieństwie do świeckich rajców miejskich - domagał się stanowczo spalenia wszystkich czarownic i czarowników, także tych nieszkodliwych dla ludzi i zwierząt, którzy do tego czasu pozostawili na wolności. Wszystko to przytaczamy za protokołami posiedzeń rady miejskiej Genewy, które zachowały się do dzisiaj. Przyczyny wybuchu tego zbiorowego szaleństwa wciąż pozostają zagadką. Czy była to religijna nadgorliwość (wątpliwe bo najgorliwszymi tropicielami czarownic byli ludzie świeccy), czy strach mężczyzn przed "niezgłębioną wieczną kobiecością", czy po prostu tylko powszechny upadek norm i wartości po wielkich zarazach i innych spustoszeniach w poprzednich stuleciach? Bez względu na to ,jakie mroczne strony natury ludzkiej były tu decydujące średniowiecze wiąże się z tym wszystkim jedynie cząstkowo
Czekoladka 1. Czekolada powoduje uzależnienie
Czekolada nie powoduje uzależnienia. Są w niej wprawdzie pewne substancje o działaniu pobudzającym, jak teobromina czy metyloksatyna, które występują również w herbacie i kawie, ale wobec minimalnej ich zawartości w czekoladzie trzeba by zjeść jej całe góry, żeby odczuć jakiś efekt. Nie grozi nam to jednak, gdyż dużo wcześniej zrobi nam się niedobrze. Wielka atrakcyjność czekolady polega na optymalnym połączeniu w niej tłuszczu i cukru - to dlatego tak smakuje większości ludzi. Równocześnie uchodzi jednaj także za sprawczynię tycia , stąd jedząc czekoladę, mamy często wyrzuty sumienia. A jak wie każdy psycholog amator , zwiększa to tylko ochotę - niektórzy ludzie mają uczucie ,że bez przerwy muszą jeść czekoladę. Jednak w odróżnieniu od prawdziwych środków uzależniających pragnienie to szybko przechodzi, gdy mu się ulega bez poczucia winy
Czekolada 2. Kalorie zawarte w czekoladzie pochodzą z cukru
Kalorie zawarte w czekoladzie pochodzą głównie (50%) z tłuszczu , a tylko 40% pochodzi z cukru
Czekolada 3. Czekolada nie ma żadnej wartości odżywczej
O tym ,że czekolada zawiera dużo cukru , tłuszczu i kalorii, wszyscy wiemy. Prócz tego są w niej także witaminy A,B1 B2 oraz żelazo, wapń, potas i fosfor - ma ich więcej niż jabłkom kubek jogurtu lub opakowanie twarogu ziarnistego, czyli więcej niż produkty spożywcze, które zwykle uchodzą za bardziej zdrowe.
Czekolada 4. Czekolada jest szkodliwa dla zębów
Również twierdzenie , że czekolada szkodzi zębom. wydaje się niezupełnie zgodne z prawdą, jeśli można wierzyć badaniom przeprowadzonym przez MIT. "Wbrew popularnym przesądom kakao dodane do pokarmu zwierząt, zawierającego substancje powodujące próchnicę, dało wyraźny efekt zapobiegający próchnicy"
Czekolada 5. Od czekolady dostaje się pryszczy
To chyba najbardziej rozpowszechnione błędne przekonanie na temat czekolady. Że jest ono błędne, dowiódł pod koniec lat 60 XX wieku, amerykański lekarz Fulton wraz z kolegami. W trakcie badań naukowcy przez wiele tygodni karmili kilkudziesięciu nastolatków czekoladą aż do wymiotów : połowę grupy prawdziwą czekoladą, a drugą połowę sztucznym produktem, który tak samo smakuje i wygląda ,ale czekoladą nie jest. Czy w konsekwencji pojawił się trądzik? Nic podobnego. Niewykluczone jednak ,że pewne składniki czekolady wraz z innymi chemikaliami mogą u pewnych osób wywoływać trądzik, są to jednak pojedyncze przypadki. Czekolada i cukier z pewnością nie ponoszą głównej winy za powstanie pryszczy, choć wciąż mają taką opinię.
Czerwony Plac. Nazwa Plac Czerwony wiąże się z bolszewikami
Rosyjskie słowo "krasnyj" znaczy zarówno "czerwony" jak i "piękny" ,a plac w Moskwie nazywano tak na długo przed bolszewikami. Dlatego też nie ma on nic wspólnego ani z czerwoną flagą, ani z hasłem "Wschód jest czerwony"
Czosnek 1. Czosnek oczyszcza naczynia krwionośne
Większość dobroczynnych właściwości czosnku istnieje tylko w naszej wyobraźni. Czosnek nie oczyszcza naczyń krwionośnych ani nie wykazuje "jednoczesnego wielostronnego działania przeciw zwapnienie tętnic", a także wcale nie "sprzyja utrzymywania sprawności fizycznej oraz żywotności umysłowej do późnej starości", jak czytamy często w tekstach reklamowych. W bardzo dużych dawkach - obniża poziom cholesterolu u szczurów i królików; zatem w zakresie ,w jakim można efekty te odnieść do ludzi (i jeśli wysoki poziom cholesterolu zwiększa ryzyko zawału serca), jest on lekarstwem również dla człowieka. Można by też dowieść, że zawarta w czosnku anicylina zabija pewne, bakterie i grzyby. Poza tym jednak, na przekór wszelkim kaukaskim stulatkom zachowującym wieczną młodość, którzy na różnych opakowaniach obwieszczają cudowną moc tej byliny, nie dowiedziono naukowo żadnych z przypisywanych jej właściwości. Ani rak, ani choroby zakaźne u skórne nic sobie z czosnku nie robią, tak samo jak wampiry czy krowy , które w Skandynawii dla ochrony przed złymi duchami doi się ponoć rękami natartymi czosnkiem; niezbyt przekonują także odwołania do chętnie cytowanych w reklamach czosnku autorytetów "zastępczych", czyli starożytnych Greków i Rzymian, którzy z różnych powodów- na przykład jako lek uzdrawiający z szaleństwa lub impotencji - mieli czosnek w wielkim poważaniu; ale starożytni Rzymianie również wątrobę uważali za siłę pobudzającą krwioobieg, a pot za produkt trawienia.
Czosnek 2. Bijący od człowieka zapach czosnku wydobywa się z żołądka
Zapach czosnku zdradzający ,że nasz bliźni poprzedniego wieczoru zjadł dobrą kolację nie pochodzi, jak się zazwyczaj uważa z żołądka; wydobywa się on z płuc ( a po części przez skórę). Po opuszczeniu żołądka czosnek jest rozkładany w jelicie podobnie jak każdy inny pokarm wchłaniany , przy czym za pośrednictwem krwioobiegu do płuc i do wydychanego przez nas powietrza trafiają pewne związki siarki które powstają podczas trawienia czosnku.
Czytanie w zapadającym mroku. Czytanie w zapadającym zmroku jest szkodliwe dla oczu
Czytanie w zapadającym zmroku jest szkodliwe dla oczu tak samo jak robienie zdjęć o zmroku dla aparatu fotograficznego czyli nie szkodzi wcale. Czytając w ciemności musimy bardziej wysilać wzrok, od czego może rozboleć głowa, ale samym oczom - jak uważa większość okulistów - takie wysilanie wzroku nie szkodzi

Deficyt handlowy. USA więcej importują niż eksportują
Częste skargi Amerykanów : "My kupujemy wasze towary a wy nic u nas nie kupujecie" - nie są uzasadnione w świetle najnowszych badań ; słynny amerykański deficyt handlowy jest statystyczną bańką mydlaną. Tradycyjna statystyka handlu zagranicznego obejmuje bowiem tylko ruch towarowy przez granice i w takim ujęciu problemu Amerykanie mają rację. Jednak owa tradycyjna statystyka zniekształca prawdziwy obraz. Nie chodzi tu bowiem o przekraczanie granic kraju : liczy się to co Amerykanie sprzedają cudzoziemcom i sami od cudzoziemców kupują niezależnie od tego czy towary i usługi będące przedmiotem handlu przekraczają granice. Z czysto ekonomicznego punktu widzenia na jedno wychodzi czy amerykańska gorzelnia whiskey sprzedaje swoje produkty w USA turystom , czy w Niemczech niemieckim klientom - w obu przypadkach firma amerykańska sprzedaje swój produkt cudzoziemcowi. Gdyby jednak mierzyć handel międzynarodowy tą metodą , z amerykańskiego deficytu handlowego zrobi się nadwyżka.
Deklaracja Niepodległości . Amerykańska Deklaracja Niepodległości została ogłoszona 4 lipca 1776 roku
Na mocy słynnej Deklaracji Niepodległości trzynaście kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej odłączyło się od Anglii, ale nie nastąpiło to jak się powszechnie uważa, 4 lipca 1776 roku. W rzeczywistości członkowie tzw. II Kongresu Kontynentalnego zadecydowali o oderwaniu się od Anglii już dwa dni wcześniej. Następnego dnia deklaracja została opublikowana w różnych gazetach, a jeszcze później, 4 lipca , została przyjęta przez Kongres. Oficjalna proklamacja z balkonu "Independence House" nastąpiła 8 lipca (Dlatego Amerykanie powinni świętować nie jeden dzień ale cały tydzień). Oprócz daty nie zgadza się również tytuł deklaracji, słowo "niepodległość" (independence) nie pojawia się bowiem w tej "Declaration of Independence" ani razu. Oficjalny tytuł brzmi : Jednomyślna Deklaracja Trzynastu Stanów Zjednoczonych Ameryki (The unanimous Declaration of the thirteen United States of America)
Demograficzna eksplozja. Eksplozję demograficzną można powstrzymać tylko przez swobodny dostęp do środków antykoncepcyjnych
To nieprawda, że wystarczy , jak wielu dziś uważa, dać ludziom pigułki i kondomy, żeby przepędzić widmo przeludnienia. Ludzie od dawna wcale nie są tacy głupi i niezręczni, jak wydaje się niektórym demografom; już na długo przed wprowadzeniem pigułki antykoncepcyjnej znajdowali środki i sposoby ,aby dostosować liczbę dzieci do swoich życzeń. Dlatego nie zahamujemy eksplozji demograficznej z pomocą ONZ-owskich biurokratów, którzy jeżdżą po krajach rozwijających się i jak w karnawale rozdają na prawo i lewo pigułki i kondomy; najlepszym hamulcem jest zmiana nastawienia ludzi, odwrót od bardzo rozpowszechnionego jeszcze przede wszystkim w Trzecim Świecie, wyobrażenia, że można żyć bezpiecznie i godnie, tylko wtedy gdy ma się dużo dzieci.
Demokracja. Demokracja oznacza sprawowanie władzy przez lud.
Kiedy w antwerpskim porcie powiedziano dwóm pasażerom na gapę z Kuby ,że są teraz w demokratycznym kraju, podobno wyskoczyli w panice za burtę i utonęli. Demokracja ma dla różnych ludzi różne znaczenie. "Sprawowanie władzy przez lud" to znaczenie w naszym kraju najbardziej popularne : "Demokracja to forma życia publicznego, w której wola wspólnoty lub państwa wywodzi się z woli całego ludu" Filozof Karl Popper pisze na przykład , że istnieją jedynie dwie formy rządów : te które umożliwiają rządzonym pozbycie się ludzi sprawujących władzę bez przelewu krwi, i te , w których możliwe jest pozbycie się rządzących tylko w sposób krwawy. Pierwszą z tych form jest rządów nazywamy zwykle demokracją, drugą - tyranią albo dyktaturą.
Diamenty. Diamentów nie można spalić
Nie ich oprawy ze złota lub z platyny ,ale właśnie same diamenty bardzo łatwi się palą. Ponieważ diament to czysty węgiel , spala się bez śladu w temperaturze powyżej 900 stopni. Takie temperatury nie zdarzają się może w czasie "normalnego" pożaru ale na pewno podczas pożogi, jak po trzęsieniu ziemi w San Francisco lub bombardowań w latach drugiej wojny światowej. Jeśli ktoś po takim pożarze nie znalazł biżuterii rodzinnej, nie powinien się dziwić
Dieta. Dieta wyszczupla
"Ogarniająca cały świat zachodni obsesja na punkcie diety i odżywiania wydaje się mieć związek ze wzrostem otyłości" ("New Scientist"). Mimo niemal histerycznego opętania na punkcie wszelkiego rodzaju diet odchudzających, przeciętna waga ciała dorosłych prawie we wszystkich bogatych krajach przemysłowych wciąż wzrasta. Niemieckie Towarzystwo ds. Odżywiania informuje ,że odsetek mężczyzn i kobiet z nadwagą i chorobliwie otyłych wynosi od 18% (w przedziale wieku 18-24) do 75% (55-64). Podobne dane napływają też z innych bogatych krajów przemysłowych ; w USA 43% dorosłych mężczyzn i 40% dorosłych kobiet ma nadwagę lub cierpi na otyłość, w Kanadzie odpowiednio nawet 49% i 40%, w Anglii 40% i 32%, w Australii 41% i 31%,a w Holandii 38% i 30%, I co dziwne, liczby te są wysokie nie tylko w wartościach bezwzględnych : mimo coraz mniejszego zużycia kalorii są one wyższe niż przed dziesięciu czy przed dwudziestu laty, jeżeli statystyki w tej dziedzinie pozwalają na porównanie. Błędne jest zatem twierdzenie ,że diety wyszczuplają. Diety pogrubiają. Jeżeli wierzyć opiniom przeważającym obecnie wśród ekspertów, większość diet jest nie tylko nieskuteczna, ale nawet ma działanie odwrotne do zamierzonego: całe powojenne pokolenia Europejczyków i Europejek głodziły się na próżno, gdyż tyjemy coraz bardziej nie pomimo lecz ponieważ spożywamy coraz mniej kalorii. W większości diet ignoruje się bowiem fakt , lub zapomina o tym ,że waga ciała zależy nie od kalorii, które zjadamy lecz także tych które zużywamy. Masa naszego ciała jest jak woda w wannie : od góry woda wpływa do wanny, na dole z niej odpływa. Jeśli więcej wody wpływa niż odpływa, jej objętość wody w wannie się zmniejsza. W większość diet głównym przedmiotem troski jest dopływl; odpływ traktur się jako dany od Boga znak (co wydaje się zrozumiałe, gdyż w przeciwnym razie nikt by nie kupował książek o odchudzaniu). W rzeczywistości ten odpływ jest jednak tak bardzo ważny i to on przede wszystkim daje się zmieniać. Już prosty przybliżony rachunek dowodzi ,że ilość tego co odpływa , musi się zmieniać wraz z ilością przyjmowanego przez nas pożywienia; choćby według zasad czystej logiki nie może być inaczej. gdyby bowiem ilość odpływu była zawsze taka sama niezależnie od przyjmowanego pokarmu, to np. picie codziennie dodatkowej butelki piwa o wartości energetycznej 300 kalorii musiałoby wytwarzać co cztery, pięć tygodni dodatkowy kilogram tłuszczu ustrojowego (kilogram tłuszczu = 9100 kilokalorii = 30,3 butelek piwa = konsumpcja w okresie 4-5 tygodni). Innymi słowy, ktoś kto prze taki okres będzie pił do jedzenia piwo zamiast wody, to - jeśli powyższy rachunek się zgadza - stanie się o 1 kg cięższy. Po 8 tygodniach będzie o 2 kg cięższy, po 80 tygodniach o 20 kg cięższy, po 800 tygodniach o 200 kg, a dokonawszy życia piwosz po 4000 tygodni lub 77 latach będzie cięższy dokładnie o 1000 kg ,czyli tonę. Ale coś się w tym rachunku nie zgadza. Ten argument obalający teorię "9100 kalorii = kilogram tłuszczu" potwierdzają różne eksperymenty. Na początku obecnego stulecia niemiecki lekarz R.O. Neumann przeprowadził doświadczenie na samym sobie, przez kilka miesięcy konsumując dziennie 800 kalorii więcej niż zazwyczaj - i choć początkowo przybrał na wadze , później mimo dodatkowych 800 kalorii przestał przybierać na wadze. W latach 60 XX wieku kilkudziesięciu ochotników w USA powtórzyło ten eksperyment, konsumując dziennie 1000 dodatkowych kalorii - z tym samym rezultatem : "Nastąpiło wyraźne dostosowanie organizmu do ilości dostarczanych kalorii : przyrost wagi zmniejszał się regularnie w trakcie eksperymentu. Istniały jednak wyraźne różnice między poszczególnymi osobami, a co najbardziej dziwne, niektóre z nich konsumowały tygodniowo ponad 10000 dodatkowych kalorii , tracąc przy tym na wadze". Najwidoczniej nasz organizm dostosowuje się więc do tych dodatkowych kalorii i ustala sobie po pewnym czasie nową , choć podwyższoną równowagę. Wątpliwą prawdziwość teorii "9100 kalorii = 1 kilogram tłuszczu" widać jeszcze wyraźniej kiedy rozpatrzymy sytuację odwrotną : ktoś kto zawsze do obiadu szklankę piwa, zaczyna pić wodę; poza tym jego odżywianie pozostaje bez zmian. Po 4 tygodniach osoba taka musiałaby stracić 1 kg tłuszczu ustrojowego, po 40 tygodniach 10 kg, a po 400 tygodniach (trochę więcej niż 7 lat) 100 kg - przy wadze początkowej 88 kg miałaby więc ujemną wagę : minus 12 kg.Ponieważ jednak takie wypadki są raczej niemożliwe, pozostaje tylko konstatacja, że odpływ ,czyli dziura w naszej wannie kalorycznej, może się zmieniać. A przede wszystkim ,że dziura ta zmniejsza się właśnie wskutek ciągłej diety! Dzieje się tak dlatego ,że ilość kalorii, które organizm bez reszty zużywa, bo potrzebuje ich do utrzymania wagi zależy - jak dowodzą eksperymenty - od naszych nawyków żywieniowych. W rzeczywistości nie wszystkie spożywane kalorie lądują w komórkach naszego organizmu. Mniej więcej kalorii, a u niektórych ludzi niemal połowa, marnuje się podczas produkcji energii tak jak silnik samochodowy marnuje prawie 70 procent energii powstałej ze spalania benzyny. Kiedy zaś kalorii zaczyna brakować, organizm stara się uniknąć marnotrawstwa i odtąd jeszcze większą część dostarczanych kalorii rzeczywiście zużywa na przemianę materii, oszczędzając w ten sposób energię - w skrajnych wypadkach do tego stopnia że przyjmujemy wprawdzie mniej kalorii, a mimo to więcej z nich niż dotychczas trafia na przemiany materii. Co więcej, pomijając już kwestie marnotrawstwa, organizmowi wystarcza też mniejsza ilość kalorii. Długi post, jak niemal zgodnie twierdzą liczni badacze problemów żywienia na świecie, redukuje nawet bezpośrednie zapotrzebowanie kaloryczne samych komórek ustrojowych. To tak, jakby nasze auto przy tej samej prędkości i takim samym wykorzystaniu energii potrzebował tylko 6 zamiast 8 litrów benzyny na 100 km. Uparci odchudzacze manipulują więc swoją przemianą materii jednocześnie na dwa sposoby : po pierwsze, większa część dostarczanych kalorii rzeczywiście dociera do komórek konsumenta, ale po drugie - komórki organizmu mają też mniejsze potrzeby. Jest to klasyczna kombinacja ciosów lewy = prawy, jak powiadają bokserzy, wymierzona w naszą gospodarkę energetyczną. Takie jest tło zjawiska polegającego na tym ,że typowi zachodni Europejczycy i północni Amerykanie jedzą obecnie według statystyk mniej niż przed trzydziestu, czterdziestu laty, a mimo to przeciętnie są grubsi nie mimo ale ponieważ aż tyle uwagi poświęcają swoim kilogramom. Obok ludzi grubych, których nigdy nie brakowało, grubych dlatego , że dużo jedzą współczesny przemysł dietetyczny stworzył armię grubych ludzi na lekkiej diecie, których syzyfowa walka z wagą po każdym cząstkowym sukcesie staj się jeszcze bardziej beznadziejna
Dieta pełnowartościowa. Dieta pełnowartościowa jest bogatsza w substancje odżywcze
Surowe jarzyny, orzechy, świeże mleko, woda mineralna czy suszone owoce nie są zdrowsze lub bardziej bogate w substancje odżywcze niż coca-cola, Big Mac czy syntetyczne witaminy. Komórki w naszym ciele, które jako ostatnie ogniwa łańcucha trawiennego przekształcają to co jemy w energię, tłuszcz lub mięśnie, nie umieją rozpoznać źródeł składników pożywienia ani rozróżniać, czy zostały one dostarczone syntetycznie czy też "naturalnie"; również pozostałym działom ogromnej fabryki chemicznej o nazwie "ludzkie ciało" jest w zasadzie wszystko jedno, skąd pochodzą materiały, które są w niej obrabiane i przerabiane. Zwłaszcza stopień przetworzenia artykułów spożywczych ma niewielkie znaczenie dla ich jakości. O wiele ważniejszy jest skład substancji odżywczych i aspekty higieniczno-toksykologiczne, na które fanatycy pełnowartościowego pożywienia wolą nie zwracać uwagi. Wszelkiego rodzaju substancje szkodliwe, bakterie, pozostałości i trucizny występują zarówno w produktach pełnowartościowych, jak i w przetworzonych; w niektórych nie przetworzonych, jak mleko lub świeże orzechy, jest ich nawet więcej. Stąd nie można uzasadnić wyższości pożywienia pełnowartościowego jedynie za pomocą takich argumentów, jak "zdrowie" czy "bogactwo substancji odżywczych". Ruch zwolenników diety pełnowartościowej czerpie jednak przeważnie inspirację z innych , bardziej "ideologicznych" źródeł. A .Luhrmamm pisze : "Wielu ludzi odkryło mniej więcej w tym samym czasie okultyzm i dobrodziejstwo kiełków fasoli". Z takimi poglądami trudno w ogóle polemizować. Uzasadnienie sympatii do żywności pełnowartościowej tym ,że jest inaczej uprawiana lub ,że jej dystrybucja nie jest zorientowana na zysk, nie wydaje się wcale irracjonalne. Wówczas jednak uczciwsze wydawałoby się prowadzenie krucjaty przeciwko McDonaldowi, Unilever czy Nestle także na płaszczyźnie politycznej, a nie za pomocą wyimaginowanych witamin czy mikroelementów
Don Carlos . Don Carlos był bohaterem i bojownikiem o wolność
Don Carlos . następca tronu hiszpańskiego i tytułowy bohater tragedii Fryderyka Schillera oraz wielu innych dramatów, w prawdziwym życiu wcale nie był bohaterem - dziś nazwano by go psychopatą; drobny i słabowity, z krzywym kręgosłupem, o wiele za dużą głową i niezdrową cerą, pozbawiony talentów, ale ogromnie ambitny i nienawidzący z całego serca swego ojca , króla Filipa II, który na każdym kroku wchodził mu w drogę. Przez całe swoje krótkie życie Don Carlos zachowywał się "tak dziacznie, że nawet najbardziej oddani zwolennicy domu królewskiego wzdrygali się na myśl. , iż pewnego dnia będą musieli uznać go za swego władcę - pisze jeden z biografów - Gdy pewnego razu dostał nowe buty, które go cisnęły, uznał za dobry żart ugotowanie ich i zmuszenie szewca żeby je zjadł. Czasem połykał coś obrzydliwego a następnie rozkazywał wszystkim służącym i dworzanom znajdującym się w pobliżu by uczynili to samo. Służącego, którego nie znosił, omal nie wyrzucił z wysokiego okna; innemu groził ,że go wykastruje". Wysłannik niemieckiego cesarza pisał do kraju ,że następca tronu jest "dziecinny jak siedmioletnie dziecko". Ambasador Wenecji donosił ,że Don Carlos "nigdy nie znajduje upodobania w rzeczach obyczajnych i godnych pochwały, jeno wyłącznie w występkach" ,a angielski ambasador relacjonował iż "nigdy nie miał do czynienia z człekiem tak ordynarnym, szalonym i nierozumnym" Jak taki obrzydliwiec mógł zostać pośmiertnie bohaterem chyba na zawsze pozostanie tajemnicą. Przypuszczalnie Schiller i wielu innych, którzy już w XVI wieku uczynili z debilnego następcy tronu świetlaną postać, chcieli w ten sposób dotknąć przede wszystkim znienawidzonego króla Filipa (na zasadzie : wrogowie naszego wroga są naszymi przyjaciółmi). Zwłaszcza w hiszpańskich Niderlandach szybko doceniono wartość propagandową takiego chwytu; później kazano nawet rozpowszechnić przejętą od Schillera pogłoskę, iż Don Carlos chciał walczyć po stronie rebeliantów i dlatego Filip kazał go zamordować. W rzeczywistości było na odwrót : to Don Carlos chciał zabić ojca (nie po to , by pomóc zbuntowanym Holendrom, ale by samemu szybciej zostać królem), Filip jednak traktował syna z zadziwiającą pobłażliwością. Nie chciał wierzyć w jego mordercze plany i kazał go dopiero uwięzić, gdy zgodnie z racją stanu nie mógł już postąpić inaczej. Ale nawet wówczas wcale nie kazał, jak sądzi wielu ludzi, otruć potajemnie. Don Carlos w więzieniu - on sam przyczynił się do swojej śmierci, na przemian stosując głodówki i obżerając się chcąc ugasić wielkie pragnienie po ostro przyprawionym pasztecie z kuropatw, wypił duże ilości wody z lodem, od której dostał biegunki z wymiotami - i z tego powodu zmarł
Dopłaty do ceny. "Albo dołożymy do pańskiej nowej mazdy 323 dwie poduszki powietrzne, albo zwrócimy panu 1500 euro" - obiecuje reklama japońskiego koncernu samochodowego
Przesłanie jest takie : u nas poduszki powietrzne nie kosztują ani grosza ekstra. A kto ich nie chce, dostaje 1500 euro. Tu jednak tkwi błąd. Samochód z poduszkami powietrznymi kosztuje 33 000 euro, bez poduszek 31 500; tak więc poduszki powietrzne kosztują dodatkowo 1500 euro.
Drewno. Drewno zawsze unosi się na wodzie
Istnieją tropikalne gatunki drzew, jak hebanowiec (1080 g/dm3), gwajkowiec (1280 g/dm3 czy dalbergia (1300 g/dm3, które wrzucone do wody natychmiast toną. Najcięższe jest drewno drzewa kebraczo, zwanego przez drwali "łamaczem siekier" o ciężarze właściwym 1490 g/dm3, które rośnie przede wszystkim w Ameryce Południowej i służy do celów budowlanych oraz jako surowiec do wyrobu garbników (taniny)
Druga wojna światowa. Niemcy wypowiedziały wojnę Anglii i Francji
Kiedy Hitler 1 września 1939 roku napadł na Polskę, do samego końca miał nadzieję ,że reszta świata będzie tolerować ten najazd tak samo, jak wcześniej wcielenie Nadrenii do Rzeszy w 1936 roku, przyłączenie Austrii w dwa lata później czy zajęcie Sudetów. Wojna z Anglią i Francją była wprawdzie wkalkulowana w ryzyko, lecz Berlin wolałby przeprowadzić i to przedsięwzięcie w zwykły sposób, a więc pośród głośnych szemrań, ale bez rzeczywistego oporu zbrojnego ze strony reszty Europy. Wszyscy wiemy ,że tym razem było inaczej. Gdy Niemcy mimo brytjsko-francuskiego ultimatum nie wstrzymały działań wojennych do godziny 11 dnia 3 września ,Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Trzeciej Rzeszy (nie zaś na odwrót, jak wierzą przede wszystkim Anglicy i Francuzi), 5 września w ich ślady poszły Australia i Maroko, 6 września Irak, 8 - Związek Południowej Afryki, a 10 września - Kanada
Dudy. Dudy to typowo szkocki instrument muzyczny
Dudy nie pochodzą ze Szkocji; istniały już w starożytnej Grecji. Znane były także w Persji, w Chinach i w starożytnym Rzymie (jako tibia utricularis). W średniowieczu Francuzi znaki je jako cornemuse, Wlosi jako cornamusa i jako Sackpfeife Niemcy. Nawet w Biblii wspomina się o dudach : "W chwili gdy usłyszycie dźwięki rogu, fletu, lutni, harfy, psałterium, dud i wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych, upadniecie na twarz i oddacie pokłon złotemu posągowi, który wzniósł król Nabuchodonozor" (Księga Dawida 3,5). Przypuszczalnie dudy trafiły z wojskami Cezara do Anglii a stamtąd do Szkotów, którzy do dziś lubią na nich grać. Ale na pewno nie oni wymyślili ten instrument
Dyskryminacja. Nieproporcjonalnie niski odsetek kobiet wśród rozpoczynających studia jest oznaką dyskryminacji
W semestrze zimowym 1973 roku na uniwersytecie Berkeley w Kalifornii chciały studiować 12 763 osoby: 8442 mężczyzn i 4321 kobiet. Spośród mężczyzn przyjęto 44%, spośród kobiet 35%. Wiele odrzuconych kandydatek oskarżyło wówczas Berkeley o dyskryminację płci żeńskiej - niesłusznie jak bardzo łatwo udowodnić. Dla uproszczenia załóżmy ,że o jedno miejsce na uczelni ubiega się 1000 kandydatów : 500 mężczyzn i 500 kobiet - i że są tylko dwa kierunki : matematyka i socjologia. Socjologia była bardzo oblegana, więc przyjęto niewielką część kandydatów, 12,5% kobiet i 10% mężczyzn. Na mniej obleganą matematykę przyjęto natomiast 50% kobiet i 40% mężczyzn. Innymi słowy , oba kierunki dopuszczają więcej kobiet: na obu kobiety mają lepsze widoki na przyjęcie niż mężczyźni, Mimo to może się zdarzyć ,że w skali globalnej zostanie odrzuconych więcej kobiet niż mężczyzn. Załóżmy na przykład , że kobiety wybierają raczej modną akurat socjologię ,a mężczyźni decydują się częściej na trudne studia matematyczne - zgodnie z powyższym podziałem:
Mężczyźni : 320 (socjologia) : 180 (matematyka) : 500 (łącznie)
Kobiety : 480 (socjologia) : 20 (matematyka) : 500 (łącznie)
Łącznie : 800 (socjologia) : 200 (matematyka) : 1000 (łącznie)
Przy takim podziale kandydatów dopuszcza się do studiów w sumie 70 kobiet (60 na socjologię i 10 na matematykę) oraz 104 mężczyzn (32 na socjologię i 72 na matematykę), choć na obu kierunkach są uprzywilejowane - i tak samo było w Berkeley : kobiety wybierały bardzo oblegane kierunki studiów i dlatego częściej nie przechodziły przez sito procedury kwalifikacyjnej. Pozostające przy owym sicie : pełni nadziei kandydaci na studia bardzo przypominają ławicę ryb jednakowej wielkości (czyli jednakowo inteligentnych), która płynie w stronę sieci. Sieć ma dwa rodzaje oczek, małe i duże, i wszystkie samiczki chcą się przecisnąć przez małe oczka. Jeśli po drugiej stronie znajdą się potem tylko samczyki, czy znaczy to ,że sieć ma wrogi stosunek do kobiet?
Dziennikarze. Dziennikarze relacjonują wydarzenia bezstronnie i niezależnie
Wiadomo ,że dziennikarze też są tylko ludźmi; dlatego ich relacje nigdy nie są bezstronne. Zdumiewające jest jedynie, jak bardzo własne poglądy i uprzedzenia żurnalistów przenikają do rozpowszechnianych przez nich wiadomości.
Dżdżownica. Obie części rozciętej na pół dżdżownicy nadal żyją
W rozciętej na dwie równe połowy dżdżownicy tylko przednia część może przeżyć. Tylna część tworzy w miejscu przecięcia drugi ogon; dżdżownica ma więc wtedy dwa ogony ale nie ma głowy i musi umrzeć, ponieważ nie może przyjmować pożywienia. Jeśli natomiast oddzieli się tylko niewielką część przodu, to ta część umiera, a reszta tworzy nową głowę. Ważne żeby zachowały się struktury regeneracyjne, położone między dziewiątym a piętnastym segmentem (ciało dżdżownicy może się składać nawet ze 180 segmentów)

Egoizm i dobro ogólne kolidują ze sobą
Egoizm naturalnie można pogodzić z dobrem ogólnym. Co więcej, wśród ekonomistów przeważa pogląd, że egoizm jest gwarancją ogólnego dobrobytu i wzrostu gospodarczego . Ważne tylko ,żeby egoizm czyli nasze dążenie do własnej pomyślności , był kontrolowany. W gospodarce rynkowej odbywa się to przeważnie w ten sposób, że każdy uczestnik życia gospodarczego może mnożyć własne korzyści tylko wtedy, gdy jednocześnie jest pożyteczny dla innych. Piekarz na przykład sprzedaje nam swoje bułki nie z sympatii - on chce zarobić. Taksówkarz nie czeka o trzeciej w nocy przed dworcem, żeby podróżni z ostatniego pociągu dotarli cało do domu - ale dlatego ,że liczy na dodatek nocny. A dentysta za rogiem pracuje w godzinach nadliczbowych nie dlatego ,że nie możemy spać, kiedy bolą nas zęby - po prostu chce spłacić swoje nowe porsche. Nawet pszczoła zapyla kwiat nie po to ,żeby jakaś roślina przetrwała, tylko dlatego ,że sama chce przeżyć. "Każdy uświadamia to sobie w swoim czasie z podniecającym uczuciem osobistego objawienia"(Mark Blaug). Natomiast społeczeństwo, które potrafi funkcjonować tylko wtedy, gdy wszyscy ludzie są jak matka Teresa, czeka na naszej planecie zagłada. PS: Niechęć do egoizmu jako sprężyny ludzkiego działania jest właściwością nie tylko radykalnej lewicy. Już w pierwszej ulotce NSDAP, napisanej w 1920 roku przez Adolfa Hitlera, wybija się dumnie hasło wyborcze : "Najpierw dobro ogólne, potem korzyść własna"
Enstein 1. Einstein był złym uczniem
Legenda ta pocieszyła już niejednego ucznia otrzymującego złe stopnie. Skoro nawet Einstein(…). W rzeczywistości Einstein wcale nie był złym uczniem, tylko nie interesował się zbytnio sportem i językami obcymi, nie podobał mu się także stosunek do nauczycieli do uczniów podczas lekcji. "Nauczyciele w szkole powszechnej wydawali mi się sierżantami, a nauczyciele w gimanzjum porucznikami" - pisał później. Właśnie dlatego, jak również z powodu pogardy dla wojska - "Jeśli ktoś z przyjemnością potrafi maszerować w szeregu w takt muzyki, ja już nim gardzę; taki ktoś otrzymał bowiem duży mózg tylko przez pomyłkę, bo wystarczyłby mu w zupełności rdzeń kręgowy" - Einstein nie był lubiany przez nauczycieli, ale nigdy nie był to powód dostateczny do zostawienia go na drugi rok w tej samej klasie ani do usunięcia go ze szkoły g, gimnazjum w Monachium. "Byłoby miło gdybyś którego dnia nas opuścił - powiedział mu kiedyś jeden z nauczycieli a kiedy Einstein odparł ,że przecież nic złego nie zrobił, oświadczył : Twoja obecność, a także twój marzycielski i obojętny stosunek do wszystkiego, czego próbujemy tutaj nauczać, podkopuje dyscyplinę klasy" . w tym sensie Einstein był więc rzeczywiście złym uczniem. Ale w takich przedmiotach jak matematyka i fizyka, które go interesowały, zawsze miał rewelacyjne wyniki
Einstein 2. Einstein dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki za teorię względności
Albert Einstein dostał w 1921 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki nie za swą słynną, opublikowaną 16 lat wcześniej teorię względności, lecz za wyjaśnienie tak zwanego efektu fotoelektrycznego. Poza tym otrzymał tę nagrodę dopiero rok później, razem z duńskim fizykiem Nielsem Bohrem, laureatem Nagrody Nobla w roku 1922
Ekologiczną świadomość. Wyborcy Zielonych wyróżniają się świadomością ekologiczną
Ponad 26% wyborców w 1992 roku poleciało na urlop samolotem; ten sposób podróżowania wybrało tylko 23% ogółu ludności, Karaiby zna 7% zwolenników Zielonych, a tylko 4% całej populacji. 25% czytelników Nature zamawia często w restauracjach potrawy za ponad 75 euro, w porównaniu z tylko 13% ogółu. Także prawie co trzeci czytelni magazynu ekologicznego przyznaje się do "kupowania równie niepotrzebnych rzeczy", podczas gdy robi to tylko 26% całej ludności. W "niepotrzebne rzeczy", podróże na Karaiby, które w przeliczeniu na osobę kosztują więcej paliwa, niż przeciętny kierowca potrzebuje na przejechanie po autostradzie 10 000 kilometrów, wykwintne potrawy w luksusowych restauracjach, które łącznie z kosztownym dowozem składników obciążają środowisko znacznie bardziej niż dziesiątki Big Maców w McDonaldzie, specjalne wydatki na które wyborcy Zielonych z racji wyższych dochodów pozwalają sobie i mogą sobie pozwolić częściej niż inni - wszystko to jest przejawem co najmniej takiego zbytku jak spłuczka z regulowanym spustem wody w toalecie i trójprzewodowy katalizator w samochodzie rodzinnym. Ponad 50% wyborców Zielonych w kręgu naszych znajomych jeździ samochodami o sześciu cylindrach, a nawet więcej.
Eksport 1. Większy eksport oznacza większy dobrobyt
Większy eksport wcale nie oznacza większego dobrobytu. Mit ten wymyślili w XVIII wieku tak zwania merkantyliści; bogactwo kraju mierzyli oni przede wszystkim pieniędzmi które napływały z zagranicy, złotem, dewizami oraz papierami wartościowymi. Im więcej dóbr kraj eksportował i im więcej pieniędzy netto importował w zamian, tym bogatszy był według owej teorii. Wprowadza ona jednak w błąd, gdyż złota i papierów wartościowych nie można zjeść. Kto więcej eksportuje, niż importuje, gromadzi zagraniczne pieniądze, tzn. dewizy. Pieniądze te możemy zbierać, aż nas przywalą i uduszą albo wydać, czy to na zakup zagranicznych dóbr konsumpcyjnych, czy na wyjazdy urlopowe, czy też inwestując w zagraniczne papiery wartościowe. Cokolwiek byśmy robili z tymi zgromadzonymi środkami płatniczymi - koniec końców możemy je wykorzystać tylko na import. Jeśli natomiast dewizy leżą w piwnicy banku centralnego zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że producenci tych skrawków papieru pewnego dnia powiedzą : "Zyg-zyg marchewka, od jutra te świstki nie są nic warte". I wówczas może się okazać, że zamieniliśmy piękne samochody lub walcownie stali na parę ton celulozy. Kraj mający ciągłe nadwyżki w handlu zagranicznym produkuje niejako gratis dla reszty świata. Tylko wtedy , gdy eksport równoważy tak samo duży import, jest to na dłuższą metę dobry interes, Eksport sam w sobie pomnaża dobrobyt mniej więcej tak samo jak dzień ciężkiej pracy przy taśmie produkcyjnej, gdy firma nie wypłaci wynagrodzenia
Eksport 2. Kraje eksportujące surowce są biedniejsze od rozwiniętych krajów przemysłowych
Kto eksportuje surowce, ten jest biedny, kto eksportuje gotowe wyroby jest bogaty - coś się w tym popularnym równaniu jednak nie zgadza. Na początku X wieku pięć z ośmiu najbogatszych krajów świata było eksporterami wyłącznie tzw dóbr podstawowych, na pierwszym miejscu USA, już wówczas najbogatszy kraj na świecie : nie eksportowały wtedy samolotów ani filmów hollywoodzkich, komputerów ani samochodów, tylko bawełnę - i dobrze z tego żyły. Także większość ówczesnych bogatych krajów, jak Argentynam Australia, Nowa Zelandia, Kanada i Dania, eksportował przede wszystkim produkty spożywcze: mięso i sery - albo surowce : drewno i wełnę. W porównaniu z tymi eksporterami surowców standard życia większości ówczesnych eksporterów produktów przemysłowych był wyraźnie niższy
Eksport 3. Japonia jest największym na świecie eksporterem
Od połowy lat 80 XX wieku. Niemcy i USA są na przemian liderami w klasyfikacji największych eksporterów, a uważni powszechnie za najlepszych Japończycy zajmują zazwyczaj trzecie miejsce. W przeliczeniu na głowę mieszkańca tytuł lidera eksportu należy się Singapurowi (ponad 30 000 dolarów na głowę w roku 1994). Także pod względem udziału eksportu w produkcie krajowym Singapur jest liderem krajów świata - a za nim Hongkong, Malezja, Czechy i Rosja.
Elektrownie jądrowe. Elektrownie jądrowe emitują najwięcej promieniowania
Dzienna dawka napromieniowania waha się w zależności od dnia i miejsca. Przeciętnie wynosi między 100 a 200 milirenów na głowę rocznie, z czego jeden do dwóch milirenów pochodzi z elektrowni pochodzi z elektrowni jądrowych. Reszta to promieniowanie kosmiczne (na poziomie morza 30 milirenów rocznie a np. na Feldbergu, najwyższym szczycie Schawrzwaldu, 1493 m n.p.m. - 80 milirenów), promieniowanie ziemskie (radon) i napromieniowanie podczas badań rentgenowskich oraz tomografii komputerowej, które średnio wynosi kolejne 30 milimetrów na głowę rocznie.
Emancypacja. Reformacja zapoczątkowała emancypację kobiet
Wbrew temu co się powszechnie sądzi, protestancka reformacja w XVI wieku nie posunęła naprzód kwestii emancypacji kobiet; przeciwnie , raczej ją cofnęła. Ponieważ Luter, Kalwin, Zwingli oraz inni reformatorzy w odróżnieniu od oficjalnego Kościoła stawiali na odpowiedzialność za samego siebie i indywidualny rozwój, wielu ludzi uważa , że także kobiety rozpoczęły wtedy swój długi marsz do równouprawnienia - ale to nieprawda. Jeśli można wierzyć nowym badaniom Lyndala Ropera było właśnie na odwrót. Za sprawą wielorakich przymusów nowej "mieszczańskiej obyczajności", o wiele surowszego ścigania zboczeń seksualnych i nowej protestanckiej etyki pracy kobiety trafiły ze średniowiecznego deszczu pod nowożytną rynnę. Były nie mniej, ale bardziej zależne niż poprzednio, nie w większym, ale mniejszym stopniu kierowały swoim losem, a więc , jeśli chodzi o emancypację, wiele straciły przez odejście reformatów od oficjalnego Kościoła
Encyclopaedia Britannica. Encyclopaedia Britannica wychodzi w Wielkiej Brytanii.
Encyclopaedia Britannica uż od dawna nie wychodzi w Wielkiej Brytanii; aktualnym wydawcą i właścicielem wszystkich praw jest amerykańska spółka akcyjna Encyclopaedia Britannica Inc. z siedzibą w Chicago. Już w 1920 roku prawa do tego słynnego leksykonu przeszły do Ameryki, do domu sprzedaży wysyłkowej Sear - Raebuck; stamtąd zaś powędrowały - przez chickagowski uniwersytet - do specjalnie założonej spółki akcyjnej, która od 1941 roku trzyma w rękach los tego dzieła.
Epoka. "Tu i teraz zaczyna się nowa epoka w dziejach świata, i możecie powiedzieć , że byliście przy tym"
Tak miał powiedzieć Goethe w 1972 roku w Valmy na wieść o ucieczce armii pruskiej przed rewolucyjną armią francuską .Ale żadnemu jego współczesnych nic o tym nie było wiadomo. W swoich pamiętnikach z roku 1809 niejaki major von Massenbach przypisuje Goethemu jedynie znacznie mniej celne powiedzenie : "20 września 1792 roku nadal światu inną postać; to naważniejszy dzień stulecia". Dopiero w latach 1820 - 1822, gdy Goethe spisywał dzieje swojej kampanii we Francji z 179 roku i miał 30 lat na szlifowanie swych słów (nie musiał się już także obawiać, że przepowiednia się nie spełni) owa słynna prognoza po raz pierwszy pojawia się w jego dziełach.
Eunuchowie. Eunuchowie są niezdolni do współżycia płciowego.
To zależy od rodzaju operacji. "Na ogół zabieg polegał na wycięciu jąder - pisze Werner Keller - Ponieważ jednak pozostaje potem pewna zdolność do erekcji członka, a tym samym zachowana zostaje potentia coeundi, na Wschodzie niektórym nieszczęśnikom, zwłaszcza gdy byli przewidziani do roli strażników haremu, usuwano też dodatkowo mosznę i penis. Nieliczni , którzy przeżyli taki koszmar, mieli tym wyższą cenę i ogromne wzięcie"

Fast food. Fast food jest pożywieniem niezdrowym.
Big Mac z MacDonalda nie jest ani mniej , ani bardziej zdrowy niż posiłek w trzygwiazdkowej świątyni podniebienia dla biznesmenów stołujących się na koszt firmy. Pod względem wartości odżywczej zawiera może trochę za dużo tłuszczu i trochę za mało substancji balastowych, ale za to więcej witamin, wapnia i żelaza niż wiele innych potraw, które kosztują dziesięć razy tyle (zresztą równowagę między tłuszczem a balastowym składnikami pożywienia można tanio i łatwo osiągnąć za pomocą szklanki soku pomarańczowego). "Przemawiając do publiczności (…) ataki na fast food, a przede wszystkim na symbolicznego już hamburgera MacDonalda. opierają się na fałszywym założeniu - twierdzi Gert von Paczensky - Świadczą one wręcz groteskowej nieznajomości dziejów naszego odżywiania." Fast food, czyli przygotowane do szybkiego podania jedzenie z garkuchni i budek, istniało bowiem w miastach Europy i Azji już tysiące lat przed MacDonaldem, tyle ,że nie było tak zdrowe. Zdaniem większości współczesnych specjalistów od żywienia gotowe produkty fast food nie są wcale gorsze pod względem wartości odżywczej od specjalnie przygotowanych posiłków z kuchni dla smakoszy. Reguła, że wszystko zależy od ilości, odnosi się do wszystkich artykułów spożywczych. Najwidoczniej współczesne fast food zyskało sobie wroga w aktualnym duchu czasów z zupełnie innych powodów niż brak wartości odżywczej, chodzi o metody produkcji, wykorzystywanie odpadków, opanowanie rynku. Wszystko to są argumenty, o których można dyskutować nie powinniśmy z tego powodu pozwolić zawodowym smakoszom, by pozbawili nas przyjemności zjedzenia kiełbaski z rusztu czy Big Maca
Frankenstein. Frankenstein to potwór
Tytułową postacią powieści Mary Shelley jest młody, przystojny student matematyki i nauk przyrodniczych z uniwersytetu w Ingolstad; stanowi on zupełne przeciwieństwo potwora. Potworem jest raczej sztuczny człowiek stworzony przez Frankensteina. Jednak z biegiem lat różnica między "potworem Frankensteina" a "potworem Frankensteinem" poszła w zapomnienie.

Galileusz. Galileo Galilei był ofiarą Kościoła katolickiego
Jeśli wierzyć historykom , wielki Galileo Galilei (1564-1642) wcale nie był nieszczęśliwą ofiarą Kościoła katolickiego, choć chętnie uważano go za nią przez kolejne stulecia aż po czasy współczesne. Jego słynną potyczkę z Inkwizycją należy chyba ocenić z dzisiejszej perspektywy jako walkę z cieniem, a szata męczennika, narzucona mu przez uczniów , zupełnie do niego nie pasuje. W odróżnieniu od nieszczęsnego Giordana Bruna, spalonego na stosie zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej, Galileusz pozostawał przez całe życie w dobrych stosunkach z możnymi państwa i Kościoła. Chociaż , jak sformułował to papież Jan Paweł II w 1979 roku, musiał "wiele wycierpieć" od Kościoła, największymi wrogami uczonego byli jego świeccy koledzy, profesorowie na katedrach uniwersyteckich, nie mnisi. Właśnie przede wszystkim ze strachu przed drwinami innych profesorów fizyki , nie ze strachu przed Kościołem, Galileusz odważył się publicznie głosić poglądy Kopernika dopiero w wieku pięćdziesięciu kilku lat. Gdy odkrył księżyc Jowisza, koledzy fizycy nawet nie chcieli popatrzeć przez jego teleskop ,aby to sprawdzić - zgodnie z zasadą : to co istnieć nie ma prawa - nie istnieje; eksperymenty i obserwacje przyrodnicze wydawały się większości uczonych z początku XVII wieku zupełnie zbędne. Kościół natomiast traktował niekonwencjonalnego profesora fizyki z Toskanii z godną uwagi tolerancją; papież przyjął go na audiencji, a jezuici odznaczyli nawet za zasługi na polu nauki - zresztą w odróżnieniu od świeckich uczonych dali się przekonać za pomocą faktów (tj. księżyców Jowisza) ,że ptolemeuszowski obraz świata jest nie do utrzymania. Dopiero gdy Galileusz nie tylko określił ptolemeuszowski obraz świata jako fałszywy ,ale uznał swój własny za jedyny prawdziwy (niesłusznie , jak wiemy od czasów Einsteina), tolerancja Kościoła została wystawiona na poważną próbę. Tezy Galileusza tolerowano jako hipotezę roboczą, lecz nie jako prawdę ostateczną. Kościół dostrzegł tu naruszenie swoich monopolistycznych roszczeń i gdy uczony mimo upomnień z coraz większym zdecydowaniem mówił o systemie Kopernika, jako "prawdzie dowiedzionej", choć nie mógł dostarczyć dowodu (co zresztą jest niemożliwe, gdyż teorie naukowe można tylko obalać, ale nie można ich udowodnić), Kościół zareagował dekretem, w którym oświadczał, ze nauka o ruchu Ziemi "jest fałszywa i we wszystkich punktach sprzeciwia się świętym dogmatom". Osobiście Galileusz nie został jednak pociągnięty do odpowiedzialności. Nie zakazano druku jego książek ani nie ucierpiały jego dobre stosunki z możnymi i gdyby mówił odtąd o swoich tezach jako teoriach a nie prawdach ostatecznych, nie doszłoby pewnie do wezwania przed trybunał inkwizycyjny w Rzymie. Stało się to z powodu nowej książki, w której Galileusz - nadal na przekór wszelkim upomnieniom - pisał o prawdzie absolutnej. Dostarczono mu wezwanie w październiku 1632 roku, lecz z powodu choroby pozwanego rozprawę odroczono; dopiero w lutym 1633 roku uczony udał się do Rzymu. Tam mieszkał początkowo jako gość florenckiego ambasadora w Villa Medici, a potem, podczas właściwego procesu inkwizycyjnego od 12 kwietnia do 22 czerwca 1633 roku, w trzypokojowym apartamencie w Watykaniem ze służącym i widokiem na ogród, Nie wtrącono go do więzienia ani nie torturowano. Jak wieku genialnych ludzi, tak i Galileusz zawsze niezbyt serio traktował mniej uzdolnionych współczesnych. Także podczas procesu inkwizycyjnego pewnie sądził , że po wyjaśnieniu kilku spornych kwestii, których nie zrozumieli niedouczeni kardynałowie , zostanie odesłany do domu. Dopiero gdy wcale nie tak głupi inkwizytorzy żadnymi argumentami naukowymi nie dali się odwieść od twierdzenia , że Galileusz nie zgodnie z nauką Kościoła i fałszywie pisał o prawdach absolutnych, uczony wpadł w panikę; może pomyślał o Giordanie Brunie, może chciał mieć tylko spokój - jakkolwiek było, z własnej inicjatywy, bez nacisków z zewnątrz po prostu wyparł się wszystkich swoich poglądów. Skazano o jednak za nieposłuszeństwo, Karą było siedem psalmów pokutnych tygodniowo przez trzy lata, a dodatkowo więzienie - ale tej kary nigdy nie musiał odbyć .Po zakończeniu procesu mieszkał jako gość u wielkiego księcia Toskanii, potem u arcybiskupa Sieny, a później jako rentier utrzymywany przez państwo w małej wiosce Arcetri niedaleko Florencji , gdzie bez przeszkód kontynuował swoje badania i zmarł w roku 1642
Gaz szlachetny. Gazy szlachetne nie tworzą żadnych związków chemicznych
Gazy szlachetne (hel, argon, neon, krypton, ksenon i radon) nie łączą się zazwyczaj z innymi pierwiastkami, bo ich zewnętrzne powłoki elektronowe są całkowicie wypełnione. Mimo to w 1962 roku chemikom udało się naruszyć tę stabilną zewnętrzną powłokę i wyprodukować związki gazów szlachetnych (najtrwalszym z nich jest heksafluoroksenon)
Gaz trujący. Gaz trujący jest wynalazkiem XX wieku
Ponad tysiąc lat przed pierwszą wojną światową Chińczycy użyli podczas wojen gazu trującego. Już w IV wieku odurzali wrogów dymem z gazu musztardowego, który wpuszczali na nieprzyjacielskich żołnierzy za pomocą miechów. Wiadomo też , że Mongołowie podczas bitwy pod Legnicą w 1241 roku budzili wśród chrześcijan żołnierzy przerażenie używając "wypuszczających dym machin wojennych"
Giełda. Fachowcy giełdowi są lepiej zorientowani
"Rozsądny właściciel akcji nigdy nie zdaje się wyłącznie na własny osąd lecz szuka rady u kompetentnych , niezależnych ekspertów giełdowych" - czytamy w jednym z anonsów "Frankfuter Börsenbriefe". Jest to pogląd z gruntu fałszywy. Już na początku lat 30 amerykański przemysłowiec i zamiłowany badacz gospodarki Alfred Cowles (późniejszy założyciel dobrze znanej wśród ekonomistów Komisji Cowlesa) odkrył ,że ludzie zarabiający dzięki wskazówkom giełdowym wiedzą nie więcej , lecz nawet mniej niż inni. Zbadał prognozy 16 biur maklerskich, 24 czasopism finansowych oraz "Wall Street Journal" i stwierdził , że król jest nagi : "Börsenbriefe" na przestrzeni pięciu lat przynosiły swym klientom średnioroczne straty w wysokości 1,4% ( w porównaniu z rynkiem akcji ogółem, a że on również się zmniejszył, faktyczne straty klientów były znaczne większe). Czasopisma finansowe wypracowały względną stratę na poziomie 4% rocznie (w wartościach bezwzględnych wielokrotnie większą) i nawet wydawcy "Wall Street Journal" przez 26 lat udawało się pozostawać w tyle o kilka punktów rocznie za własnym wskaźnikiem Dow-Jonesa. I tak jest do dzisiaj. Profesjonalni doradcy inwestycyjni i fachowcy giełdowi nie osiągają zysków większych niż rynek ogółem, raczej mniejsze, a ciułacz, który zamiast sam ulokować swoje pieniądze według własnego uznania, powierzą je specjalistom, zazwyczaj do tego interesu dopłaca , i to nawet podwójnie (bo od i tak chudych zysków trzeba odjąć prowizje dla doradców). Naturalnie niektóre rady i biura maklerskie przynoszą też zyski , ale w kategorii, która liczy się jedynie w dłuższej perspektywie czasowej , natomiast gdy weźmie się pod uwagę przeciętną, zwykly gracz giełdowy jest przeważnie pod kreską. "Małpa skuteczniejsza od pięciu maklerów. Oto szwedzka gazeta " Expressen" skompromitowała pięciu maklerów giełdowych . Dała do dyspozycji kwintetowi maklerów i szymoansicy Oli po 10 000 koron : grając na giełdzie, mieli osiągnąć jak największe zyski. I Ola wygrała … rzucając strzałkami w notę maklerską - pisze Associated Press.". Powodem tego braku sukcesów jest naturalnie fakt, że wahania akcji nie dają się z zasady przewidzieć. Optymalną prognozą kursu jakiegoś papieru po roku (albo po miesiącu lub dniu) jest zawsze aktualny kurs plus pewien dodatek, który zależy m.in. od długości okresu ryzykowności, a za jego określenie przyznawano już Nagrody Nobla. Więcej nie wie ani uprzejmy doradca w banku za rogiem, ani udający ważnego autor programu ekonomicznego w telewizji - dlatego obaj są zbędni
Gilotyna. Gilotyna jest wynalazkiem doktora Guillotina
To urządzenie do ścinania głów wcale nie jest wynalazkiem francuskiego chirurga Josepha Ignace′a Guillotina (1738 - 1814), od którego wzięło swoją nazwę. Podobne machiny służące do tego samego celu istniały już w dawnej Persji i w średniowiecznych Niemczech, gdzie znano je pod różnymi nazwami. Do Francji gilotyna dotarła pod koniec XVIII wieku , zarekomendowana przez innego lekarza dr. Antona Louisa z Metzu, i dlatego najpierw nazywano ją louisette albo petite louison. Konstruktorem pierwszego prototypu był Niemiec o nazwisku Schmitt, a pierwszą ofiarą rozbójnik Pelissier. Obecną nazwę gilotyna otrzymała dopiero kilka lat po swojej "premierze" ; w protokołach Zgromadzenia Narodowego z 1789 roku znaleziono wniosek obywatela Guillotina , aby karę śmierci we Francji wykonywać w przyszłości bez względu na stan społeczny ofiar zawsze w ten sam sposób, najlepiej za pomocą spadającego topora, gdyż jest to sposób najbardziej humanitarny. Jednak dr.. Guillotin nie miał nic wspólnego z egzekucjami, a jego dzieci tak były przerażone łączeniem nazwiska Guillotin z terrorem rewolucyjnym, że po śmierci ojca w 1814 roku zmieniły je na inne
Głód. Klęsli głodu są skutkiem deficytu żywności
Tylko nieliczne klęski głodu są efektem deficytu żywności. Podczas większości tego rodzaju katastrof w naszym i w poprzednich stuleciach, zarówno na całym świecie, jak w dotkniętych plagą głodu rejonach ziemi, chleba i ryżu było pod dostatkiem. Podczas wielkiego głodu w Bangladeszu w 1974 roku było ta, np. więcej ryżu na jednego mieszkańca niż w każdym innym roku między 1971 a 1976. Podczas głodu w 1973 roku w Etiopii miejscowa produkcja żywności spadła tylko minimalnie; również w wypadku innych wielkich katastrof tego rodzaju , jak w Irlandii w 1845 roku, stwierdzono potem ,że jedzenia właściwie było pod dostatkiem. (W Irlandii zmarło z głodu około miliona ludzi; inni wyemigrowali, a liczba ludności zmniejszyła się z ośmiu do pięciu milionów, lecz mimo to wyeksportowano z Irlandii do Anglii tysiące ton mięsa i pszenicy). Właściwym problemem podczas klęsk głodowych - jak twierdzi profesor ekonomii z Harvardu Amartya Sen - nie jest ilość żywności, lecz dystrybucja. Choć zasadniczo jest dość jedzenia dla wszystkich - koszyki na chleb lub miski na ryż wielu ludzi są puste, bo produkty spożywcze nie znajdują drogi do konsumenta, chleb i ryż gniją w magazynach. Przyczyną klęski głodu w 1974 roku w Bangladeszu było przede wszystkim masowe bezrobocie jesienią. Z powodu ogromnych letnich powodzi rolnictwo w wielu częściach kraju zmarło i setki tysięcy robotników sezonowych straciło pracę - a tym samym środki na zakup ryżu. Choć zostało jeszcze dość ryżu z poprzedniego roku, a powodzie tylko w niewielkim stopniu zniszczyły aktualne zbiory , tysiące ludzi umarło z głodu. Najlepszym środkiem zaradczym ,zdaniem Sena , nie jest bezpośrednia pomoc żywnościowa, która uspokaja wprawdzie sumienia Zachodu ,ale działa demobilizująco na lokalną produkcję i tym samym w końcu jeszcze pogarsza sytuację w końcu jeszcze pogarsza sytuację. Najlepszym środkiem jest gotówka dla głodujących. Wtedy po prostu znowu będą mogli kupić sobie jedzenie na najbliższym bazarze
Gorąca woda. Gorąca woda gorzej gasi ogień niż zimna
Woda nie gasi ognia bez pośrednio, ale pośrednio : dzięki parze, która powstaje przy zetknięciu się wody z płonącym materiałem. Para blokuje dostęp tlenu - i ogień gaśnie. Jeśli więc woda jest już gorąca, to parowanie, a tym samym gaszenie ognia będzie ułatwione. Do tego dochodzi zwiększona lepkość gorącej, która dzięki temu może się rozprzestrzeniać w miejscu pożaru szybciej niż zimna, jeszcze bardziej ułatwiając gaszenie
Gronowy cukier. Cukier gronowy powstaje z winogron
Cukier gronowy (albo glukoza C6H12O6) uzyskuje się obecnie przede wszystkim z ziemniaków i kukurydzy. Występuje on też wprawdzie w winogronach, podobnie jak w innych słodkich owocach a także w miodzie pszczelim i różnych korzeniach ale nie w takich ilościach żeby opłacało się w uzyskiwanie go na większą skalę
Gruźlica. Gruźlicę sprowadzili do Ameryki Europejczycy
Jedna z nie kwestionowanych do niedawna wśród historyków medycyny teorii mówiła , że gruźlicę , sprowadzili do Ameryki europejscy zdobywcy, a mianowicie marynarze Kolumba. W rzeczywistości gruźlica występowała w Ameryce już dużo wcześniej : niedawno amerykańscy patolodzy odkryli zwapniałe ognisko gruźlicy w płucu ponadtysiącletniej mumii odnalezionej w Kolumbii
Gry hazardowe. W grach hazardowych najprędzej dochodzi się do celu ostrożnością
Kto w grach hazardowych , mając określony kapitał wyjściowy, chce z maksymalnym parawdopodobieństwem osiągnąć kapitał docelowy określonej wysokości, powinien podjąć jak największe ryzyko - ostrożność przyniosłaby tutaj efekt odwrotny od zamierzonego .W wypadku gier hazardowych , które średnio mniej wypłacają, niż kosztują grających, zawsze opłaca się ponosić maksymalne ryzyko .Jeśli ktoś przy ruletce w Las Vegas chce zrobić z dziewięciuset dolarów tysiąc, w żadnym wypadku nie powinien stawiać za każdym razem tylko po dolarze na proste szanse. W amerykańskiej ruletce bowiem, mimo na pierwszy rzut oka dość przyzwoitego odsetka wypłat w wysokości 94,7%, prawdopodobieństwo wygrania po dłuższej grze stu dolarów brakujących do tysiąca wynosi zaledwie 0,003%. Innymi słowy , ów pozornie bliski cel przy ostrożnej grze jest praktycznie nieosiągalny. Jeśli zaś zamiast jednego dolara postawimy na prostą szansę sto dolarów i przy każdej przegranej będziemy podwajać stawkę, to w końcu albo wygramy, albo stracimy wszystkie pieniądze; prawdopodobieństwo uzyskania tysiąca dolarów wynosi wówczas aż 89%. Jest to zarazem górna granica - przy żadnej innej strategii prawdopodobieństwo osiągnięcia celu nie będzie większe. Ogólna reguła dla górnej granicy prawdopodobieństwa uzyskania z kapitału wyjściowego określonego wcześniej kapitału docelowego wygląda następująco :
1 - (1- kapitał wyjściowy/kapitał docelowy>odsetek wypłat
W europejskiej ruletce, przy odsetku wypłat dla prostych szans w wysokości 98,6% i stosunku kapitału wyjściowego do docelowego 1:2 , według powyższego wzoru górna granica wygląda jak poniżej
1-(1- 1/ 2)0,986 = 0.495 = 49,5%
i najbardziej zbliżymy się do niej zawsze wtedy, gdy już w pierwszej grze postawimy cały kapitał. W innych grach hazardowych , przy innych sumach docelowych i odsetkach wypłat odmienne są także optymalne strategie.Jeżeli w ruletce nie chcemy podwoić kapitału wyjściowego , lecz zwiększyć go dziesięciokrotnie, może to oznaczać ,że na jedną tylko liczbę powinniśmy zawsze stawiać tyle pieniędzy, ile to konieczne do osiągnięcia celu W loterii liczbowej może to oznaczać ,że identycznie wypełniamy wszystkie kupony, a w totalizatorze na wyścigach konnych najlepsze są inne strategie. Jedno tylko się nie zmienia : gracz odważny może i nie wróci do domu jako biedak, ale swój cel osiągnie jako ostatni
Guma do żucia. Guma do żucia pochodzi z USA
Już starożytni Grecy znali gumę do żucia - żywicę z drzewa mastyksowego (pistacji), którą żuli dla oczyszczenia sobie zębów i odświeżenia oddechu. Indianie żuli żywicę świerkową a guma chicle (zgęszczony sok mleczny z sączyńca, drzewa rosnącego w Ameryce Środkowej, baza wielu nowożytnych gum do żucia) była jako guma do żucia używana już przez Majów
Gustaw Adolf. Szwedzki król Gustaw Adolf wyruszył na wojnę trzydziestoletnią przede wszystkim dla ratowania niemieckich protestantów
Gustaw Adolf wyruszył na wojnę z tych samych powodów z jakich królowie zawsze wyruszali na wojny : aby powiększyć obszar swej władzy. Chodziło mu przede wszystkim o panowanie nad Bałtykiem i - po pomyślny zakończeniu wojny szwedzko-polskiej w 1629 roku - wykorzystanie dla swych celów szansy którą stwarzał chaos w Niemczech. Na pewno bardzo mu pochlebiało ,że mimochodem został "wybawcą Niemiec" (z punktu widzenia protestantów), ale zdaniem większości historyków nie tylko pobudki religijne (a przynajmniej nie były ona na pierwszym miejscu) kierowały jego postępowaniem. Zresztą kiedy Gustaw Adolf 6 lipca 163o roku wylądował na czele 13 000 Szwedów w Peenemünde, reakcja niemieckich protestantów byłą bardzo powściągliwa. Jedynie książęta Hessen-Kassel i Sachsen-Weimar przyjęli go gościnnie, pozostali protestanccy władcy okazywali początkowo nieufność, a nawet wrogi dystans. Przez dłuższy czas najlepszym sojusznikiem Gustawa był król Francji, wierny syn Kościoła katolickiego, natomiast wielu niemieckich władców protestanckich nie chciało mieć z nim nic wspólnego . Dopiero zdobycie Magdeburga i wymordowanie jego mieszkańców przez głównodowodzącego cesarskich wojsk, wodza Tilly′ego scementowało pobitych protestantów, którzy obawiając się zwycięstwa cesarza, przyłączyli się w końcu do Gustawa Adofa
Gwiazda Betlejemska. Gwiazda Betlejemska była kometą
Gwiazda Betlejemska , inaczej niż przedstawia się to w wielu szopkach bożonarodzeniowych , przypuszczalnie wcale nie była kometą. Jeśli wierzyć współczesnym astronomom, była raczej potrójną koniunkcją Saturna i Jowisza. Najważniejszą wskazówkę dotyczącą Gwiazdy Betlejemskiej zawdzięczamy Ewangelii wg. św. Mateusza: "Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali : "Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon". Ale co dziwne , nikomu oprócz samych Mędrców nie udało się zobaczyć tej gwiazdy, a więc kometa czy supernowa wydają się wykluczone. (jeżeli można brać dosłownie ewangelię św. Mateusza). Także meteoryty lub inne krótkotrwałe zjawiska niebieskie są mało prawdopodobne , gdyż Mędrcy przez dłuższy czas podążali za ową gwiazdą : "A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem gdzie było Dziecię". Jeśli więc Gwiazda Betlejemska nie została wymyślona ani nie była wynikiem połączenia kilku odległych w czasie obiektów, które pojawiły się jednocześnie (kometa, supernowa , meteor) to wiele przemawia za następującym scenariuszem : Mędrcy przybyli z krainy dwóch rzek, Mezopotamii, której cywilizację przez długie wieki współtworzyli Żydzi, tamtejsi astrologowie od dawna czekali na przyjście Mesjasza. NA 7 rok przed Chrystusem zapowiedziano jednak potrójną koniunkcję Saturna i Jowisza w ściśle związanym z narodem żydowski gwiazdozbiorze Ryb, tak więc interpretacja tego wydarzenia wedle starotestamentowych proroctw wydaje się całkiem prawdopodobna. Koniunkcję tę można było obserwować 29 maja, 29 września i 4 grudnia 7 roku p.n.e. Planety pojawiły się po raz pierwszy w gwiazdozbiorze Ryb 12 kwietnia, mędrcy mieli zatem dość czasu przy przygotować się do długiej podróży, a w lecie 7 roku p.n.e, Ryby były dobrze widoczne a całym niebie.
Gwiazda Dawida. Gwiazda Dawida jest dawnym symbolem żydowskim
Sześcioramienna gwiazda Dawida, którą Żydzi musieli nosić na ubraniu w okresie panowania nazistów, stała się znanym do dziś symbole bardzo późno, bo dopiero w XIX wieku. Wtedy to Żydzi zaczęli umieszczać ją na synagogach jako znak swojej wiary, podobnie jak chrześcijanie krzyże na swoich świątyniach. Wcześniej nie miała ona takiego znaczenia; jako jeden z wielu magicznych symboli była szeroko rozpowszechniona także w innych kulturach
Hamburger
Większość Anglików i Amerykanów. a także sporo klientów barów szybkiej obsługi w Niemczech sądzi ,że "hamburger" pochodzi od ham (szynka), tak jak "cheeseburger" od cheese (ser) lub "fishburger" od fish (ryba). W rzeczywistości hamburger wziął nazwę od miasta Hamburg. Było to początkowo zwykłe mięso siekane przejęte w XIV wieku w Niemczech od Tatarów, którzy zapuścili się tam z terenów dzisiejszej Rosji (siekając twarde mięso wołów z rosyjskich stepów Tatarzy chcieli przede wszystkim uczynić je bardziej zdatnym do spożycia - do dziś przypomina o tym befsztyk tatarski). Niemieccy emigranci rozpowszechnili je w Ameryce, tam zaczęto je wkładać po upieczeniu do rozkrojonej bułki- przypuszczalnie by uniknąć używania sztućców. Na wystawie światowej w 1904 roku w St. Louis sprzedawano taką bułkę z mięsem siekanym jako "hamburg" jeszcze bez "er" na końcu - wkrótce potem doszło owo "er" i tym sposobem bułka z mięsem siekanym nosi dziś nazwę "hamburger"
Hameln. Szczurołap z Hameln jest postacią historyczną
Szczurołap z Hameln nigdy w rzeczywistości nie istniał; to pewnie najbardziej znana postać z niemieckich legend została stworzona na podstawie motywów zaczerpniętych z wielu źródeł. Przypuszczalnie prawdą jest ,że pewnej niedzieli 1284 roku wielu młodych ludzi (legenda mówi o 130) opuściło Hameln i nigdy do miasta nie wróciło. Nie były to jednak dzieci - ale przez długi czas rozumiano dawne Kint jako Kind; w języku średniowysokoniemieckim Kint mogło jednak również znaczyć "młodzian", "młody mężczyzna" lub "młoda kobieta". Mężczyzna z fujarką nie był też szczurołapem, lecz najprawdopodobniej werbownikiem, który miał zwabić na tereny wschodnie nowych osadników. Za takim punktem widzenia przemawia na przykład nazwa wioski Hamlingow na Morawach, która mogła powstać z Hamlingen - Hamelin - Hameln, jak również inna wersja legendy o szczurołapie, według której dzieci zniknęły w wielkiej jaskini i pojawiły się w Siedmiogrodzie. Także najstarsza znana pisemna wersja legendy, rękopis pochodzący z Postaci Lüneburskiej, z około 1430 roku, mówi tylko o elegnackim młodzieńcu, który zniknął wraz z młodymi ludźmi , nie wspomina jednak o szczurach. Inne ,mniej prawdopodobne wyjaśnienia, to krucjata dziecięca z 1212 roku i bitwa pod Sedemünde w 1259 roku w której zginęło wielu młodych mężczyzn z Hameln. Te dwa wyjaśnienia pozostają jednak w sprzeczności z datą 1284, niezmienną od początku legendy. Szczury umieszczono na początku całej historii dopiero później, aby post factum wyjaśnić coraz bardziej niezrozumiałe z biegeime czasu wyjście dzieci z Hameln.
Handel zagraniczny. Pozytywny bilans handlowy świadczy o efektywności gospodarki
Pozytywny bilans handlowy może ,ale nie musi, być świadectwem efektywności gospodarki. Bilans handlowy to zestawienia wszystkich dóbr i usług wywiezionych za granicę w danym roku obrachunkowym oraz dóbr i usług sprowadzonych z zagranicy; jeśli pierwsza suma jest większa od drugiej, mówimy o nadwyżce w handlu zagranicznym; jeśli pierwsza suma jest mniejsza od drugiej - o deficycie. Nadwyżka musi z konieczności iść w parze z eksportem netto kapitału. Oznacza ona bowiem iż dostajemy z zagranicy więcej pieniędzy za towary i usługi, niż sami płacimy za sprowadzone towary i usługi (tak musi być, gdyż właśnie w ten sposób definiuje się nadwyżkę w handlu zagranicznym). A pieniądze te trzeba skądś wziąć. Cudzoziemcy mogą uszczuplać zasoby euro w swoich bankach centralnych, mogą sprzedawać innym zagraniczne akcje, nieruchomości lub firmy albo też należące do nich krajowe firmy i papiery wartościowe, mogą likwidować konta - niezależnie od tego skąd wezmą pieniądze , w każdym wypadku wierzytelności wobec zagranicy będą się netto zwiększać. Odwrotnie jest przy deficycie w handlu zagranicznym. Wtedy otrzymujemy z zagranicy za nasze towary i usługi mniej pieniędzy , niż płacimy za sprowadzane towary i usługi, a różnica musi być wyrównana importem kapitału .Możemy sprzedawać cudzoziemcom nasze papiery wartościowe, nieruchomości, firmy, dowolne dobra kapitałowe czy nawet likwidować nasze własne inwestycje za granicą - w każdym wypadku nasze zobowiązania wobec zagranicy będą się netto zwiększać. W tym aspekcie deficyt w handlu zagranicznym niesie także pozytywne przesłanie : zagranica inwestuje u nas, jako kraj jesteśmy atrakcyjni. W zależności od tego , z jakich źródeł pochodzi ów import kapitału, czy z zagranicznych inwestycji bezpośrednich w krajowe przedsięwzięcia gospodarcze, czy z zakupu krajowych papierów wartościowych , czy z przeniesienia własnych inwestycji zagranicznych do kraju - mogą one być oznaką zdrowej gospodarki. I odwrotnie, nadwyżka w handlu zagranicznym może równie dobrze wskazywać na chorobę: zagranica nam nie dowierza, kapitał odpływa z kraju. Meksyk na przykład informował prze wiele lat o nadwyżce w handlu zagranicznym, jednak nie wynikała ona z atrakcyjności meksykańskich towarów i usług na rynkach światowych, lecz była efektem głębokiej nieufności do meksykańskiej polityki gospodarczej. Cudzoziemcy wycofywali swoje inwestycje, kapitał opuszczał kraj, a ponieważ cudzoziemcy nie mogli jeść meksykańskich peso, nie pozostawało im nic innego ,jak kupować meksykańskie towary. Nadwyżka handlowa była więc tutaj tylko ubocznym produktem równoczesnego zmasowanego eksportu handlu. Jak w społeczeństwie jest zawsze tyle samo mężów i żon, tak w gospodarce narodowej istnieją zawsze jednakowo duże nadwyżki w bilansie handlowym, jak deficyt w bilansie kapitałowym (albo na odwrót). Jedno jest lustrzanym odbiciem drugiego i dlatego wszyscy, którzy się cieszą z nadwyżek w jednej dziedzinie, powinni najpierw zastanowić się , jakimi deficytami w innej dziedzinie wyrównać te nadwyżki
Haszysz 1. haszysz uzależnia
Haszysz albo marihuana , ekstrakt z kwitnących pędów żeńskich egzemplarzy konopi indyjskich (Cannabis indica) nie uzależnia bardziej niż alkohol czy nikotyna : raczej mniej. Taki zgodny wniosek wypływa z badań medycznych i socjologicznych, przeprowadzonych w USA i na całym świecie w ciągu minionych 50 lat. Wielu ludzi uważa jednak inaczej, co bierze się przede wszystkim stąd, że nie znają tego środka i wrzucają go do jednego worka z naprawdę niebezpiecznymi , twardymi narkotykami jak heroina czy kokaina
Haszysz 2. Kto używa haszyszu, ten później sięga po twarde narkotyki
Wielu ludzi uzależnionych do twardych narkotyków wcześniej paliło także haszysz. Z tego faktu wyciąga się często wniosek ,że stali się narkomanami ponieważ palili haszysz. Teza ta jednak zdaniem większości współczesnych badaczy narkomanii jest nie do utrzymania. W najlepszym razie można udowodnić pośredni związek : palacze haszyszu, kupujący towar, często trafiają do kręgów w których sprzedaje się też twarde narkotyki i stają się zwierzyną łowną dla handlarzy. "Możiwe ,że pewne długofalowe zmiany w zachowaniu zależą w większym lun mniejszym stopniu od środowiska społeczno-kulturowego - opiniuje Światowa Organizacja Zdrowia - Na przykład palacz haszyszu w społeczeństwie w którym palenie konopi jest nielegalne i powszechnie potępiane automatycznie przynależy do grupy osób nieprzystosowanych społecznie. Ten prosty fakt może zamknąć przed nimi różne możliwości adaptacji społecznej i popycha do wyboru odmiennego stylu życia, który często nie ma najmniejszego związku z braniem narkotyków". Nikomu na przykład nie przyszłoby do głowy że głód kokainowy wywalany jest przez nikotynę dlatego ,że większość współczesnych konsumentów kokainy paliła wcześniej lub w dalszym ciągu pali papierosy. Żeby doprowadzić do absurdu ten pozorny argument, możemy powiedzieć , iż w takim przypadku musielibyśmy też zabronić konsumpcji kurzych jaj i mleka, gdyż nie ma chyba na świecie takiego zbrodniarza , ludobójcy czy przestępcy seksualnego, który nigdy w życiu nie pił mleka lub nie jadł sadzonego jaja. Mamy tutaj odwieczny problem współwystępowania i związku przyczynowego: dwa sposoby zachowania występują jednocześnie, a już wyciąga się wniosek, że jedno wywołuje drugie, zachodzi więc korelacja dodatnia.
Hipokrates. Przysięga Hipokratesa ma przede wszystkim chronić pacjentów
Tekst znany dziś jako przysięga Hipokratesa nie pochodzi od Hipokratesa ani nie zawiera tego, w co wierzy wielu lekarzy i nie lekarzy. Gdy Hiporaktes najsłynniejszy lekarz starożytności, zmarł w roku 377 p.n.e. , tekst przysięgi jeszcze nie istniał. Jak wiele innych pism, także "Przysięgę" przypisano mu później, przypuszczalnie po to , aby nadać jej większą wagę. Ale nawet dzisiaj jest ona niedokładnie rozumiana. Jej współczesna wersja, tak zwana genewska przysięga lekarska z 1948 roku, pomija wiele fragmentów tekstu wyjściowego. Oprócz nakazu zachowania tajemnicy lekarskiej i troski o pacjentów ("Przywracanie zdrowia moim pacjentom i utrzymywanie ich w zdrowiu będzie moim pierwszym przykazaniem … itd.) oryginalna przysięga zawiera także różne ustępy, które bardziej mają na względzie dobro lekarzy niż pacjentów. "Wiedzę medyczną będę przekazywał tylko swoim synom synom mych nauczycieli oraz studentom immatrykulowanym zgodnie z prawem i nikomu innemu" - głosi na przykład ów dawny przekaz, w zawoalowanej formie przedstawiając zamiar maksymalnego ograniczenia liczby medyków a tym samym liczby konkurentów; również zawarte w niektórych wersjach wezwanie, by kolegów i ich rodziny leczyć bezpłatnie, ma chyba służyć przede wszystkim lekarzom
Igloo. Eskimosi żyją w igloo
"Igloo" w języku eskimoskim znaczy po prostu "dom", i w tym sensie Eskimosi tak jak my mieszkają w domu, czyli w igloo. Ale jeśli przez "igloo" rozumiemy domy ze śniegu, które wszyscy kojarzymy z Eskimosami, to powyższe stwierdzenie jest z całą pewnością fałszywe. Z około 30 000 Eskimosów żyjących obecnie na Grenlandii i w Kanadzie więcej niż połowa nie widziała nigdy w życiu takiego śnieżnego igloo, a tym bardziej w nim nie mieszkała. Bardzo nieliczne plemiona kanadyjskich Eskimosów mieszkają w "prawdziwych" igloo,a i to tylko zimą, i tylko wtedy , gdy nie znajdą innego materiału na dom. Pozostali Eskimosi znają śnieżne igloo co najwyżej jako tymczasowe kwatery myślieskie
Indianie. Indianie mają czerwoną skórę
Gdy pierwsi europejscy osadnicy przybyli do Ameryki Północnej, nie nazywali pierwotnych mieszkańców "czerwonoskórymi" ale "Indianmi", "dzikusami" albo "poganami". Określenie "czerwonoskórzy" pochodzi przypuszczalnie od osiemnastowiecznego szwedzkiego przyrodnika, Karola Linneusza, który podzielił ludzi na homo europaeus albescens, homo americanus rubescens, hoo asiaticus fuscus, homo africanus Niger, nie zważając jednak przy tym ,że czerwony kolor twarzy północnoamerykańscy Indianie zawdzięczali jedynie farbie, którą zwykli się smarować. Naturalnym kolorem skóry Indian jest blady brąz. Mimo to w późniejszych wydaniach dzieł Linneusza, rubescens (czerwonawy) zmieniono nawet na rufus (rudy), zapewne z inicjatywy innych uczonych nie ruszających się zza biurka, którzy oceniając na odległość , przypisali Chińczykom żółty kolor skóry. Kiedy potem sam wielki Immanuel Kant, który pewnie nigdy w życiu nie widział na oczy Indianina określił kolor ich skóry jako "miedziany", w zachodniej świadomości utrwalił się ostatecznie wizerunek Indian jako czerwonoskórych
Intelektualiści. Intelektualiści są sumieniem narodu
Intelektualiści, czyli osoby, które zarabiają lub chętnie zarabiałyby na życie pisaniem i mówieniem, raczej łatwiej dają się uwieść różnym światopoglądom niż tzw. normalni ludzie. Za przykład może choćby posłużyć oda do napisana przez czołowego intelektualistę NRD , Johannesa R. Bechera, na cześć Józefa Stalina, ludobójcy, który miał na sumieniu 10 milionów ofiar. Dziś można by szukać usprawiedliwienia : biedny, Becher nie mógł inaczej, był przecież ministrem kultury NRD. Ale inni intelektualiści też piali peany zupełnie bez przymusu ; "Gdy serce Stalina przestało bić, miliony ludzi poczuły się sierotami" (Anna Seghers); "My twórcy niemieccy, przyrzekamy urzeczywistniać w swojej pracy nauki Stalina i dochować wierności jemu, , geniuszowi pokoju" (Bertold Brecht); "Spoczywaj w pokoju ,Józefie Stalinie (Arnold Zweig); "Stalin kesy samym południem ludzi i dojrzałością narodów" (Pablo Neruda) itd., itp. Stalin nie jest odosobnionym przypadkiem; od Mao przez Castro po Ho Szi Mina, a nawet Pol Pota i Saddama Husajna nie ma na świecie dyktatora, który nie potrafiłby zgromadzić wokół siebie zachodnich intelektualistów - entuzjastów. Jedyny warunek : musi im schlebiać. George Bernard Shaw na przykład, nieprzejednany w swej krytyce społecznej, podczas podróży po Rosji w 1930 roku , gdy miliony Rosjan umierały z głodu , wyrzucał przez okno pociągu przywiezione ze sobą artykuły spożywcze - kto by przywoził chleb i masło do raju! "Nigdy dotąd nie podróżowałem tak luksusowo - pisze Andre Gide z Rosji w 1938 roku, w okresie wielkich czystek - Zawsze najlepszy przedział w pociągu, najlepszy pokój w hotelu, najlepsze jedzenie, jakie tylko można sobie wyobrazić. I co za przyjęcie! Co za gościnność! Powszechny aplauz i podziw" Ten aplauz to chloroform dla agresywnego czasami krytycyzmu, niektórych współczesnych literatów; dopóki bije się im brawo, patrzą na świat oczami tych, których chwalą. Pisarze i twórcy telewizyjni, którzy we Frankfurcie, Londynie lub Kopenhadze natychmiast dostrzegliby każdego bezdomnego, dają się obwozić po dzielnicach nędzy Moskwy lub Pekinu i nie widzą nic prócz szczęśliwych twarzy (Jak to wyraził jeden z podróżujących po Rosji intelektualistów, cytowanych przez Paula Hollandera w Political Pilgrims : "Gdzie indziej brud i śmieci są jakoś deprymujące, a tutaj wydawały się nam tak romantycznie proletariackie"). Jean Paul Sartre był zachwycony Fidelem Castro - który w odróżnieniu od de Gaulle′a przyjął literata niemal jak oficjalnego gościa państwowego (Cóż w porównaniu z tym znaczy fakt ,że za rządów Castro Kubańczycy stali się jednym z najbiedniejszych narodów świata!) Salman Rushdie iFranz Xaver Kroetz piszą hymny na cześć podejmujących ich z wielką pompą dyktatorów Nikaragui (to ,że w tym czasie odbywa się tam zorganizowane przez państwo ludobójstwo Indian, jest sprawą drugorzędną), a Graham Green, ze łzami w oczach opowiada o przemówieniu sekretarza generalnego KPZR. Naprawdę krytycznych intelektualistów jak Hans Magnus Enzensberger, George Orwell, czy Bertrand Russell ,można policzyć na placach
Jabłko. Ewa zerwała w raju jabłko.
Zakazany owoc o nazwie "jabłko" nie pojawia się nigdzie w Biblii. W polskim przekładzie mówi się tylko : "Niewiasta odpowiedziała wężowi : --Owoce z drzewa tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa ,które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział : Nie wolno wam jeść z niego a nawet go dotykać, abyście nie pomarli -". Jak z tego drzewa, "które jest w środku ogrodu", zrobiła się jabłoń nikt dokładnie nie wie. Autor tego fragmentu Biblii najprawdopodobniej nie miał na myśli jabłoni - jabłek nie uprawiano bowiem wtedy na Bliskim Wschodzie. O wiele bardziej prawdopodobne byłoby drzewo figowe, gdyż Adam i Ewa po zjedzeniu owocu zasłonili się listkami figowymi. Jabłko trafiło do Biblii przypuszczalnie poprzez mity Greków i Celtów. Uchodziło ono wśród tych ludów za symbol miłości, a ponieważ seks jest dla dobrych chrześcijan czymś złym, zakazane drzewo mogło być tylko jabłonią
Jaja 1. Brązowe jaja są bardziej pożywne niż białe
Zewnętrzna postać kurzego jaja nie ma nic wspólnego z jego wnętrzem. Kolor jaj , a więc kolor zewnętrznej warstwy skorupki, od czystej bieli do ciemnego brązu, zależy od rasy kury. Na przykład cenione ze względu na odporność i płodność białe leghorny znoszą tylko białe jaja (kolor jaja odpowiada kolorowi płatków uszu nioski : kiedy są białe, również jaja są białe, kiedy są czerwone ,jaja są brązowe). Brązowe jaja są rzadsze, ponieważ kury , które je znoszą, robią to mniej chętnie i dlatego rzadziej się je spotyka w kurzych fermach. I tylko dlatego ich jaja są droższe - nie dlatego ,że są lepsze, ale dlatego ,że są rzadsze i ,że nikt nie może zabronić handlarzom jaj wykorzystywania głupoty klientów
Jaja 2. Im większe jaja, tym dłużej ptaki muszą je wysiadywać
Duże ptaki niekoniecznie wysiadują swoje jaja dłużej niż małe ptaki małe jaja. Struś afrykański - 150 kg wagi i 2,5 m wzrostu mierzonego od głowy do stóp - największy i najcięższy ptak na świecie, siedzi na swoich 1,5 kg jajach tylko 42 dni, albatros wędrowny natomiast 73 a kiwi 80 dni. Najkrócej wysiadują jaja czerwone gołębie ziemne (Geotrygon montana) i wdówki rajskie (Steganura paradise), których potomstwo wykluwa się już po 10-11 dniach. Największe ptaki nie zawsze też znoszą największe jaja. W stosunku do wagi ciała samicy strucie jajo waży 1-2% , jajo kiwi natomiast 20-30% ciężaru samiczki; nie ma reguły pozwalającej wnosić z wielkości ptaka o wielkości jego jaja.
Jaja 3. Ugotowane jajo nigdy nie przejdzie bez szwanku przez wąską szyjkę butelki
Kto kiedykolwiek próbował włożyć do małej butelki ugotowane na twardo i obrane jajo, prawdopodobnie powie ,że to niewykonalne, gdyż ciśnienie powietrza wewnątrz butelki uniemożliwia wsunięcie jaja do środka. Jeśli zaś spróbujemy pokonać opór, naciskając mocniej, jajo ulega zniszczeniu .Mimo to grube jajo może przejść przez wąską szyjkę butelki, gdy powietrze w butelce podgrzejemy (choćby wrzucając do niej płonącą zapałkę), a potem przyciśniemy jajo do brzegi otworu i poczekamy. W trakcie ochładzania się powietrza powstanie podciśnienie, które wessie całe i nieuszkodzone jajko do środka butelki
Jajko Kolumba
"Jajko Kolumba" oznacza proste rozwiązanie pozornie trudnego problemu : Jak postawić jajko na sztorc? Odpowiedź : Trzeba je nadtłuc, wtedy będzie stać. Według relacji Włocha Benzoniego (Wenecja, 1565) tak podobno poradził sobie z tym zadaniem Krzysztof Kolumb na bankiecie u kardynała Mendozy w 1493 roku. Jednak kilkanaście lat wcześniej, Vasari ,kolega Benzoniego przypisał tę anegdotę florentczykowi Filippo Brunelleschiemu. Brunelleschi podczas burzliwej dyskusji na temat budowy kopuły florenckiej katedry zapytał sceptycznie nastawionych do jego planu kolegów po dfachu : "Czy ktoś wie jak postawić jajko na sztorc?" Naturalnie nikt nie wiedział. Wtedy Brunelleschi w wiadomy sposób postawił jajko i oświadczył że równie proste byłoby zbudowanie kopuły katedry według jego planów. Przypuszczalnie jednak ani Brunelleschi ani Kolumb nie wpadli pierwsi na ten pomysł . W Hiszpanii o wiele wcześniej znane było powiedzonko o "jaku głupiego jasia". Najprawdopodobniej historia o nadtłuczonym jajku przywędrowała ze Wschodu wraz z Arabami
Jaskiniowi ludzie. Ludzie pierwotni żyli przeważnie w jaskiniach.
Ponieważ tak wiele materialnych śladów życia człowieka pierwotnego znajdujemy właśnie w jaskiniach, nietrudno o wniosek, że nasi przodkowie w nich przeważnie żyli. W rzeczywistości jednak jaskinie służyły tylko jako tymczasowe kwatery zastępcze i kryjówki - ludzie pierwotnie , kiedy tylko to było możliwe, żyli , polowali, pracowali i spali pod gołym niebem na świeżym powietrzu. To ,że poza jaskiniami znajdujemy znacznie mniej śladów ich życia, bierze się stąd, że na otwratym terenie zniszczyły je wiatry i deszcze
Jedzenie. Ludzie grubi jedzą więcej niż chudzi
Dlaczego ludzie grubi są grubi? Popularna odpowiedź brzmi : bo za dużo jedzą. W pewnym sensie tak właśnie jest. Gdyby mniej jedli, mniej by ważyli. Ta banalna prawda odnosi się do wszystkich ludzi, zarówno grubych jak i chudych. Od każdej kalorii ponad to, czego potrzebuje nasz organizm, stajemy się ciężsi; za sprawą każdej kalorii brakującej do wyrównania strat energii znajdujemy się lżejsi. Ale w pewnym sensie odpowiedź ta jest również fałszywa. Może to bowiem i prawda , że ludzie grubi jedzą więcej, niż potrzebują do utrzymania wagi ciała , ale przeciętniej jedzą mniej niż chudzi. Jak wskazują kolejne badania dotyczące żywienia, wykonywane w kontrolowanych warunkach, ludzie jedzący dużo są zazwyczaj chudsi. Na przykład angielskie nastolatki jedzą o wiele mniej od swych rodziców, średnio o 300 do 500 kalorii dziennie mniej , niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia, a mimo to przeważnie są zbyt grube. Badanie przeprowadzone w Szkocji dowiodło, że grube dziewczęta wcale nie jedzą więcej niż chude- jedzą mniej. Inne badanie, którym objęto ponad 3000 dorosłych Anglików i Angielek - 900 pracowników firmy Beacham Foods, 1000 urzędników londyńskiego magistratu oraz 1500 urzędników państwowych - wykazało ku niemałemu zaskoczeniu wszystkich uczestników "bardzo wyraźną ujemną korelację między ilości dostarczanych kalorii a wskaźnikami ilościowymi dotyczącymi tłuszczów w organizmie, w równym stopniu u obu płci i dla wszystkich trzech populacji. bez względu na to kim jest badana osoba, można powiedzieć ,że jedząc mniej , stajemy się grubsi". Grubi ludzie na ogół są grubi pomimo, lecz ponieważ tyle poszczą. Zapotrzebowanie energetyczne naszego ciała zależy również od jedzenia : kto mało je, wdraża ciało do lepszego wykorzystania tej skromnej ilości pożywienia i mniejszego marnotrawienia żywności - krótko mówiąc jak powiadają chłopi , dla lepszego zużytkowania paszy. Kiedy więc dwaj mężczyźni ważący po 80 kg i mający identyczne zapotrzebowanie na energię w wysokości 2800 kalorii konsumują dziennie po dwa steki z jarzynami i klika piw co daje łącznie 3500 kalorii, jeden może dzięki temu chudnąć, a drugi tyć. Jeśli jeden z nich wcześniej długo pościł i przestrzegał diety, jego organizm wykorzysta może 3000 z 3500 kalorii - a więc o 200 więcej, niż byłoby konieczne do utrzymywania wagi - i ten mężczyzna przytyje. Drugi nie ma za sobą kuracji odchudzającej i traktuje swoje pożywienie bardziej rozrzutnie, wykorzystując, powiedzmy tlko 2500 z 3500 przyjętych kalorii. To 300 mniej niż potrzebuje - więc schudnie. Z powyższego należy wyłączyć pewne przypadki , gdy dwie osoby, mimo identycznego wzrostu, postury i wagi potrzebują różnych ilości kalorii. Dzieje się wtedy to, gdy jedna z takich osób dba o sprawność fizyczną i uprawia sport,a druga nie. Wówczas sportowiec, z racji większego udziału masy mięśniowej w masie ciała, także przy zupełnej bezczynności, wyłącznie za prawą podstawowej przemiany materii, potrzebuje więcej kalorii niż jego leniwy kolega. Wówczas nawet przy identycznym wskaźniku "zużytkowania paszy" może schudnąć, podczas gdy drugi , nie jedząc i nie wykorzystując ani grama więcej, tyje
"Jesteś tym co zjesz"
Ten przesąd wlecze się za nami od czasów gdy jako dzikusy mieszkaliśmy w lesie. Mięso psie daje szybkość, lwie - siłę a jądra bawołów zwiększają potencję seksualną. Kobieta która podaje mężowi mózg hieny chce żeby stał się głupi jak hiena, a kto źle słyszy, z pewnością je dużo nietoperzy. Wierzyło w to i wierzy w to wiele ludów pierwotnych, a większość klientów współczesnych sklepów z żywnością ekologiczną wcale nie jest mądrzejsza. Współcześni specjaliści w zakresie odżywiania mogą się spierać o wiele spraw ,ale są jednak zgodni : to czy, ziemniaki do naszej pieczeni wołowej wyrosły na krowim gnoju czy nawozach sztucznych, nie obchodzi naszego organizmu. Jak silnik samochodowy nie wie ani nie musi wiedzieć czy spalana przezeń benzyna pochodzi z Brent Crude czy Saudi Lightm tak samo komórki ustrojowe, w których na samym końcu łańcucha przemiany materii odbywa się ostateczne przetworzenie pokarmu w energię, nie mogą i nie muszą znać pochodzenia swego paliwa. Białko pozostaje białkiem, tłuszcz tłuszczem, węglowodany węglowodanami a witaminy witaminami - niezależnie od tego czy były głęboko mrożone czy też kupiliśmy je świeże czy zostały wytworzone w sposób chemiczny czy biologiczny, czy są z puszki czy nie, czy konsumuje się je w MacDonaldzie, czy jakiejś ekskluzywnej restauracji. Nasz organizm nie interesuje się tym skąd pochodzą dostarczane mu substancje odżywcze
Jezus Chrystus. Jezus urodził się w roku 0 lub 1
Według naszej rachuby czasu nie ma roku zero . Rokiem narodzin Jezusa Chrystusa jest raczej rok 1. Przypuszczalnie jednak w roku 1 Jezus miał już pięć lub siedem lat. Jeśli bowiem urodził się za panowania króla Heroda nie mógł się urodzić po jego śmierci - a krtól Herod zmarł prawdopodobnie wiosną 4 roku p.n.e. Zarządzony przez Augusta wielki spis ludności , z powodu którego Maria i Józef udali się do Betlejem, odbył się w 8 roku p.n.e.. Także spekulacje dotyczące Gwiazdy Betlejemskiej - czy była planetą, kometą czy supernową - wskazują na narodzenie Chrystusa kilka lat przed naszą era : w kwietniu roku 4 p.n.e. widać było nową, między marcem a majem roku 5 p.n.e. - kometę , którą wiele uważa za najbardziej prawdopodobny pierwowzór gwiazdy, a w roku 7 p.n.e. - potrójną koniunkcję Saturna i Jowisza . Natomiast około roku 1 p.n.e i 1 n.e. na gwiaździstym niebie nad Palestyną nic się nie działo. Rok 1 jako rok narodzin Jezusa wyznaczono znacznie później, w VI wieku, kiedy wiele źródeł zaginęło, a wszyscy współcześni Jezusowi dawno rozpadli się w proch. Moment ten to rok 754 rzymskiej rachuby czasu, lecz zdaniem historyków mnich Dionizy Mały, który na polecenie papieża dokonał przeliczenia, pomylił się o cztery lata. Zgodnie ze swą własną logiką musiał ustalić rok 750 według rachuby rzymskiej, a więc według rachuby chrześcijańskiej rok 4 p.n.e.. Dlatego również ten rachunek przemawia za narodzeniem Chrystusa przed naszą erą. Są jednak też argumenty za narodzeniem Chrystusa w roku 1. Według Ewangelii św. Łukasza Jezus podczas chrztu przyjętego od Jana miał "około" trzydziestu lat. Chrzest ten odbył się w roku 16 panowania cesarza Tyberiusza (także za Łukaszem), więc narodziny Jezusa powinny wypaść 14 lat przed rozpoczęciem tego panowania tzn. w roku 1 (jeśli owe 30 lat potraktujemy dosłownie). Żeby jeszcze bardziej skomplikować te rozważania, może również przytoczyć argumenty przemawiające za inną datą narodzin - w roku 7 n.e. Wed;ług Ewangeli Łukasza namiestnik rzymski w Syrii w okresie spisu ludności nazywał się Kwiryniusz - a Kwiryniusz był namiestnikiem w latach 6-7 po narodzeniu Chrystusa.
Język niemiecki. Język niemiecki omal nie został językiem urzędowym w USA
Prawdą jest ,że w Ameryce Północnej pod koniec XVIII wieku nie wszyscy ludzie lubili posługiwać się angielskim jako językiem znienawidzonej potęgi kolonialnej. I jeśli możemy ufać relacjom deputowanego Johana Jakoba Mühlenberga, w regionalnym referendum angielski wygrał z niemieckim zaledwie jednym głosem. Nie wolno jednak wyciągać z tego pochopnych wniosków, większość ludzi w ówczesnych koloniach angielskich nie znała niemieckiego, a wspomniane referendum zostało pewnie wymyślone po to ,żeby obrazić Anglików
Jodłowanie. Jodłuje się tylko w Bawarii
Znany pod nazwą jodłowania śpiew z charakterystycznymi nagłymi przejściami z piersiowego rejestru na falset jest także rozpowszechniony daleko poza granicami Bawarii, na przykład w Polsce, Finlandii i Rumunii. Poza Europą znany jest między innymi w Chinach, Tajlandii i Kambodży - rekord świata w jodłowaniu należy do Kanadyjczyka Dona Reynoldsa i wynosi 7 godzin 29 minut (27 listopada 1976 roku w Brampton, Ontario)

Kalorie. Jedna kaloria ogrzewa gram wody o jednej stopień Celsjusza
Oto teoria szeroko rozpowszechniona wśród piwoszy, ale niestety fałszywa : ogrzanie litra piwa od 10 stopni Celsjusza do temperatury ciała (37o C) kosztuje ciało 37-10 x 1000 = 27 000 kalorii .Ponieważ litr piwa zawiera tylko 400 kalorii, jego ogrzanie wymaga większej ilości kalorii, niż piwo nam dostarcza. Tak więc pijąc schłodzone lodem piw człowiek chudnie. Rachunek ten jest fałszywy, ponieważ znane wartości kaloryczne produktów spożywczych podawane są nie w kaloriach ale kilokaloriach. Kaloria to ilość energii potrzebna do ogrzania 1 grama wody o stopień Celsjusza. Jednak w większości książek dietetycznych i tabel energetycznych podaje się ,że jest to ilość energii potrzebna do ogrzania o jeden stopień 1000 g wody - a więc tysiąc razy więcej. Jeśli więc czytamy : gram tłuszczu zawiera 9 kalorii - znaczy to kilokalorii. A 27 000 "normalnych" kalorii to tylko 27 kilokalorii i dlatego z 400 kilokalorii w litrze zimnego piwa zawsze pozostają 373 i brzuchy piwoszy nadal mogą rosnąć
Kameleon. Kameleon dostosowuje barwę ciała do otoczenia
Kameleon istotnie potrafi zmieniać barwę ciała.Ale robi to z powodu upału, zimna, głodu lub strachu, nie zaś po to by dostosować swoją barwę do otoczenia (np. w nocy jego ciało staje się jaśniejsze)
Kanada. Kanada jest wysunięta dalej na północ niż Niemcy
Większość Kanadyjczyków mieszka na tej samej szerokości geograficznej co Włosi : Toronto leży dalej na południe niż Mediolan, nawet zimny Montreal jest dalej wysunięty na południe niż jakiekolwiek miasto niemieckie ;łącznie około 20 z 27 milionów Kanadyjczyków mieszka na terenach położonych dalej na południe niż Jezioro Bodeńskie. Chętnie kojarzymy "Kanada" i "zimno", ponieważ mimo południowych szerokości geograficznych może tam być zimą znacznie chłodniej niż w Europie Środkowej, a duża część powierzchni kraju rozciąga się bardzo daleko na północ - mieszka tam jednak mało ludzi.
Kanibalizm. Kanibale jedzą swoje ofiary z głodu
Celem rozpowszechnionego wśród niemal wszystkich ludów pierwotnych kanibalizmu (zwanego antropofagią) nie jest odżywianie; chodzi raczej o to by dusza i siła ofiary przeszły na jedzącego. Znane obrazy misjonarzy gotowanych w garnkach kanibali rozmijają się zatem z prawdą historyczną : z pewnością żaden kanibal nie chciałby przejąć duszy misjonarza
Kapitan z Köpenick. Kapitan z Köpenick był człowiekiem wiecznie przegrywającym
Szewc Wilhelm Vogt czyli kapitan z Köpenick, przedstawiany chętnie z literaturze i filmie jako typowy przegrany, był w o wiele mniejszym stopniu bity przez los, niż wmawiają nam źródła. W każdym razie jego ostatni i najsławniejszy "skok" przyniósł mu niemałą korzyść. Gdy w swoim używanym mundurze kapitańskim 16 października 1906 roku zatrzymał kilku grenadierów i wraz z nimi zajął ratusz w Köpenick, maił już za sobą 28 lat, czyli prawie dokładnie połowę życia spędzoną za kratkami - a będzie jeszcze musiał odsiedzieć 20 miesięcy za bezprawne pozbawienie wolności, oszustwo i sfałszowane dokumentów. Jednak tym razem, inaczej niż przy poprzednich przewinieniach - drobne kradzieże, fałszowanie dokumentów, włamanie - mimo aresztowania to on jest wygranym; cała sprawa trafia do gazet Vogt staje się sławny, w więzieniu otrzymuje pocztą pieniądze a nawet propozycje małżeństwa, a cesarz osobiście darowuje mu większą część kary. Po wyjściu z więzienia wędruje przez kilka lat po niemieckich gospodach i jarmarkach, opowiadając o swoich przygodach. Z honorariów za te solowe występy i z dochodów ze sprzedaży zdjęć z autografem, przestawiających go w mundurze kapitańskim, w 1912 roku kupuje sobie w Luksemburgu dom, w którym żyje jeszcze spokojnie 10 lat jako rentier i w o wiele bardziej komfortowych warunkach niż większość ówczesnych Niemców
Karol Wielki . Karol Wielki wymordował pod Verden nad Allerem 4000 Sasów
To że czytelnicy wciąż natykają się w biografiach i książkach historycznych na tę makabreskę, przypuszczalnie jest wynikiem historycznego nieporozumienia. Prawda ,że Sasowie sprawiali Karolowi Wielkiemu wiele kłopotów i że obie strony w tej walce na śmierć i życie niezbyt cackały się ze sobą, ale gdyby Karol rzeczywiście kazał od razu ściąć głowy 4000 wziętych do niewoli Sasom, nawet według ówczesnych miar byłoby to niewybaczalnym ekscesem. O tej rzekomej rzezi wiemy przede wszystkim z powstałych około 1100 roku , a więc ponad 300 lat później zapisków arcybiskupa Jeana Turpina z Reims. A jak z 40 zabitych robi się w przekazach 400 a potem 4000, wiadomo aż nazbyt dobrze. Możliwe też ,że to tylko niedbały kopista zrobił z delocati (przesiedlił) decollati (ściął). Karol bowiem często , podobnie jak już przed nim Rzymianie, po prostu przesiedlał zbuntowane plemiona barbarzyńskie, zamiast je zabijać. Jeszcze dziś niektóre nazwy miejscowości, jak Sachsenhausen pod Frankfurtem nad Menem czy Sachsen pod Ansbach, świadczą o pochodzeniu ludzi , którzy tam mieszkają
Keczup. Keczup to wynalazek amerykański
Ten sos pomidorowy jako "ke-tsiap" trafił wraz z chińskimi imigrantami do Ameryki. Tam "odkrył" go w 1869 roku potomek przybyszów z Niemiec o nazwisku Henry John Heinz i dzięki wyrafinowanej reklamie oraz masowej produkcji uczynił niego typowy produkt amerykański, znany powszechnie do dzisiaj. Podobnie jak w wielu innych przypadkach mamy tu do czynienia z towarem, który uchodzi za rdzennie amerykański, choć w rzeczywistości pochodzi z Dalekiego Wschodu
"Kiedy odchodzi następny łabędź?"
Pytanie to często przypisuje się tenorowi Leo Slezakowi jako reakcję na nadgorliwość pracownika teatru , który podczas przedstawienia Lohengrina pospieszył się i wysunął na scenę łabędzia z łodzią ,ale bez Slezaka. W rzeczywistość anegdotę opowiadano już o różnych poprzednikach Slezaka. Pierwszym Lohenginem, który zareagował w ten sposób na zbyt wczesne pojawienie się łabędzia, był przypuszczalnie pierwszy wykonawca tej roli, tenor Joseph Tichtschek (1807 - 1886)
Kleopatra. Kleopatra była wielką pięknością
Starożytni historycy, jak Kasjusz Dion, którzy wychwalali Kleopatrę jako "najpiękniejszą ze wszystkich kobiet", nigdy nie widzieli obiektu, swych zachwytów (Kasjusz Dion, żył ponad sto lat później).W rzeczywistości Kleopatra nie była szczególnie piękna ,a przynajmniej nie według współczesnych wzorów. Miała podobno zbyt długi nos i wygląd "raczej majestatyczny niż piękny". Swoje powodzenie u mężczyzn - była wszak kochanką Cezara i Marka Antoniusza - zawdzięczał przede wszystkim innym wartościom - naturalnym czarowi i mądrości. Kleopatra nie byłą rodowitą Egipcjanką; po klęsce pod Akcjum i śmierci Marka Antoniusza popełniła samobójstwo. Była ostatnią królową egipską z dynastii Ptolemeuszów, wywodzącej z Macedonii
Knigge. Baron Adolf Knigge nauczył swoich współczesnych manier przy stole
Nzwisko "Knigge" kojarzy się dziś w raczej konserwatywnymi kompendiami dotyczącymi zasad zachowania się przy stole i zasad dobrego wychowania ,ale w ten sposób wyrządzamy wielką krzywdę poczciwemu Adolfowi baronowi Kniggemu (1751- 1796). W rzeczywistości bowiem baron nie był konserwatystą, a i manierami "stołowymi" niewiele się interesował. Jego dzieło o obcowaniu z ludźmi należy raczej rozumieć jako apel do szlachetnie urodzonych dam i panów, by poważnie traktowali także przedstawicieli innych stanów; ze wskazówkami na temat garderoby u zachowania przy jedzeniu ie a ono nic wspólnego. Sympatie dla "małych ludzi", jak również prawie nie skrywany podziw dla ewolucji francuskiej, kosztowały zresztą barona utratę stanowiska zwierzchnika katedry i szkoły katedralnej w Bremie; musiał udać się na wygnanie do Stade. Ale mistrzem etykiety wyższych klas Knigge nigdy nie był.
Kolacja . Jedzenie wieczorem powoduje większe przybierani na wadze niż jedzenie w południe lub rano
Dla procesu tycia nie jest istotne o jakiej porze dnia spożywamy posiłki. Nie ma żądnych dowodów przemawiających za tym ,że wieczorne posiłki powodują znacznie większe odkładanie się kalorii w postaci tłuszczu niż te same ilości pokarmu w ciągu dnia. Kalorie dostarczane wieczorem organizm zużywa po prosu wtedy , kiedy są potrzebne
Kolej żelazna. USA zawdzięczają swój rozwój gospodarczy w XIX wieku przede wszystkim kolei żelaznej.
Kolej żelazna wcale nie była wielkim kołem napędowym wczesnego wzrostu gospodarczego w USA, jak uważa dziś wielu ludzi pod wpływem legendy utrwalonej przez niezliczone filmy i powieści. W rzeczywistości, według Roberta Fogla, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, dziewiętnastowieczna gospodarka amerykańska rozwijałby się niemal tak samo szybko również bez kolei. Fogel przeprowadził kiedyś symulację ,co by się działo w Ameryce Północnej bez kolei żelaznej i doszedł do wniosku ,że w zasadzie to samo, tylko inaczej. Masowy transport pszenicy, stali i węgla mógłby się odbywać rzekami i kanałami, a szybkie przenoszenie ludzi z miejsca na miejsce - tak jak dziś : przede wszystkim po szosach, najpierw wozami konnymi, a potem samochodami, które bez konkurencji kolei o wiele wcześniej weszłyby do produkcji seryjnej - odpowiednia technika wszak już istniała. Przemysł i miasta rozwinęłyby się inaczej i gdzie indziej, wzdłuż rzek i kanałów zamiast wzdłuż linii kolejowych, pewne gałęzie przemysłu rozwijałyby się wolniej, inne szybciej , lecz w sumie brak kolei odbiłby się na gospodarce znacznie łagodniej, niż sądzi większość ludzi : strata produktu krajowego do roku 1890 wyniosłaby maksymalnie około 5%. W normalnych czasach taki średni wzrost gospodarczy osiąga się w USA w dwa lata, tzn. jeśli można wierzyć Foglowi, dzięki kolei żelaznej USA pod względem czysto gospodarczym znalazłyby się zaledwie dwa lata wcześniej tam gdzie byłyby bez kolei.
Kolonie 1. Tylko Europa miała kolonie
Kolonie istniały zawsze - kraje i regiony które wbrew swojej woli podlegały innym państwom, są tak stare jak sama ludzkość i nie do Europy należy rekord pod względem okresu trwania, obszaru i początków kolonizacji. Na przykład dawni Egipcjanie utrzymywali w zależności wiele innych ludów znacznie dłużej niż Europejczycy, a mianowicie przez pięć wieków , od XVI do XI wieku p.n.e. Także perskie imperium kolonialne, istniejące trzy wieli, i rzymskie, istniejące cztery wieku, przetrwały dłużej niż kolonie większości współczesnych państw europejskich. Również biorąc pod uwagę liczbę ludności w koloniach i w metropoliach, europejskie państwa kolonialne wcale nie były czymś niezwykłym ; nawet w szczytowym okresie europejskiej potęgi kolonialnej, a więc w latach przed pierwszą wojną światową,w koloniach mieszkało tylko około półtora raza ludzi więcej niż w metropoliach, gdy na przykład Turcy w najlepszym swym okresie rządzili trzykrotnie większą liczbą ludzi niż mieszkało w metropolii. To że pozaeuropejskie państwa kolonialne nie zajmowały nigdy tak dużej przestrzeni jak choćby imperium brytyjskie, wynikało nie tyle z braku chęci ile z organicznych możliwości. Bez dróg i niezależnej od wpływów atmosferycznych flory handlowej Persowie, Majowie, Inkowie i Chińczycy bardzo prędko osiągnęli granice swych ekspansywnych zapędów - odległe ludy trudno kontrolować , jeśli list przewożony przez muły jest w drodze cztery lata.Gdyby Chińczycy i Japończycy, a nie Europejczycy wynaleźli kompas i żeglowanie pod wiatr, może płacilibyśmy dziś trybut cesarzowi mongolskiemu i czcilibyśmy nie Jezusa lecz Buddę.
Kolonie 2. Zachodnie potęgi kolonialne były zdane na surowce ze swych kolonii
Zachodnie kraje przemysłowe nigdy nie były zdane na surowce ze swych kolonii. Handel cukrem, ropą naftową węglem, pszenicą, gumą i bananami oraz wszelkimi innymi surowcami i produktami, które kupuje uobecnia od krajów rozwijających się, jest jeszcze młodym zjawiskiem; tego handlu z koloniami wcześniej nie było. Europejscy zdobywcy wyruszyli po złoto i jedwab, a nie po ropę i bawełnę; nie mieli miejsca na statkach na nic innego. W początkach europejskiego kolonializmu handel zamorski ograniczał się przede wszystkim do towarów luksusowych bądź tego , co a takie uważano. Wprawdzie wraz pojawieniem się statków parowych handlowano również coraz częściej surowcami, ale wówczas była to wymiana przede wszystkim między poszczególnymi krajami, czyli jedno państwo kolonialne handlowało z drugim a nie kolonia z metropolią : węgiel. z Anglii do Francji, żelazo ze Szwecji do Niemiec, drewno z Norwegii do Anglii itd. W porównaniu z takim handlem import z kolonii nie odgrywał większej roli - choćby z powodu dużych odległości i kosztów. Na początku wieku poziom samowystarczalności zachodnich krajów przemysłowych wynosił w przypadku żelaza , miedzi ołowiu, cynku ,manganu, boksytów oraz innych minerałów prawie 100 procent, a niektóre surowce, jak na przykład węgiel nawet eksportowano : średnio rocznie około 20 milinów ton z 500 milionów wydobywanych łącznie. Jedynym krajem przemysłowym zdanym już wtedy na import surowców była Japonia, lecz Japonia nie miała kolonii. Nawet w przypadku takich surowców jak bawełna, kauczuk czy fosfor, gdzie istniała pewna zależność, można ją było w razie potrzeby ławo przezwyciężyć, co pokazują doświadczenia Rzeszy Niemieckiej z I wojny światowej : kiedy zabrakło tych surowców z powodu blokady morskiej, w krótkim czasie zdobyto artykuły zastępcze. Dopiero od czasów II wojny światowej, gdy skończyły się zachodnie rządy kolonialne, ale nie wcześniej, znaczenie zwiększył się import, zwłaszcza import surowców energetycznych z Trzeciego Świata, lecz w dalszym ciągu nie daltego, że tak bardzo potrzebujemy tych surowców. Ropa jest po prostu tańsza niż węgiel, dotychczas najważniejsze źródło energii i przede wszystkim z tego powodu kraje przemysłowe ją importują Zachodnie zapasy węgla wcale nie są na wyczerpaniu, czekają na następny kryzys naftowy - i podobnie jak w przypadku innych surowców, jesteśmy uzależnieni od reszty świata w o wiele mniejszym stopniu niż sądzi wielu ludzi.
Kolonie 3. Zachodnie potęgi kolonialne potrzebują kolonii jako rynków zbytu.
Wbrew popularnemu mitowi kolonie nigdy nie były interesujące jako rynki zbytu. Od 1800 do 1937 roku tylko 17 procen całego eksportu europejskiego przypadało na Trzeci Świat, z czego połowa, między 8 a 9 procent m na kolonie. Jeśli poza tym weźmie się pod uwagę ,że na eksport idzie mniej nż jedna dziesiąta całego produktu krajowego, to widać wyraźnie, że do kolonii trafiał zaledwie znikomy ułamek europejskiej produkcji przemysłowej. Gdyby więc eksport do kolonii został z dnia na dzień zupełnie wstrzymany, większość producentów nawet by tego nie zauważyła.Wyjątkiem jest Anglia która około 40 procent całego swojego eksportu wysyła do Trzeciego Świata. Ale także tutaj, gdy porównać ten eksport z wielkością produktu krajowego, wynosił on tylko 5% - tyle o ile wzrasta gospodarka w ciągu dwóch lat. Innymi słowy , nawet w Anglii dwa lata wzrostu gospodarczego w ciągu dwóch lat. Innymi słowy, nawet w Anglii dwa lata wzrostu gospodarczego wystarczyłyby w zupełności do bezbolesnego zrezygnowania z tych rynków. Mimo to wielu ludzi patrzy na tę kwestię zupełnie inaczej. ale wynika to tylko z innego punktu widzenia. Nawet jeśli eksport na przykład maszyn parowych z USA na Kubę stanowi zaledwie znikomą część amerykańskiego eksportu tych maszyn , dla Kubańczyka wszystkie maszyny parowe pochodzą z USA. Czuje się zdominowany i zastraszony i wierzy ,że ta dominacja ma dla innych takie samo znaczenie jak dla niego samego
Kolonie 4. Zachodnie potęgi kolonialne miały z kolonii korzyść w postaci przyspieszenia wzrostu gospodarczego
Dla wzrostu gospodarczego na Zachodzie kolonie miały o wiele mniejsze znaczenie , niż się powszechnie uważa. Wśród najbogatszych krajów nie ma Hiszpanii i Portugalii, największych potęg kolonialnych z początków ery nowożytnej. Współcześni liderzy pod względem dobrobytu - Niemcy , Japonia, USA, Szwajcaria, Norwegia, Szwecja , Finlandia, Luksemburg - nigdy nie mieli kolonii lub mieli je tylko na początku swego rozwoju, a Anglia i Francja utrzymały się w tej grupie wcale nie dlatego ,że były potęgami kolonialnymi. Dobrym przykładem jest tu Belgia, w XIX wieku jeden z krajów cudu gospodarczego w Europie. Kiedy jednak Belgowie nabyli kolonie (Kongo), kraj znów znalazł się na końcu stawki .Albo weźmy Rzeszę Niemiecką, która po utracie kolonii na mocy traktatu wersalskiego bez trudu wyprzedziła pod względem gospodarczym takie potęgi kolonialne jak Francja i Anglia .Albo Holandię, która dopiero po utracie indonezyjskich kolonii po II wojnie światowej przeżyła prawdziwy rozkwit gospodarczy. Gdziekolwiek spojrzeć, miedzy wzrostem gospodarczym a wielkością kolonii istnieje zawsze "niemal doskonała korelacja" ja konstatuje historyk ekonomii Paul Bairoch, ale jest to korelacja ujemna : im więcej kolonii tym słabsza gospodarka, im mniej kolonii, tym silniejsza. Można jedynie spekulować . dlaczego tak się dzieje. Nie ulega wątpliwości ,że tak po prostu jest. Kolonie były na ogół dla swych metropolii nie tyle katalizatorem rozwoju , ile kula u nogi, wielkim hamulcem postępu gospodarczego .Może były pożyteczne jako bazy wojskowe lub miejsca zatrudniania zbędnych biurokratów, ale całościowo z ekonomicznego punktu widzenia był to deficytowy interes. Kolonie nie sprzyjały także nigdy industrializacji , a wyzysk kolonii przez Anglików i Francuzów nie był warunkiem, lecz skutkiem rewolucji przemysłowej. Gdy imperium brytyjskie pod koniec XVIII wieku, podbijając Indie, rozpoczęło okres wielkiej ekspansji, pierwsza rewolucja przemysłowa w Anglii już się skończyła. Podobnie Francuzi - rozprzestrzenili się kilkadziesiąt lat później w Afryce nie przed, ale po tym ,jak maszyna parowa i mechaniczne krosno tkackie nawozy chemiczne i przemysłowy podział pracy dokonały radykalnego przewrotu w gospodarce
Koloseum. W rzymskim Koloseum mordowano chrześcijan
Choć różne powieści i sztuki teatralne opowiadają nam co innego, w Koloseum nigdy nie rzucano chrześcijan na pożarcie lwom czy jakimkolwiek innym zwierzętom ani też nie zabijano ich tam "normalnie". Chrześcijanie , którzy umierali w starożytnym Rzymie jako męczennicy, ponosili śmierć gdzie indziej, nie w Koloseum
Kolumb. Kolumba wyśmiano na portugalskim dworze królewskim za to ,że wierzył iż Ziemia jest kulą
Nikt nie wyśmiał Kolumba. Jak stwierdza Gerharda Prause w swojej książce z 1986 roku pod takim właśnie tytułem, wciąż chętnie opowiadana legenda o odważnym odkrywcy, wyśmiewanym za to ,że wierzył iż Ziemia jest kulista, przez ograniczonych notabli na dworze portugalskim, został wymyślony później. Nieprawdą jest także ,że z podobnym brakiem zrozumienia Kolumb spotkał się potem na dworze królewskim Aragonii i Kastylii i że jego plan odkrycia drogi do Indii, nie jest jak dotychczas od wschodu do zachodu, dookoła kuli ziemskiej, został odrzucony jako zwariowany pomysł, bo wtedy ludzie rzekomo pospadaliby z płaskiej Ziemi. W rzeczywistości kulistość Ziemi nie była już wówczas tematem sporów. Żeglarze i geografowie, a także królowie Hiszpanii i Portugalii, nie mieli co do tego wątpliwości. Dyskusja obracała się już nie wokół istnienia, lecz wyłącznie wokół wielkości owej kuli; im kula większa, tym dłużej musiano by żeglować w kierunku zachodnim do Indii. Ale tutaj w błędzie byli nie przeciwnicy Kolumba, lecz on sam , oceniał bowiem obwód kuli ziemskiej opierając się na starożytnym astronomie Ptolemeuszu, na mniej więcej 28 000 km, a więc 12 000 km za mało ( i dlatego do końca życia wierzył ,że dotarł do Indii, choć w rzeczywistości pokonał tylko połowę drogi do Indii). Eksperci na dworach królewskich natomiast, opierając się na opinii florenckiego matematyka Paloa Toscanellego, oszacowali obwód Ziemi o wiele precyzyjniej, a mianowicie na 39 000 km , czyli (z dokładnością do 1000 km) tyle, ile rzeczywiście wynosi. Tym samym jednak konwencjonalną trasa do Indii "w lewo" była krótsza niż planowana przez Kolumba podróż " w prawo" i jego projekt można było odrzucić .Nikt bowiem nie mógł się wtedy domyślać, że między Europa a Indiami znajduje się cały kontynent
Kompas. Igła kompasu wskazuje północ
Ponieważ północny biegun magnetyczny i "prawdziwy" biegun północny, czyli punkt na globusie, gdzie oś obrotu przechodzi przez kulę ziemską, dzieli odległość ponad 3000 km, igła kompasu nigdy nie pokazuje dokładnie północy. Odchylenie to zwiększa się w miarę zbliżania się do północnych krańców Ziemi; kąt jaki tworzy kierunek igły magnetycznej z południkiem, nosi nazwę deklinacji magnetycznej. Ale abstrahując nawet od tej niezgodności, igła kompasu nigdy nie wskazuje dokładnie północnego bieguna magnetycznego - wskazuje tylko kierunek miejscowego pola magnetycznego w danym miejscu, którego linie sił nie zawsze pokrywają się z kierunkiem północnym. Kto więc podróżuje na północ kierując się wskazaniem igły kompas dotrze kiedyś do północnego bieguna magnetycznego - lecz nie koniecznie najkrótszą drogą
Konkurencyjność. Standard życia możemy potwierdzić tylko w międzynarodowej konkurencji
Standard życia , jaki osiągają ludzie w jakimś kraju, zależy w bardzo małym stopniu od międzynarodowej konkurencyjności tego kraju mierzonej w tradycyjny sposób : to czy niemieckie auta, kiełbasy wątrobianej lub maszyny drukarskie sprzedają w Indonezji bądź w Chinach lepiej czy gorzej od aut, kiełbas wątrobianych i maszyn drukarskich z Japonii , Francji bądź Anglii nie ma większego wpływu na standard życia w Niemczech. Mimo to wiele ludzi uważa , że jest inaczej - bierze się to z fałszywego porównania Niemiec i Japonii poprzez Daimlera-Benza i Mitsubishi - sądząc , że walka konkurencyjna krajów przypomina walkę konkurencyjną firm. Tak jednak nie jest .Daimler-Benz i Mitsubishi walczą na rynku światowym o tych samych klientów; zysk jednej firmy jest stratą drugiej, kto przegrywa w tej rywalizacji, ten musi zwinąć żagle i zniknąć z rynku. Nie dotyczy to całości gospodarek narodowych - one nie mogą zniknąć z rynku. W odróżnieniu od indywidualnych producentów produkują bowiem przede wszystkim na użytek własny. Może jeden mercedes na tysiąc kupowany jest przez któregoś z pracowników firmy, tymczasem ogół ludzi zamieszkałych w danym kraju konsumuje zdecydowaną większość produktu krajowego. Poza tym wzrost gospodarczy jednego kraju wcale nie musi odbywać się drugiego (jak to się dzieje w odniesieniu do firm), właśnie dzięki powiązaniom ekonomicznym sąsiad też korzysta ze złożonych zamówień. Nasz standard życiowy zależy więc przede wszystkim od tego ile i jak wydajnie sami pracujemy Jeżeli pracujemy więcej bądź wydajniej, standard życiowy się podnosi. Jeżeli pracujemy mniej bądź mniej wydajniej, standard życiowy się obniża. To zaś, czy w ty samym czasie wydajność gdzie indziej na świecie rośnie lub obniża się jeszcze szybciej tzn. czy nasza międzynarodowa konkurencyjność poprawia się, czy pogarsza, jest dla naszego standardu życiowego bez znaczenia (ma natomiast znaczenie dla różnicy między naszym standardem a standardem życia w innych krajach - tym jednak nie będziemy się tutaj zajmować). Wprawdzie pewne nastawione na eksport gałęzie przemysłu mogą ucierpieć, gdy w porównaniu z innymi nasza wydajność spadnie, lecz wywołane tym zaburzenia w przemyśle są zaledwie słabym wietrzykiem w porównaniu z burzami, które zawsze przynosi postęp, i to zarówno z uwzględnieniem, jak i pominięciem zagranicy. Zdecydowanie najważniejszym czynnikiem naszej pomyślności gospodarczej jest wkład naszej własnej racy i własnego kapitału. Dla gospodarki narodowej bez handlu zagranicznego Hongkong, Japonia czy Tajwan mogą leżeć nawet za Mgławicą Andromedy właściwie są jej niepotrzebne. Ale także kraje,które prowadzą handel zagraniczny, uzależnione są od międzynarodowej konkurencyjności w o wiele mniejszym stopniu, niż sądzi większość ludzi. To , czy robotnicy w Singapurze albo w Szanghaju pracują dwa lub dziesięć razu ciężej bądź wydajniej niż w Cleveland albo w Duisburgu, robotników w Cleveland i Duisburgu mało obchodzi; ich koperty z wypłatą będą bardziej wypchane, gdy to oni będą bardziej wydajni, a chudsze, gdy ich wydajność przestanie rosnąć, niezależnie od wydajności robotników w innych krajach . We wszystkich dużych krajach przemysłowych świata wzrost krajowego standardu życia wyznaczany jest niemal wyłącznie przez wzrost krajowej wydajności pracy, sukcesy eksportowe zaś wpływają na krajowy dobrobyt raczej marginalnie. Co więcej, dobrobyt jakiegoś kraju , mierzony ilością dóbr będących realnie do dyspozycji, może się nawet przez sukcesy eksportowe obniżyć. Jeśli nadwyżka eksportu możliwa jest dopiero dzięki dewaluacji naszej własnej waluty , może dojść do sytuacji, że drożej będziemy musieli płacić za import i będziemy dostawać mniej za więcej : gdy policzymy nie papierowe dewizy, lecz prawdziwe dobra gospodarcze, okaże się ,że mimo lub właśnie z powodu naszych sukcesów eksportowych mamy się pod względem ekonomicznym gorzej
Kopernik. Mikołaj Kopernik nie publikował swej teorii o obrocie Ziemi dookoła Słońca ze strachu przed Kościołem
Mikołaj Kopernik (1473-1543) , podobnie jak Galileo Galilei także uchodzi za ofiarę kleru i Kościoła . I dokładnie tak smao jak Galileusz również odgrywa tu fałszywą rolę bohatera. Głównymi wrogami Kopernika, którzy zastraszyli go do tego stopnia ,że wstrzymał się z publikacją swego najważniejszego dzieła de revolutionibus orbium coelestium (O obrotach sfer niebieskich), , byli jak w przypadku Galileusza nie tyle kaznodzieje duchowni , ile świeccy profesorowie. Przede wszystkim z obawy, że zostanie wyśmiany przez tych skostniałych zwolenników ptolemeuszowskiego obrazy świata. Kopernik pozwolił opublikować swą książkę dopiero kilka miesięcy przed śmiercią. Nastąpiło to zresztą a pod wyraźną presją duchownych przełożonych wielkiego astronoma, którzy byli bardzo zainteresowani jego ideami i prosili go "z największym naciskiem", by "udostępnij swoje odkrycia uczonemu światu". Mimo to dzieło trafiło później (od 1616 do 1758 roku) na indeks pism zakazanych, jednak stało się tak nie tyle z powodu uporu papieża, ine na skutek arogancji następcy Kopernika, Galileusza, który wbrew zwyczajom naukowym nie uznawał innych teorii oprócz własnych. Z wrogością Kościoła do wszelkiego , cen benynypostępu niema to nic wspólnego
Korelacja. Korelacja oznacza przyczynowość
Korelacja niekoniecznie ,musi oznaczać przyczynowość. Dwie zmienne uznaje się za skorelowane (a właściwie dodatkowo skorelowane), gdy wysokie wartości jednej współwystępują z wysokimi wartościami drugiej - i odwrotnie. Typowy przykład to wzrost i ciężar ciała : ludzie wysocy ważą na ogół więcej niż niscy, a mężczyzna ważący 60 kg jest przeważnie ,choć nie zawsze, niższy od mężczyzny ważącego 90 kg.. Taka korelacja nie musi jednak oznaczać , że jedna zmienna jest przyczyną drugiej. Korelacja dwóch zmiennych powstaje również często dzięki wspólnym krewnym na drugim planie, jak w przypadku wzrostu rodzeństwa , kursów giełdowych, opadów w Moguncji i w Wisbaden, stanów wody na Renie i na Dunaju, stóp inflacji w Bawari i Badenii-Wirtenbergii, ceny benzyny i oleju opałowego oraz wielu innych par zmiennych We wszystkich tych przypadkach korelacja sprowadza się do związku przyczynowego lecz nie tyle między samymi zmiennymi, ile między nimi a wspólną przyczyną, jak pogoda lub ogólna sytuacja gospodarcza. Takie korelacje występują chyba najczęściej
Krew. Znajomość własnej grupy krwi jest przydatna
Gdy lekarz chce znać grupę krwi pacjenta, sam ją oznacza (lub zleca to zadanie laboratorium) - nie może zdać się na informacje pacjenta. dlatego nie warto poświęcać zbyt wiele trudu, by uczyć się na pamięć swoich danych
Krew i żelazo
Autorem powiedzenia o "krwi i żelazie" nie jest Bismarck, jak się zazwyczaj przypuszcza. Znajdujemy je już w Declamationes rzymskiego pisarza Kwintyliana (caedes videtur significare sanguinem et Ferrum), w wirerszach Ernsta Moritza Arndta i w Żelaznym krzyżu Maxa von Schneckendorfa ("Bo żelazo tylko uratować nas może, a wybawić tylko może własna krew"), a także w rozprawie Erharda Schneckenburgera O Niemcach i europejskiej kwestii wojennej w roku 1840. Dlatego gdy Bismarck w 1862 roku powiedział w pruskiej izbie deputowanych : "Nie mowami i postanowieniami większości rozstrzyga się wielkie kwestie współczesności (…) ale krwią i żelazem" - wyrażenie to było już znane
Krokodyle łzy
Gdy krokodyle połykają duże kęsy mięsa, wydaje się ,jakby płakały. Ale nie z żalu czy smutku, tylko dlatego ,że w swej żarłoczności połykają często o wiele większe kawałki, niż mieszczą się w ich paszczy, więc potem rozpaczliwie chwytają powietrze , co podrażnia gruczoły łzowe - i tym sposobem wydają się płakać, kiedy pożerają swoje ofiary. Przypuszczalni rzymski historyk Pliniusz był pierwszym autorem, który w ten sposób mylnie zinterpretował krokodyle łzy w swojej Historii naturalnej. Odtąd uchodzą one za symbol fałszywego żalu, gdy w rzeczywistości są zwyczajnym odruchem
Kryzys naftowy. Kryzys naftowy lat 70 był historyczną premierą jako kryzys surowcowy
Kryzys naftowy lat 70 nie był ani pierwszym ani ostatnim kryzysem surowcowym na świecie; takie kryzysy towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Weźmy na przykład wielki kryzys w szesnastowiecznej Anglii, kiedy zabrakło drewna. Drewno było wtedy ,jak dziś ropa naftowa, najważniejszym źródłem energii i surowcem : służyło do ogrzewania, budowania , służyło w ogóle do życia, a kiedy się skończyło, wydawało się ,że to koniec angielskiej gospodarki. Albo wielki niedobór brązu w przedantycznej Grecji czy wynikający z potrzeb produkcji wojennej brak takich surowców, jak saletra i kauczuk w Niemczech podczas pierwszej i w Ameryce podczas drugiej wojny światowej. Podobnie jak kryzys naftowy , tak również i te kryzysy przezwyciężono bez większego trudu dzięki nowym metodom produkcji (uprawa roli i hodowla bydła zamiast polowania i zbieractwa, żelazo zamiast brązu, węgiel zamiast drewna, nawozy sztuczne zamiast guana itd.)
Kryzys w połowie życia. Każdy człowiek przechodzi kryzys w połowie życia
Wielu psychologów uważa tzw. kryzys w połowie życia za urojenie; zamiast czasu niepewności i zwątpienia dostrzega się obecnie w połowie życia raczej "okres rozkwitu" : lepsze stosunki z partnerem życiowym, idąca w parze ze zrozumieniem własnych ograniczeń redukcja stresów oraz pracoholizm, początku świadomego drugiego życia, mniej zmąconego przez iluzje. Legenda o kryzysie w połowie życia powstałą na skutek pewnej strategii badawczej, w której autorzy za punkt wyjścia swoich analiz wzięli samych siebie (zobacz na przykład uzasadnienie tezy iż "przejście do drugiej połowy życia musi przebiegać kryzysowo" przez Alexandra Mitscherlicha : "sam to przeżyłem". W rzeczywistości tylko okołó 5% ludzi przy przejściu do drugiej połowy życia miewa kryzys : z jednej strony ci szczególnie agresywni, którzy stosują wobec życia "gry wojenne" i w pewnej chwili zauważają , że nie zostali jeszcze szefami zarządu Daimlera-Benza, z drugiej zaś ludzie nadmiernie bojaźliwi, którzy wolą obchodzić z daleka wszelkie trudności i w pewnym momencie nie potrafią już przed nimi uciec. "Współczesne dla obu typów tych ludzi jest to - podsumowuje amerykański psycholog Ronald Kessler - że są oni niezdolni do realistycznego postrzegania rzeczywistości i dostosowania własnych zachowań do warunków. Między czterdziestką a pięćdziesiątką taki człowiek staje przed górą trudności i wówczas przeżywa kryzys". Pozostałych 95% ludzi , którzy nie przeceniają się do tego stopnia ani nie uciekają przed problemami, nie wie ,co to kryzys
Kula. Ziemia jest kulą
Ziemia nie jest kulą, lecz tzw. spłaszczoną elipsoidą obrotową ; nieco spłaszczoną na biegunach a na równiku trochę wybrzuszoną. Na równiku poziom morza znajduje się o 21 km dalej od środka Ziemi niż na biegunie północnym

Latanie 1. Najbezpiecznejszym sposbem podróżowania jest latanie
To zależy od punktu widzenia. Jeśli policzymy ofiary śmiertelne komunikacji kolejowej i lotniczej na całym świece (samochód jak zabójcę nr. 1 zostawmy na boku) i podzielimy te liczby przez pasażerokilometry, da to nam następujący wynik :
kolej - 9 ofiar śmiertelnycn an 10 miliardów pasażerokilometrów
smolot - 3 ofiary śmiertelne na 10 miliardów pasażerokilometrów
Jeśli zaś podzielmy liczbę ofiar przez pasażerogopdziny, a nie przez pasażerokilometry , powstanie odwrotny obraz:
kolej - 7 ofiar śmiertelnych na 100 milionów pasażerogodzin
samolot - 24 ofiary śmiertelne na 100 milionów pasażerogodzin
Innymi słowy , ryzyko utraty życia w ciągu następnej godziny jest w samolocie trzykrotnie większe, i w tym aspekcie strach wielu ludzi przed lataniem wcale nie wydaje się tak irracjonalne jak wciąż próbuje się nam wmawiać

Kiedy bracia Wilbur i Orville Wright 17 grudnia 1903 roku w pobliżu Kitty Hawk, Karolina Północna, odbywali swe słynne pierwsze loty, dwa razy po 300 metrów, byli kontynuatorami dość długiej tradycji : Francuzi Penaud, Le Bris i Tatin, Anglicy Cayley, Stringfellow i Henson, Aerykanie Chanute i Langley, Niemiec Otto Lilienthal czy Australijczyk Hargraves już wcześniej wysyłali z powodzeniem w powietrze maszyny latające. Wiele z tych wcześniejszych maszyn, choć nie wszystkie, było aparatami bezsilnikowymi lub bezzałogowymi; niektóre, tak jak maszyna Wrightów, latały już z załogą i silnikiem. Jeśli możemy ufać Guinness book of air facts and feats, Francuz Clement Adler już w 1890 roku pokonywał samolotem silnikowym podobne odległości jak bracia Wright, a po drugiej stronie kuli ziemskiej Nowozelandczyk Richard William Pierce pół roku wcześniej niż Wrightowie przeleciał w samolocie z silnikiem benzynowymi wzdłuż "Main Waitohi Road" w pobliżu South Cantenbury. Jedyny rekord do którego Wrightowie przepuszczalnie rzeczywiście mogą sobie rościć prawo, to pierwszy kontrolowany lot silnikowy maszyną cięższą od powietrza
Lekki 1. Lekkie artykuły spożywcze są z zasady niskokaloryczne
Reklamowanie produktów spożywczych jako "lekkich" (lub "light") wcale nie gwarantuje automatycznie małej ilości kalorii. Według prawa niemieckiego "lekki" artykuł spożywczy (albo w języku urzędowym : "o zmniejszonej kaloryczności") może zawierać w przeliczeniu na gram lub kilogram maksymalnie 60 procent kalorii zawartych w porównywalnym produkcie "normalnym". Jeśli więc ser twarogowy zawiera zamiast 25 procent tłuszczu, jak inne sery, tylko 15 , to według tej interpretacji jest "lekki" ,a "normalny" twaróg z 10 procentami tłuszczu "lekki" nie jest. Lekkie artykuły spożywcze, lekkie również w wartościach bezwzględnych , noszą też czasem nazwę "niskokalorycznych". Produkt niskokaloryczny (w przeciwieństwie do produktu o zmniejszonej kaloryczności) może zawierać najwyżej 50 kilokalorii na 100 gramów (w przypadku napojów : maksymalnie 200 kilokalorii na litr). Innymi słowy , istnieją produkty lekkie, ale nie niskokaloryczne - jak "lekki" ser lub "lekka" kiełbasa, oraz niskokaloryczne, ale nie "lekkie" - jak większość sałatek, soków i warzyw, które zawierają mają niewiele kalorii
Lekki 2. "Lekkie" artykuły spożywcze zawierają mniej ciała ciał obcych i inne
Wielu ludzi uważa , że ponieważ "lekkie"" produkty spożywcze mają mniejszą kaloryczność niż "normalne" ,zawierają też mniej ciał obcych - ale to tylko kolejna iluzja. Na ogół jest dokładnie odwrotnie. Wraz z tłuszczem i cukrem eliminuje się bowiem nie tylko kalorie, lecz również substancje smakowe i konserwujące które trzeba czymś zastąpić, a to z reguły oznacza użycie środków sztucznych. "Produkty lekkie należą zatem do najbardziej przetworzonych artykułów spożywczych" - konkluduje czasopismo "Test"
Lemingi. Lemingi rzucają się do morza , by popełnić samobójstwo
Lemingi, należące do rodziny nornikowatych, znane są z tego ,że po okresach intensywnego rozmnażania rzucają się masowo do morza. Ale nie po to by popełnić samobójstwo (i zapewnić w ten sposób pozostałym lemingom więcej miejsca i pożywienia), ale dlatego ,że się pomyliły. Opuszczając co trzy, cztery lata stare siedliska, co jest konieczne z powodu nadmiernego zagęszczenia, lemingi przepływają rzeki i jeziora, a kiedy dotrą do morza, uważają je za kolejną rzekę lub jezioro, czyli przeszkodę na drodze do nowej przestrzeni życiowej. Błąd dostrzegają za późno… Inny argument przeciwko teorii samobójczej przeciwko teorii samobójczej : przy nadmiernym zagęszczeniu stada lemingów wędrują także w góry.
"L′ état c′est moi!"
"L′ état c′est moi - państwo to ja". Te słynne słowa przypisywane francuskiemu Królowi Słońce, Ludwikowi XIV, nigdy nie padły z ust tego władcy, jeśli wierzyć jego biografowi Sieburgowi : "Wprawdzie od dawna wiadomo, że prawdopodobnie nigdy nie wypowiedział tych słów, które nie pasowały zresztą do jego koncepcji państwa, praktyka sprawowania władzy przez tak wszechpotężnego monarchę tak bardzo identyfikowała króla z państwem ,że rozwinięty przez Richelieu abstrakcyjny absolutyzm mógł przybrać za Ludwika XIV bardzo osobiste rysy". Obserwujemy tu podobny mechanizm, dzięki któremu także Marię Antoninę ("Jeśli nie mają chleba, niech jedzą ciastka") i wiele innych historycznych postaci skojarzono z pewnymi znaczącymi słowami : nie dlatego ,że naprawdę je wypowiedziały, ale dlatego ,że mogły je wypowiedzieć
Leworęczność 1. Leworęczność nie jest normalną
Wciąż jeszcze nie wyjaśniono dlaczego 80 procent ludzi na świecie preferuje prawą rękę a zaledwie 20% lewą. Pewne jest tylko ,że z czysto medycznego punktu widzenia leworęczności nie należy oceniać "negatywnie", i że stwierdzona na podstawie wielu badań większa podatność na wypadki oraz mniejsza oczekiwana długość życia mańkutów ma inne przyczyny niż leworęczność. Jedną z głównych przyczyn większej wypadkowości wśród mańkutów jest choćby zorientowany na ludzi praworęcznych świat wszelkich urządzeń ora fakt , że w przestawieni na praworęczność mańkuci siłą rzeczy używają narzędzi w sposób trochę niezręczny. Ta wymuszona praworęczność tłumaczy też zarazem w dużej mierze rzekomo mniejszą oczekiwaną długość życia mańkutów. Taki wniosek pośrednio wynika z danych statystycznych, z wiekiem bowiem zmniejsza się odsetek mańkutów w populacji. W USA na przykład mańkuci stanowią 15% dziesięciolatków , ale już tylko 5% pięćdziesięciolatków, a wśród osiemdziesięciolatków odsetek mańkutów spada nawet do 1%. Trzeba jednak wziąć pod uwagę ,że skoro z wiekiem coraz więcej ludzi odrzuca wrodzoną leworęczność, to w starszych grupach wiekowych musi być mniej "oficjalnych" mańkutów. I wcale nie dlatego, że umierają wcześniej, lecz dlatego, że ukrywają swoją prawdziwą "ręczną" preferencję
Leworęczność 2. Leworęczność jest zaprogramowana genetycznie
Większość ludzi ujawania lewo- lub praworęczność zaraz po urodzeniu, lecz według najnowszych badań nie jest to ustalone genetycznie. Na przykład wśród bliźniąt jednojajowych, mających taki sam zestaw genów, spotyka się zarówno osoby lewo- jak i praworęczne. Co więcej, wśród bliźniąt jendojajowych kombinacje leworęczny-praworęczny występują tak samo często jak wśród innych par bliźniaczych Tak więc skłonność do prawo- bądź leworęczności nie jest uwarunkowana genetycznie
Licnecje. Licnecje chronią klienta
Ograniczenia w dostępie do wszelkich możliwych zawodów - egzaminy, dyplomy, zezwolenia czy licencje -uzasadnia się od dawna koniecznością ochrony klienta. Gdy np. związek pedikiurzystów domaga się wprowadzenia surowych przepisów dotyczących wykonywania surowych przepisów dotyczących wykonywania tego zawodu, argumentując, iż to "zawstydzające, by ktoś kiepsko przygotowany mógł w tym kraju pracować z ludzkim ciałem" - robi to ponoć jedynie po to , by ochronić nas przed niewykwalifikowanymi pedikiurzystami. Gdy związek gimnastyków korekcyjnych żąda co najmniej trzyletniego stażu dla początkujących w tym zawodzie - to jedynie "w interesie pacjentów objętych gimnastyką korekcyjną" Od fryzjerów przez handlarzy nieruchomości i taksówkarzy po adwokatów oraz kominiarzy - gdy chodzi o ochronę klientów przed szarlatanami i nieukami, nasi kontrolerzy branżowi nie znają litości. Wiele jednak wskazuje na to ,że ta ochrona klientów jest tylko zasłoną; w rzeczywistości chodzi wyłącznie o interesy dobrze ustawionych oferentów, którzy nie chcą się "dzielić łakomymi kąskami" ,jak powiedział kiedyś pewien funkcjonariusz związku lekarzy w przypływie szczerości. Kontroli jakości żąda się zawsze tylko dla nowicjuszy; gdy jakiś lekarz, aptekarz , adwokat czy kominiarz wykonuje już swój zawód od dłuższego czasu, może robić co chce. Poza tym licencji i barier zawodowych domagają się zawsze sami oferenci, nigdy klienci, co doskonale wyjaśnia kogo naprawdę chronią te środki zapobiegawcze : rzadko samych klientów ,ale zawsze tych którzy wysuwają takie żądanie. "Oficjalne uzasadnienie zawsze jest takie samo - pisze laureat Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii Milton Friedman - mianowicie ochrona konsumenta. Prawdziwe motywy stają się jasne za sprawą lobbystów , którzy walczą w ciałach ustawodawczych o ograniczenie zezwoleń. Lobbyści ci są bowiem zawsze reprezentantami danej grupy zawodowej , a nie klientów. Naturalnie blacharze widzą lepiej niż inni, przed czym należy chronić ich klientów. mimo to trudno dostrzegać tylko motywy altruistyczne w dążeniu tej grupy zawodowej do decydowania o tym kto może być blacharzem a kto nie"
Lindbergh. Charles Lindbergh pierwszy przeleciał nad Atlantykiem
Amerykański pilot pocztowy Charles Lindbergh (1902 - 1974) nie był pierwszym , tylko sześćdziesiątym siódmy człowiekiem, który przeleciał nad Atlantykiem. Pierwszego przelotu transatlantyckiego, w hydroplanie NC-4 o nazwie Lame Duck ("Kulawa kaczka") z pięcioosobową załogą , dokonał amerykański oficer lotnictwa Albert C. Read w maju 1919 roku. W ciągu 57 godzin Read przeleciał z Rockport w amerykańskim stanie Nowy Jork do Plymouth na południu Anglii, tyle ,że z międzylądowaniami w stanie Massachusetts, w Nowej Szkocji (Kanada), na Nowej Funlandii, na Azorach ,w Portugalii i w Hiszpani; właściwy przelot nad Atlantykiem, liczący około 1200 mil morskich, trwał 15 godzin. Pierwszego nieprzerwanego lotu z St. John′s na Nowej Funlandii do Clifden w Irlandii dokonali Anglicy : John Alcock i Arthur Whitton Brown, w czerwcu 1919 roku; później nadano im za ten wyczyn tytuł szlachecki. Pierwszego transatlantyckiego przelotu sterowcem, ze Szkocji do Nowego Jorku , dokonał miesiąc później angielski statek powietrzny R-34 z licząca 31 osób załogą, a pierwszy przelot transatlantycki niemieckiego sterowca ZR-3 z Friedrichshafen do Lakehurst miał miejsce w roku 1924. W 1927 roku, gdy Charles Lindbergh wyruszył w podróż z Nowego Jorku do Paryża swoim Spirit od St. Louis, nad Atlantykiemm przeleciało już w sumie 66 mężczyzn (ale żadna kobieta). Jedyny rekord , do którego Lindberg może rościć sobie prawo , to piwerszy samotny lot ze wschodu na zachód, z kontynentu na kontynent. Zapewne nie wystarczyłoby to jednak do wielkiej pośmiertnej sławy jaką cieszy się ; zawdzięcza zaś ją przede wszystkim mediom i faktowi ,że wylądował nie w Plymouth ale w Paryżu
Lloyd′s . Lloyd′s ubezpiecza wszystko
Znane jako "Lloyd′s of London" zrzeszenie towarzystw ubezpieczeniowych, o którym mówi się , że ubezpieczyłoby od każdego rodzaju ryzyka, od dawna już nie ubezpiecza wszystkiego. Nie oferuje np. ubezpieczeń na życie
Lodowiec. W Afryce nie ma lodowców.
Powierzchnia afrykańskich lodowców wynosi około 13 km kwadratowych, z czego większość obejmuje Kilimandżaro. Z wszystkich kontynentów tylko Australia nie ma lodowców (ale są one na zaliczanych do Australii wyspach Nowej Gwinei i Nowej Zelandii) .Klimat afrykański nie zawsze był tak ciepły jak obecnie. Od początków naszej ery Nil na przykład zamarzał przynajmniej dwukrotnie w latach 829 i 1010
Lodówka. Przez otwieranie lodówki obniża się temperatura pomieszczenia
Gdyby ktoś w gorący letni dzień wpadł na pomysł , żeby dla ochłody otworzyć drzwi lodówki , byłby zaskoczony : temperatura w pomieszczeniu nie tylko się nie obniży, ale będzie się nadal podnosić. Wprawdzie początkowo zimne powietrze z lodówki przyniesie trochę ochłody, lecz potem, wskutek ciągłej pracy agregatów chłodniczych , reagujących na cieplejsze powietrze w samej lodówce, w pomieszczeniu zacznie się robić coraz cieplej. Agregaty chłodnicze zużywają bowiem energię, zamieniając ją w ciepło, i tym sposobem podwyższają bilans cieplny pomieszczenia. W pomieszczeniu z izolacją termiczną teoretycznie można by nawet stworzyć klimat pustynny
Loteria liczbowa. Gra na loterii liczbowej nie opłaca się
Choć wielu ludzi uważa inaczej, na loterii liczbowej można wygrywać nie tylko za sprawą czystego szczęścia, dzięki przypadkowemu trafieniu, lecz także w dłuższej perspektywie czasowej - w wielu grach. W pierwszej chwili brzmi to paradoksalnie, ponieważ wiadomo ,że połowę puli bierze państwo lub towarzystwo loteryjne - tym samym dla graczy pozostaje tylko połowa z każdej postawionej złotówki. Ale to wcale nie oznacza ,jak sądzi wielu ludzi, że bez względu na to ,jakie liczb skreślamy, na dalszą metę tak czy owak stracimy połowę swojej stawki. Obliczenie średniej przegranej jest bowiem możliwe tylko w loteriach o stałych wygranych, gdzie sześć trafień daje, powiedzmy 3 miliony złotych. Jeśli wygrane w różnych kategoriach (tak zwane pule) nie są z góry ustalone, lecz zależą od liczby wygrywających, zmienia się formuła średniej , czyli oczekiwanej wygranej; Prawdopodobieństwa w tej formule są od nas zupełnie niezależne i nic na to nie możemy poradzić; dla szóstki plus liczba dodatkowa prawdopodobieństwo wynosi np. 1:139 milionów, a więc jest znacznie mniejsze niż prawdopodobieństwo , że trafi nas piorun albo ,że zostaniemy wybrani na papieża (dotyczy to oczywiście tylko katolików płci męskiej). Ale pozostałe składniki tej formuły, czyli pule lub wygrane, my jako gracze, w przypadku wygranej, trzymamy w garści. Unikając bowiem popularnych skreśleń, nie możemy wprawdzie zwiększyć prawdopodobieństwo wygranej - lecz możemy zwiększyć wygraną, jeśli w ogóle wygramy. I ma to na oczekiwaną wygraną taki sam wpływ, jaki miałoby zwiększenie prawdopodobieństwo. Jeśli natomiast wybieramy popularne liczby, przegrywamy na dalszą metę więcej niż połowę stawki. Bardzo popularne są na przykład kombinacje liczb, które wyciągnięto wcześniej lub gdzie indziej. Geometryczne wzory gwarantują więc tylko straty. Zmieniają się one w zależności od układu liczb na kuponie : czasem będzie to kwadrat , czasem jedna długa linia.
Lucyfer. Lucyfer to określenie diabła
To popularne określenie diabła nie występuje w Biblii. W starożytności nazwę Lucifer nosiła Gwiazda Poranna, czyli Wenus, i nie miało to z diabłem nic wspólnego. Utożsamienie Lucyfera z diabłem wzięło się przypuszczalnie z tekstu Izajasza 14,12, w którym mowa jest o królu babilońskim : "Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący , Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty który podbijałeś narody ?" Znacznie później Ojcowie Kościoła dostrzegli w tym aluzję do "prawdziwego" szatana :szatan = król babiloński = Syn Jutrzenki = Gwiazda Poranna = Lucifer
Lukrecja Borgia. Lukrecja Borgia mordowała mężczyzn i była tyranką bez serca
Jak wiele postaci historycznych , także słynna Lukrecja Borgia (1480 - 1519) ukazuje się nam w złym świetle, jako nowożytne uosobienie braku umiaru u rozwiązłości. Ta zła sława przylgnęła do niej chyba jednak niezasłużenie, poniekąd na zasadzie odpowiedzialności za ojca, hiszpańskiego kardynała Rodriga Borgia i późniejszego papieża Aleksandra VI, oraz brata Cesare Borgię, nawet jak na tamte czasy niezwykłych rozpustników. To oni bez pytania o jej zgodę przesuwali Lukrecję na politycznej szachownicy Włoch zaręczając ją to z jednym , to z drugim wysoko urodzonym szlachcicem (po raz pierwszy, gdy liczyła zaledwie 11 lat)), ugruntowują w ten sposób jej złą reputację. Pogłoski o rozwiązłości Lukrecji zaczęły się od jej pierwszego małżeństwa. Pierwszy mąż , którego pomoc w wojnie z królem Neapolu chcieli tym małżeństwem kupić brat i ojciec Lukrecji, prędko zmienił front i kazał anulować małżeństwo ,a ponieważ musiał to uzasadnić, zaczął oczerniać żonę, pomawiając ją o kazirodcze związki z własnym ojcem. Także z następnym mężem Lukrecja nie miała szczęścia - ten stał się niewygodny dla papieża i zgodnie z ówczesnymi zwyczajami zginął z rąk nasłanych przez niego siepaczy (Lukrecja ponoć o tym nie wiedziała i długo opłakiwała męża). Dopiero z trzecim i ostatnim mężem, księciem Ferrary, Lukrecja żyła szczęśliwie przez 19 lat, a potem przeniosła się na wieś i tam zmarłą w wieku 39 lat jako matka ośmiorga dziecie.
Luter. Marcin Luter przybił swoje tezy do drzwi kościoła
Niewiele filarów naszego wykształcenia ogólnego wydaje się stać tak niewzruszenie ,jak wiedza o tym ,że Luter przybił 95 tez do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze" - pisze historyk Gerhard Prause. Ale jak wiele innych "filarów" , tak i ten w rzeczywistości się chwieje. Jest bardzo prawdopodobne , że to godne uwagi zdarzenie nigdy nie miało miejsca. Naocznych świadków nie ma, sam Luter nigdy czegoś takiego nie twierdził, także inni jego współcześni nie przypominają sobie owego zdarzenia. Jedynym świadectwem jest napisana ręcznie po łacinie relacja studenta Lutra, Agricoli, którą długo źle tłumaczono i źle rozumiano, a poprawnie brzmi ona tak : "W roku 1517 w Wittenberdze nad Łabą Luter przedłożył do dysputacji pewne twierdzenia, zgodnie z dawnym uniwersyteckim zwyczajem, jednakowoż w skromnej formie i nie chcąc nikogo znieważyć czy obrazić". Ale o przybiciu tez do drzwi kościoła nie ma mowy ani w tym, ani w żadnym innym ówczesnym dokumencie; również sam Luter w żadnym fragmencie swego obszernego dzieła nie pisze, że zaprezentował swe tezy w tak dramatyczny sposób. Legendę tę stworzył przypuszczalnie humanista i reformator Philipp Melanchot, gdy tuż po śmierci Lutra w przedmowie do drugiego tomu jego dzieł napisał :"Luter płonąc zapałem do prawdziwej pobożności, wydał tezy odpustowe(&hellip). Owe przybił publicznie do kościoła w pobliżu zamku wittenberskiego w wigilię Wszystkich Świętych 1517 roku". Źródeł błędu możemy się tylko domyślać. W momencie spornego zdarzenia Melanchot mieszkał w Tybindze, tak więc jego twierdzenie należy wrzucić do tego samego worka, co i jak wiele błędów, które wkradły się do wspomnianej przedmowy (np. ,że kaznodzieja odpustowy Tetzel publicznie spalił tezy Lutra, że Luter głosił wykłady z fizyki albo ,że w 1511 roku był w Rzymie)). W rzeczywistości Luter swoje tezy, napisane ręcznie ,a nie wydrukowane , i zaopatrzone w pełne szacunku wyjaśnienia , zupełnie normalną "drogą służbową" przedłożył arcybiskupowi Moguncji , który był odpowiedzialny na zaatakowane w nich praktyki kaznodziejów odpustowych, oraz biskupowi Brnadenburgii, duchowemu przełożonemu Lutra. Dopiero później, w styczniu 1518 roku, przyjaciele Lutra wydali tezy drukiem, dzięki czemu mogły one znaleźć czytelników również poza klerem. Także po ogłoszeniu tez drukiem nie przybito ich do kościelnych drzwi; przywiązującemu ogromną wagę do law and order Marcinowi Lutrowi nigdy nie przyszłoby do głowy , że profesor uniwersytetu wittenberskiego może własnoręcznie rozlepiać ulotki.
Luzytania. Zatopienie Luzytanii przez niemieckie okręty podwodne było aktem czystego terroru
7 maja 1915 roku, o wpół do trzeciej po południu, niemiecki okręt podwodny zatopił Luzytanię, angielski parowiec pasażerski. Utonęło ponad 1000 pasażerów, w tym 128 Amerykanów, z tego powodu USA omal nie przystąpiły do wojny z Niemcami już w 1915 roku. Jednakże, w przeciwieństwie do tego, co twierdziła skąd inąd zupełnie zrozumiała propaganda Anglików, Luzytania nie była statkiem wyłącznie pasażerskim, potajemnie przewoziła również amunicję o dlatego według prawa międzynarodowego można ją było uznać za okręt wojenny. Szkopuł w tym ,że niełatwo tego dowieść, gdyż z ostatniego rejsu Luzytanii pozostały cztery różne wersje dokumentów załadunkowych z czego na pewno trzy , a przypuszczalnie wszystkie cztery są fałszywe - państwa neutralne nie mogły dostarczyć sprzętu wojskowego stronom prowadzącym wojnę, więc dostawy takie musiały być zakamuflowane. Ale wszystkie brytyjskie statki handlowe i pasażerskie, w tym Luzytania, zobowiązane były zabierać również ładunki wojskowe, które jako nie objęte zakazem towary konsumpcyjne wędrowały potem do Anglii pod bokiem przekupionego kapitana portu i często nie domyślającej się niczego załogi. Na pokładzie Luzytanii było przypuszczalnie wiele ton dynamitu, bo tylko tak da się wytłumaczyć niezwykle silną detonację, kiedy statek trafiła torpeda. Niemiecka ambasada w Waszyngtonie wiedziała o tym ładunku i ostrzegała wielokrotnie , że takie statki będą atakowane bez ostrzeżenia. Kapitan Luzytanii uważał jednak swój statek za wystarczająco szybki, by zdołał wymknąć się niemieckim okrętom podwodnym - co okazało się błędem, który przypłaciło życiem ponad tysiąc osób
Łabędzie. Łabędzie potrafią śpiewać.
Łabędzie nie potrafią śpiewać tak jak inne ptaki; niezbyt przyjemne dla ludzkiego ucha skrzeczenie i syczenie wcale nie pasuje do tych pięknych zwierząt, Z naszymi ptakami śpiewającymi mogą ewentualnie konkurować tylko łabędź krzykliwy z Europy Północnej i łabędź mały. Legenda o śpiewających łabędziach pochodzi ze starożytnej Grecji, gdzie uchodziły one za stworzenia Apollina, które umierając śpiewały na jego cześć. Dusza Apollina , boga muzyki, po śmierci miała wejść w łabędzia .Platon w sztuce Fedon wkłada w usta swego bohatera, Sokratesa, słowa : "Umierające łabędzie nie śpiewają ze smutku czy boleści ,ale dlatego ,że zainspirował je Apollo i że przeczuwają piękne rzeczy, jakie przygotował dla nich ich bóg". Wyobrażenie to przejęli nowożytni artyści : dramatopisarze jak Szekspir (w Kupcu weneckim i Gwałcie na Lukrecji)), Carlyle i Byron, a także muzycy, jak Schubert, którzy utrwalili w swoich utworach obraz umierającego z godnością śpiewającego łabędziana

Machiavello. Machiavelli głosił cynizm i pogardę dla człowieka
Włoski pisarz i teoretyk państwa Niccolo Machiavelli (1469- 1527) zyskał sobie, podobnie jak wiele innych postaci historycznych , niezasłużenie złą sławę. Jeśli wierzyć źródłom historycznym, Machiavelli był człowiekiem troszczącym się o dobro ogółu, dążącym do utworzenia zjednoczonego i silnego państwa, gwaranta bezpieczeństwa i pokoju. A ponieważ widział ludzi takimi jakimi są, nie zaś jacy być powinni, i był dyplomatą, przekonał się bardzo wcześnie, że celu tego nie da się osiągnąć przez apele do moralności. Radził więc stosowanie takich metod, które w naszych oświeconych czasach wywołują zmarszczenie brwi, lecz wówczas były zapewne mniejszym złem - wydawało mu się bowiem, że nie ma innej możliwości. Poza tym traktował zawsze owe metody jako lekarstwo, nigdy jako cel sam w sobie. Poglądy Machiavellego pozostają w sprzeczności w bazującymi raczej na moralności teoriami państwa zarówno średniowiecznych jak i współczesnych utopistów, i obydwa te obozy do dziś nie wybaczyły mu jego wątpliwości co do natury człowieka.
Made in Germany. Pieczęć "Made in Germany" była od dawna znana jako znak jakości
Pieczęć "Made in Germany" była pierwotnie przewidziana do oznaczania towarów gorszej jakości, jak dziś np. "Made in China". Taki obowiązek nakładał na producentów angielski "Merchandise Marks Act" z 1887 roku, według którego wszystkie towary zagraniczne musiały mieć wyraźnie oznakowany kraj pochodzenia dla odróżnienia ich o angielskich produktów wysokiej jakości. O tym ,że towary niemieckie nie były wtedy produktami wysokiej jakości, zaświadcza choćby niemiecki inżynier i budowniczy maszyn Franz Reuleaux, który jako dyrektor berlińskiej Akademii Przemysłowej zasiadał w jury Światowej Wystawy w Filadelfii w 1876 roku "tanie i kiepskie" było według niego prawie wszystko co trafiło na wystawę z Niemiec. Między innymi ta opina Reuleau sprawiła że w fabrykach Rzeszy Niemieckiej rozpoczęła się ogólnokrajowa kampania na rzecz poprawy jakości, z czasem coraz bardziej skuteczna .Ale zanim niemieckie towary zaczęły być cenione na rynkach światowych z racji samego swego pochodzenia, musiało jeszcze upłynąć kilkadziesiąt lat
Magnetyczne pole. Pole magnetyczne Ziemi od dawna wskazuje ten sam kierunek
Poe magnetyczne Ziemi nie zawsze miała ten sam co dzisiaj kierunek - z południa na północ. W ciągu ostatnich 4 milionów lat zmieniało go co najmniej dziewięciokrotnie, po raz ostatni 730 000 lat temu; widać to na przykład po układzie cząstek żelaza w zastygłej lawie. Gdyby jakiś żeglarz podążał wtedy za igłą kompasu, dotarłby dokładnie do bieguna południowego. Również dzisiaj magnetyczny biegun północny nie jest nieruchomy - tylko w XX wieku przesunął się mniej więcej o 500 km za zachód wobec Europy.
Makrobiotyczne odżywianie. Odżywianie makrobiotyczne jest zdrowe
Odżywianie makrobiotyczne przenosi na jedzenie zasadę jin i jang z buddyzmu zen. Według tej teorii stosunek jing do jang w naszym "normalnym" pożywieniu nie jest zrównoważony. Optymalny jest on jedynie w ryżu i pełnym ziarnie zbóż; dlatego te właśnie produkty stanowią podstawę kuchni makrobiotycznej. Wbrew powszechnemu przekonaniu odżywianie takie nie jest zdrowe. "Jako stały sposób odżywiania radykalna makrobiotyka jest niebezpieczna dla zdrowia i dlatego należy ją odrzucić" czytamy w materiałach Fundacji Warentest. kto trzyma się ściśle makrobiotycznego jadłospisu, ryzykuje nawet życie : "Dotyczy to przede wszystkim zaopatrzenia w białko (…), składniki mineralne jak wapń, magnez, żelazo i cynk, których przyswajanie hamuje po części wysoka zawartość fityny w wyjątkowo obfitej diecie zbożowej. Dotyczy to także określonych witamin : witaminy B12 i D, które występują wyłącznie w produktach zwierzęcych , oraz witaminy C"
Małpy. Małpy się iskają
Wbrew mniemaniu wielu odwiedzających zoo małpy nie szukają wszy w owłosieniu innych osobników swego gatunku. Częste wzajemne "iskanie" polega przede wszystkim na usuwaniu resztek złuszczonej skóry i zeskorupiałych grudek soli, powstałych wskutek pocenia, jak również , niejako na marginesie, pomaga w wykształceniu zachowań społecznych, zwłaszcza solidarności : dzięki "iskaniu się" członkowie "bandy małp" mają przyzwyczaić się nawzajem do siebie. Zwłaszcza szympansy doprowadziły tę procedurę higieniczną do perfekcji. Ale małpy , nawet gdy żyją w brudnych klatkach, są całkowicie wolne od wszelkich pasożytów.
Marchewka. Marchewka jest dobra na oczy
Marchew zawiera karoten, czyli prowitaminę A ,ponieważ zaś człowiek pozbawiony witaminy A źle widzi w półmroku (w zupełnych ciemnościach nikt nic nie widzi, z witaminą czy bez niej), marchewka uchodzi często za środek ogólnie poprawiający widzenie. W rzeczywistości witaminy - abstrahując od złego widzenia w półmroku - nie mają nic wspólnego ze wzrokiem. A dodatkowe jedzenie marchewki jest zbędne, gdyż normalne codzienne pożywienie zawiera dość witaminy A.
Mark Twain. "Mark Twain" to oryginalny pseudonim autora "Przygód Tomka Sawyera" i "Przygód Hucka"
Znany jako "Mark Twain" autor "Przygód Tomka Sawyera" i "Przygód Hucka" nie wymyślił swego pseudonimu. Przed nim był już inny Mark Twain, pilot statków po Missisipi, który naprawdę nazywał się Seller, a pod przybranym nazwiskiem publikował różne historie ze swego życia. Drugi Mark Twain , urodzony jako Samuel Clemens, sparodiował je w pewnej gazecie (ponoć zasługiwały na to), a wtedy pierwszy Twain zniechęcił się do pisania i nie opublikował już ani linijki. Możliwe , że Samuel Clemens chciał to jakoś wynagrodzić swej ofierze i dlatego pozwolił żyć dalej jej przybranemu nazwisku
Martwe Morze. Morze Martwe jest martwe pod względem biologicznym
Morze Martwe wcale nie jest martwe : daje schronienie różnym mikroorganizmom, odżywiającym się m.in. celulozą jak również krabom słonowodnym i pewnemu gatunkowi muc, których jajeczka służa za pożywienie rybom tropikalnym , oraz roślinom, tak zwanym halofitom, rozwijającym się w środowisku słonym lub alkalicznym. Na temat Morza Martwego funkcjonowało również wiele innych błędnych wyobrażeń, w które dziś jednak chyba nikt już nie wierzy : że nie toną w nim cegły (nieprawda ; morze Martwe o zasoleniu wynoszącym prawie 30% unosi wprawdzie lepiej niż woda słodka , ale nie cegły); że podczas przelotu nad nim ptaki zdychają; że jest bramą piekieł (z powodu unoszących się nad nim oparów siarki, które pochodzą jednak z zupełnie naturalnych źródeł mineralnych); że rosnące nad brzegiem owoce potrafią się palić bez końca. Poza tym nazwa "Morze Martwe" nie pojawia się w Biblii; jej twórcą jest przypuszczalnie święty Hieronim (około 347-420)
Masaż. Za pomocą masażu można rozbijać komórki tłuszczowe
Choć amerykańska aktorka filmowa Linda Evans w swojej książce o urodzie twierdzi coś przeciwnego - za pomocą masażu nie można rozbić komórek tłuszczowych (które potem , według pani Evans, są wydalane w procesie trawienia). Komórki tłuszczowe, które w organizmie już są, pozostają w nim na zawsze. Możemy wprawdzie sprawić , by rosły lub kurczyły się ,ale nigdy nie znikną
Maszyna parowa. Maszyna parowa jest wynalazkiem Jamesa Watta
Pierwszą maszynę parową zaprojektował w 1655 roku Edward Somerset, markiz i earl Worcester. W roku 1685 Denis Papin wykonał pierwszy działający model, a w 1712 Thomas Newcomen zainstalował w Tipton w Anglii pierwszą prawdziwą maszynę parową - ponad dwadzieścia lat przed urodzeniem Watta. Zasługa Jamesa Watta - niemała, ale przecież nie był to sam wynalazek maszyny - polegała przede wszystkim na znacznym zwiększeniu jej sprawności. Maszyny jego poprzedników na przykład podgrzewały parę w tym samym cylindrze, natomiast w maszynie Watta cylinder roboczy zawsze pozostawał gorący; zużyta para skrapla się gdzie indziej, energia cieplna jest lepiej wykorzystywana. Dzięki temu i różnym innym ulepszeniom możliwie było zastosowanie maszyn parowych nie tylko ,jak dotąd , do napędzania pomp w kopalniach, lecz także w fabrykach , a później w transporcie
Medycyna 1. Medycyna zawsze była błogosławieństwem ludzkości
Do końca XIX wieku większość lekarzy było dla swoich pacjentów groźniejszych niż większość chorób. Dopiero około roku 1910, według historyków medycyny, prawdopodobieństwo ,że przypadkowo wybrany chory wyzdrowieje dzięki również przypadkowo wybranemu lekarzowi, przekroczyło 50% - do tego czasu lekarze wyrządzali zatem średnio więcej skody niż pożytku (nic dziwnego ,skoro jeszcze tysiąc lat po Hipokratesie uważano wątrobę za centrum krwioobiegu, a mycie rąk przed operacją za fanaberię). Dlatego jeszcze w czasach nowożytnych dobrodziejstwa medycyny przeżywali tylko ludzie obdarzeni końskim zdrowiem. Wystarczy przyjrzeć się przedstawionym na starych obrazach balwierzom i felczerom przy pracy, by zrozumieć , dlaczego wyrażenie "błąd w sztuce" powstało dopiero w XX wieku : dawniej albo człowiek po leczeniu nie żył, albo organizm sam sobie pomagał i pacjent szybko zdrowiał bez medycyny
Medycyna 2. Medycy są dzisiaj gorzej wykształceni , niż byli kiedyś
Za pomocą tego argumentu renomowani lekarze próbują już od dawna zaostrzyć numerus clausus na wydziałach medycznych. W rzeczywistości jednak wykształcenie medyczne nigdy dotąd nie było tak gruntownie jak właśnie dziś. Prawdą jest ,że przy rosnącej liczbie studentów jakość kształcenia musi się obniżać. Każdy nauczyciel szkoły podstawowej zdaje sobie sprawę z różnicy między klasą liczącą 10 uczniów a klasą z 20 uczniami. Podobnie można by też poprawić kształcenie medyków, gdyby nauczyciel akademiccy mieli o połowę mniej studentów, a najlepiej ,żeby każdy uczył tylko jednego. Jest to oczywiście zwykłe spekulowanie, gdyż kształcenie bez względu na przyszły fach, nigdy nie jest tak dobre, jak mogło być teoretycznie. Jeśli jednak zapytamy, czy kształcenie medyczne jest dziś gorsze niż dawniej, odpowiedź brzmi : raczej nie. W minionych dziesięcioleciach wzrosła bowiem nie tylko liczba studentów medycyny - znacznie zwiększyła się też liczba profesorów i pracowników naukowych. Jeśli więc mamy dziś dużo więcej studentów, to mamy także dużo więcej nauczycieli, którzy się nimi zajmują
Medycyna 3. Dobrzy lekarze leczą te same choroby w ten sam sposób
Wielu ludzi uważa , że dobra medycyna nie zna geograficznych różnic: to co jest odpowiednie w Niemczech, jest też właściwe we Francji, w Anglii i we Włoszech. W rzeczywistości jednak terapie w przypadku identycznych chorób różnią się znacznie, także w krajach o porównywalnej strukturze społecznej; różnice te bywają czasem tak duże ,że metoda leczenia , która w jednym kraju jest standardowa, w innym może uchodzić za błąd w sztuce. Agresywna chemioterapia w przypadku raka w jednym kraju uchodzi za obowiązkową a gdzie indziej za okrutną wobec pacjenta; ciśnienie krwi, zdiagnozowane w Ameryce jako za wysokie, często w Anglii uznawane jest za normalne; jeden z najbardziej popularnych medykamentów we Francji, powodujący rozszerzenie naczyń, uważany jest w Ameryce za nieskuteczny. Z drugiej strony wielu pacjentów, którzy lądują na amerykańskich stołach operacyjnych, gdzie indziej jeszcze długo nie trafiłoby pod nóż. Lekarze niemieccy przepisują znacznie więcej naparstnicy niż ich koledzy w Anglii, ale za to o wiele mniej antybiotyków, a lekarze francuscy znacznie częściej niż amerykańscy ordynują leki w postaci czopków. Nawet w tym samym społeczeństwie terapie mogą znacznie się różnić w zależności od klienta. Na przykład według statystyki Urzędu Zdrowia szwajcarskiego kantonu Ticino pacjentom nie mającym wśród krewnych lekarza o 46% częściej operuje się migdałki, o 53% częściej przepukliny, o 83% częściej hemoroidy i o 84% częściej woreczek żółciowy; tylko jedna grupa zawodowa, a mianowicie prawnicy, trafia pod nóż równie rzadko jak sami lekarze.
"Mens sana in corpore sano"
Te słowa rzymskiego poety Juwenala, tłumaczone często jako "w zdrowym ciele zdrowy duch", od pokoleń uważane były przez teutońskich feldfeblów od gimnastyki za upoważnienie do poddawania uczniów szkoleniu przedwojskowemu. W rzeczywistości Juwenalowi chodziło jednak o co innego. W swoich satyrach, z których wzięto powyższą sentencje pisze on : Orandum est ut sit mens sana in corpore sano - Trzeba się modlić , by w zdrowym ciele był zdrowy duch" Nie był to zatem hymn pochwalny , lecz raczej atak na ówczesny kult sprawności fizycznej. We współczesnym języku mógłby brzmieć na przykład następująco : "Ach jakie by to było piękne, gdyby te umięśnione małpy potrafły jeszcze myśleć:
Miecze na lemiesze
Wbrew temu co sądzi wielu ludzi, apel ten nie pochodzi z Biblii. Wprawdzie czytamy u Izajasza 2,4 ; "wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy , lecz w tym miejscu tłumacz dopuścił się małego gwałtu na oryginale. Kiedy pisano te słowa, pługu w tej części świata jeszcze w ogóle nie znano